Działania militarne NATO podjęte przeciwko Jugosławii zasadniczo wpłynęły na stan polityki światowej i porządek międzynarodowy. Sprawa ta należała do bardzo poważnych, bo od zakończenia drugiej wojny światowej w Europie nie było międzynarodowego konfliktu zbrojnego.
Naloty NATO na Jugosławię poza aspektami politycznymi, militarnymi i humanitarnymi wiążą się z bardzo poważnymi problemami natury prawnej. Ocena interwencji NATO nie jest pod tym względem jednoznaczna. Działania władz Jugosławii w Kosowie łamią wiele zasad Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka z 1948 roku. oraz zawartych w międzynarodowym Pakcie Praw Obywatelskich i Politycznych z 1966 roku. Wśród zignorowanych postanowień Deklaracji wymienić trzeba: prawo do życia, wolności i bezpieczeństwa (art. 3), zakaz poddawania ludzi okrutnemu albo upokarzającemu traktowaniu (art. 5), zakaz dyskryminacji (art. 7), zakaz wygnania z kraju jego mieszkańców (art. 9), prawo wyboru miejsca zamieszkiwania (art. 13), zakaz arbitralnego pozbawiania obywatelstwa (art. 15), prawo własności (art. 17). Trudno zresztą byłoby wskazać takie ujęte w Deklaracji reguły, których nie naruszono przy okazji czystek etnicznych w Kosowie.
W podobny sposób cytować i komentować można liczne pogwałcone przepisy Paktu. Działania w Kosowie były przez jugosłowiańskie władze usprawiedliwiane koniecznością przeciwstawienia się albańskiej irredencie. Jednakże wykorzystanie uznanego przez Pakt prawa państwa do samoobrony przed tego typu zagrożeniami musi odpowiadać rzeczywistemu natężeniu niebezpieczeństwa i nie może stać się pretekstem do dokonywania aktów niweczących prawa lub wolności człowieka ujęte w Pakcie (art. 4 i 5).
Kwestią podlegającą rozbieżnym ocenom jest natomiast to, czy jakiekolwiek państwo lub organizacja militarna – w tym przypadku NATO – mogło, powołując się na masowe i brutalne naruszenia praw obywateli przez legalnie ustanowione władze suwerennego państwa, podjąć przeciwko temu państwu interwencję zbrojną bez zgody Rady Bezpieczeństwa ONZ i z oczywistym pogwałceniem Karty Narodów Zjednoczonych. Karta przyznaje w art. 42 (Rozdział VII) Radzie Bezpieczeństwa ONZ prawo „przeprowadzenia akcji wojskowej – siłami powietrznymi, morskimi i lądowymi – jaką uzna za konieczną do utrzymania lub przywrócenia międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa. Akcja ta może obejmować demonstracje, blokadę i inne operacje sił zbrojnych, powietrznych, morskich lub lądowych członków Organizacji Narodów Zjednoczonych”.
W pełni uzasadniona była też teza, że konflikt w Kosowie stanowił zagrożenie dla międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa. Rada Bezpieczeństwa mogła więc podjąć decyzję o przeprowadzeniu tu akcji zbrojnej nakierowanej na powstrzymanie serbskich czystek etnicznych. Jednakże konieczne było w tym celu uzyskanie zgody wielkich mocarstw. Sprawa zgody na tę akcję nie została postawiona na forum Rady, a państwa NATO podjęły decyzję o interwencji samodzielnie.
Jugosławia nie dokonała aktu agresji przeciw jakiemukolwiek państwu należącemu do NATO. Tak więc nie mógł być uruchomiony system ich wspólnej obrony przewidziany w art. 5 i 6 Traktatu Waszyngtońskiego z 1949 roku. Traktat ten zresztą (art. 7) potwierdza „szczególną odpowiedzialność Rady Bezpieczeństwa za utrzymanie międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa”.
Zdania wśród specjalistów na temat tego, czy złamane zostało prawo międzynarodowe, były i są podzielone. Jedni stoją na stanowisku – pogląd ten zdaje się dominować – że jakkolwiek poczynania Sojuszu Północnoatlantyckiego miały solidarne uzasadnienie natury moralnej i politycznej, to doszło tu do pogwałcenia obowiązującego prawa międzynarodowego, które nie przewiduje możliwości zastosowania siły zbrojnej wobec państwa poza systemem Organizacji Narodów Zjednoczonych oraz bez upoważnienia i mandatu Rady Bezpieczeństwa. Zdanie to podzielało wielu znanych ekspertów prawa międzynarodowego na czele z prof. Zdzisławem Galickim z Instytutu Prawa Międzynarodowego Uniwersytetu Warszawskiego. Akcję NATO oceniał on jako działanie pozaprawne, gdyż jego zdaniem „prawo międzynarodowe nie daje żadnych podstaw do jej podjęcia. Wyłączna odpowiedzialność za podjęcie decyzji o zastosowaniu siły w celu rozwiązania problemów międzynarodowych spoczywa na Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Prawo pozytywne wyraźnie określa, że jedynie Rada ma kompetencje tam, gdzie w grę wchodzi zastosowanie sankcji zbrojnych. Mówi o tym Karta Narodów Zjednoczonych. Rada Bezpieczeństwa może upoważnić inne kraje czy organizacje do działania w jej imieniu, ale w tym wypadku tego nie uczyniła.”
Inni z kolei utrzymują, iż w imię uniwersalizmu zasady poszanowania praw człowieka akcja zbrojna w stosunku do państwa uporczywie ją naruszającego jest nie tylko w pełni usprawiedliwiona moralnie, ale i usprawiedliwiona na gruncie prawa międzynarodowego. Nie jest dla nich przy tym ważne kto tę sankcję egzekwuje. Oczywiście najlepiej byłoby, gdyby odbywało się to pod auspicjami ONZ, lecz skoro nie jest to możliwe, to rolę aktywnego obrońcy praw człowieka mogą podjąć również inne struktury międzynarodowe.
Jeszcze inni uważają, że racje mogą mieć rzecznicy obu stanowisk. Fakt, iż prawo międzynarodowe w tym konkretnym wypadku daje sposobność do przeprowadzenia dokładnie sprzecznych, a przy tym nie pozbawionych racji wykładni, które służyć mogą ante factum bądź post factum do uzasadnienia określonych działań grupy państw na arenie międzynarodowej, akcji zbrojnej nie wyłączając, stanowi wielce wymowne świadectwo niespójności tegoż prawa, jego nieadekwatności oraz niezdolności do jednoznacznego i nie budzącego wątpliwości rozwiązywania fundamentalnych problemów polityki światowej. Słowem, prawo międzynarodowe w dotychczasowej formule jest anachroniczne i w związku z tym wymaga pilnej przebudowy. To niezaprzeczalny wniosek płynący z lekcji kosowskiej i będącej jej konsekwencją akcji NATO.
Przyczyny fiaska ONZ, która po ponad 50 latach do złudzenia przypomina swą słynącą z nieskuteczności poprzedniczkę – Ligę Narodów, z pewnością są złożone. Według M. Bankowicza, na plan pierwszy wysuwają się dwie sprawy. Pierwsza to oparcie systemu oenzetowskiego na dość dogmatycznie pojmowanej zasadzie suwerenności państwowej, druga zaś to skonstruowanie w obrębie ONZ wadliwego systemu decyzyjnego.
Suwerenność państwowa jest kluczowym pojęciem prawa międzynarodowego i tak naprawdę tylko ona jest przez to prawo chroniona. Obrona innych zasad np. zasady poszanowania praw człowieka albo nie jest podjęta w ogóle, albo też w sposób wyjątkowo enigmatyczny. Profesor Eugeniusz Piontek w opublikowanym na łamach „Rzeczypospolitej” artykule pod jednoznacznym tytułem W sprawie legalności akcji NATO ubolewa, iż „tradycyjne prawo międzynarodowe zbudowane zostało na założeniu bezwzględnej supremacji państwa jako pierwotnego i nieograniczonego podmiotu tego prawa oraz wzajemnej równości tych podmiotów jako bytów suwerennych. Konsekwencją tego założenia jest niepodleganie jednych państw władztwu innych państw w myśl zasady par in parem non habet imperium”. Skoro zatem państwo jest suwerenne, to w swych granicach czynić może wszystko, co uzna za stosowne.
Praktyczną konsekwencją z kolei zasady suwerenności jest zasada nieingerencji w wewnętrzne sprawy państwa, co bardzo wyraźnie i bez żadnych niedomówień stwierdza Karta Narodów Zjednoczonych. Stawianie zasady suwerenności państwowej i zasady nieingerencji ponad wszystkimi innymi zasadami jest jego zdaniem błędem prawa międzynarodowego. Profesor Piontek w przytoczonym powyżej tekście domaga się dowartościowania zasady poszanowania podstawowych praw jednostki ludzkiej i praw człowieka oraz wyniesienie jej do rangi równoważnej zasadzie suwerenności państwowej. Zaś to, której z nich w danej chwili należy się pierwszeństwo, winno być rozstrzygnięte po drobiazgowej i wszechstronnej analizie konkretnej sytuacji.
Wadliwy mechanizm decyzyjny ONZ polega na tym, że Zgromadzenie Ogólne skupiające wszystkie państwa członkowskie jedynie debatuje, bo prawdziwe decyzje zastrzeżone są dla Rady Bezpieczeństwa. Przy czym Rada jest zazwyczaj sparaliżowana, gdyż może podejmować rozstrzygające decyzje – w tym o użyciu sankcji zbrojnych przeciwko państwu zagrażającemu międzynarodowemu bezpieczeństwu i pokojowi – wyłącznie w warunkach jednomyślności pięciu jej stałych członków, tj. Stanów Zjednoczonych, Rosji, Francji, Wielkiej Brytanii i Chin. W skład Rady wchodzi poza tym dziesięciu niestałych członków wybieranych przez Zgromadzenie Ogólne co dwa lata. Rada Bezpieczeństwa, zgodnie z Kartą NZ, odpowiedzialna jest za utrzymanie międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa.
Każdy z pięciu stałych członków Rady dysponuje prawem weta i jest w stanie skutecznie zablokować wszelkie działania Rady Bezpieczeństwa sprzeczne, bądź choćby nie do końca zbieżne z jego interesami czy ambicjami. W efekcie Rada Bezpieczeństwa nie jest zdolna do podjęcia decyzji w sprawach o pierwszorzędnym znaczeniu, ponieważ to właśnie w nich ujawniają się sprzeczne interesy pięciu mocarstw. Do wyjątków należy zgoda stałych członków Rady Bezpieczeństwa na podjęcie kroków w imieniu Narodów Zjednoczonych i w tym samym całej społeczności międzynarodowej, jak np. użycie siły wobec Iraku w 1991 r.
Działania zbrojne Sojuszu Północnoatlantyckiego wobec Jugosławii, która w sposób przewlekły i zarazem drastyczny naruszała prawa człowieka, rzecz jasna nie mieszczą się w ścisłych ramach obowiązującego prawa międzynarodowego. Przyjęcie formalistycznego punktu widzenia prowadziłoby wręcz do stwierdzenia, iż oznaczają one złamanie tego prawa skoro tylko Rada Bezpieczeństwa może zadecydować o zastosowaniu sankcji zbrojnych. W tym przypadku próżno by jednak oczekiwać na decyzję Rady. Bezczynność byłaby zatem równoznaczna z poszanowaniem prawa międzynarodowego, ale jednocześnie oznaczałaby pozwolenie na czystki etniczne i akty ludobójstwa w samym sercu Europy. Zwolennicy takiego punktu widzenia mogą więc twierdzić, że działania zbrojne NATO nie tyle naruszały prawo międzynarodowe, co ujawniały jego strukturalny kryzys lub też przełamywały jego ograniczenia. Teorię tą podtrzymuje m.in. Aleksander Smolar, który w zamieszczonym w „Gazecie Wyborczej” artykule zauważa: „Można łatwo zrozumieć decyzję NATO. Niedostosowanie norm prawa międzynarodowego do obecnych warunków i wartości, które świat w coraz większym stopniu uznaje, jest oczywiste”.
Zwolennicy tej opcji uważają również, iż należy przede wszystkim odejść od bezwzględnego prymatu w prawie międzynarodowym zasady suwerenności państwowej. Nie może ona być, ich zdaniem, przykrywką dla gwałcenia podstawowych praw człowieka, naruszania norm humanitarnych czy prześladowania mniejszości narodowych.
Bezprecedensowa i odważna decyzja NATO o użyciu sił zbrojnych w stosunku do Jugosławii jest być może zwiastunem nowego prawa międzynarodowego, dla którego suwerenność państwowa i nieingerencja w wewnętrzne sprawy państwa mogą mieć rangę taką samą jak prawa człowieka i dla którego niemoc ONZ nie stanowi problemu nie do rozwiązania.
Przykładem takiego rozwoju sytuacji może być koncepcja strategiczna przyjęta przez NATO na ostatnim szczycie w Waszyngtonie w kwietniu 1999 r., która jest sformułowana bardzo ogólnie, tak by później każde możliwe wydarzenie mieściło się w szerokiej formule udzielenia pomocy, nawet kosztem naruszenia suwerenności danego państwa.
Wolę wytworzenia nowego prawa międzynarodowego pokazują także zyskujące na dynamice prace zmierzające do powołania Stałego Międzynarodowego Trybunału Karnego. Ma on sądzić odpowiedzialnych za akty ludobójstwa, zbrodnie wojenne lub zbrodnie przeciwko ludzkości, wobec których państwowy wymiar sprawiedliwości nie wdraża postępowania. Uruchomienie Trybunału przyniosłoby znaczące ograniczenie wyłączności państwa do jurysdykcji w sprawach karnych, co niewątpliwie tworzyłoby zupełnie nową jakość w prawie międzynarodowym.