Współczesna Polska krajem tolerancji – analiza zjawiska

5/5 - (1 vote)

Współczesny Polak coraz częściej podejmuje wysiłek obalania stereotypów, którymi kierowali się jego ojcowie i dziadkowie. Odrzuca mity przeszłości dotyczące tematów drażliwych, które pozostają w sprzeczności z jego nowoczesnym, asertywnym sposobem myślenia. Stereotypy te dotyczą szerokiego spektrum zagadnień: społeczeństwa, kultury, wzorców zachowań oraz relacji międzyludzkich. Niestety, mimo tych pozytywnych zmian, nasze społeczeństwo w dalszym ciągu daje dowody na to, iż proces ten nie został zakończony. Częstokroć ujawnia się jego dwulicowość, szowinizm oraz tak zwana źle rozumiana „duma narodowa”, która objawia się niechęcią do ludzi innej rasy, wyznania, jak i pochodzenia. Na tego rodzaju przykrości narażeni są, choć w coraz mniejszym stopniu, między innymi Górnoślązacy.

Górnoślązacy określani są przez znawców tematu jako ludność „mieszana”, co sugeruje, iż znajdują się wśród nich zarówno zwolennicy opcji „polskiej”, jak i „niemieckiej”. Sytuacja ta rodzi specyficzne postawy adaptacyjne. Gdy rozmówcą Górnoślązaka jest Polak, rozmowa odbywa się w języku polskim, Ślązak doszukuje się wówczas wspólnych korzeni i nie odżegnuje się od polskości. Lecz ten sam człowiek, spotykając Niemca, staje się niczym kameleon, swobodnie rozmawiając z zachodnim sąsiadem w języku niemieckim. Istnieje silna tendencja, by za takie funkcjonowanie własnej tożsamości piętnować Górnoślązaków, określając ich mianem „sprzedawczyków”, „nieprawdziwych Polaków” czy „podrabianych Niemców”. Taka ocena jest jednak uprawniona jedynie wówczas, gdy oceniający kieruje się wartościami ideologii narodowej jako nadrzędnymi. W rzeczywistości, jeśli Górnoślązak miałby dokonać jednoznacznego wyboru i odpowiedzieć na pytanie, czy jest bardziej Polakiem, czy Niemcem, nie przyszłoby mu to z łatwością. Warto zauważyć zróżnicowanie regionalne: Górnoślązacy ze Śląska Opolskiego oraz okolic Raciborza i Olesna częściej podkreślają swoje związki z niemieckością i śląskością, podczas gdy ich pobratymcy z okręgu katowickiego kładą nacisk raczej na polskość i śląskość.

Nasuwa się w związku z tym pytanie, co właściwie łączy Górnoślązaków i co pozwoliło im nie stać się w pełni Niemcami, Polakami czy Czechami. Spoiwem tym są: silny emocjonalny związek z regionem, przywiązanie do katolicyzmu oraz dialekt śląski, zwany też kreolem. Obecnie Górnoślązacy tworzą wspólnotę, mając w żywej pamięci traktowanie ich jako obywateli drugiej kategorii lub jako „element podejrzany” zarówno przez administrację niemiecką, jak i polską w XX wieku. To, jak oni nas widzą i w jakim świetle nas stawiają, zależy często od historii oraz losów poszczególnych rodzin w okresie drugiej wojny światowej. Czas wojny pozostał w pamięci Górnoślązaków jako okres zamachu Niemców na ich tożsamość, kiedy to zabroniono im używać ich śląskiego dialektu, a nawet kreola, czyli formy języka wykształconej na styku dialektów obcych. Warto przy tym wspomnieć o trudnym aspekcie historycznym, mianowicie o tym, że wielu Górnoślązaków nie miało Niemcom za złe eksterminacji Żydów.

Podobnie skomplikowane są relacje z Polakami, którzy w opinii Ślązaków także wyrządzili krzywdę społeczeństwu Górnego Śląska. Starsze pokolenie, które pamięta powstania i podział regionu, wciąż ma za złe Polakom zniszczenie ich dawnego, często w we wspomnieniach wyidealizowanego świata. Niektórzy obwiniają Polaków również za sam podział regionu, co spowodowało fizyczne rozdzielenie rodzin, wiosek i miast. Plebiscyt z 1921 roku, który podzielił Górny Śląsk na część polską i niemiecką, doprowadził w okresie międzywojennym do przyspieszonej polonizacji i germanizacji poszczególnych części. Zdecydowanie pozytywniej nastawieni są Górnoślązacy do Niemców, którzy pomogli w polepszeniu sytuacji ekonomicznej regionu oraz wydawali zgody na powrót lub przyjazd z polskiej strony granicy, pod warunkiem zadeklarowania niemieckości.

W latach następnych miały miejsce wydarzenia, które pogłębiały wrogie nastawienie do Polaków, między innymi akcje odniemczania i przymusowej polonizacji. Fala dyskryminacji i nieliczenia się z Górnoślązakami trwała aż do około 1989 roku. Dopiero wtedy pozwolono im do pewnego stopnia nieskrępowanie wyrażać własną tożsamość bez potrzeby obawiania się natychmiastowych retorsji ze strony władz i służb bezpieczeństwa, nawet jeżeli zdecydowali się nie identyfikować ze swoją polskością. Przez lata jedyną formą buntu i protestu dla mieszkańców Śląska był wyjazd do Republiki Federalnej Niemiec. Kraj ten jawił się im jako „raj demokracji” i miejsce godnego, kapitalistycznego życia. Wyraźna różnica w poziomie i standardzie życia Niemca i Polaka unaoczniła Górnoślązakom odmienny sposób traktowania ich przez oba narody. Mieszkając w kraju o wyższej kulturze przedsiębiorczości, zaczęli oni patrzeć na Polaków przez pryzmat stereotypów, określając ich mianem „nierobów”, „leni” czy „złodziei”.

Po roku 1993 sytuacja polityczna w Polsce ustabilizowała się, co spowodowało mniejszą liczbę wyjazdów Górnoślązaków na Zachód. Wielu z nich z kolei powróciło, szukając w kraju swej szansy na poprawienie rodzinnego budżetu, jak również w celu odwiedzenia rodzinnych stron. Wśród Górnoślązaków, którzy nie opuścili granic Polski, narastało jednak przekonanie, iż Polska nie dba o Śląsk, a co za tym idzie – o jego mieszkańców. Mimo to, ta negatywna opinia nie wpływa już tak znacząco na ukształtowany po wojnie sposób postrzegania Polaków, który z czasem się zobiektywizował i poprawił. Niemniej jednak Polacy dochodzący swych praw wynikających z lat okupacji lub też powracający do niespolszczonych zapisów swych imion i nazwisk, wciąż często spotykają się z przejawami wrogości i niechęci ze strony polskich urzędników. W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych można było zaobserwować proces stapiania się wartości i tradycji kultury górnośląskiej ze standardami europejskimi i ogólnoświatowymi. Przyjazny klimat dla tej europeizacji czy globalizacji powstał na Górnym Śląsku także w wyniku skutecznego załagodzenia powojennych sporów polsko-niemieckich. Dzięki temu Niemcy są coraz częściej postrzegani przez Polaków jako „drzwi” do Unii Europejskiej, a nie jako „odwieczny wróg”. W tej korzystnej sytuacji młodzi Górnoślązacy – nierzadko odkrywający własną tożsamość po latach, gdyż wcześniej w domu nie mówiło się o tym, by nie utrudniać dzieciom życia – zdają się traktować i postrzegać Polaków, a również Niemców, jak partnerów.

Polska od wieków jest krajem, w którym znajduje schronienie wielu uchodźców z całego świata. Przybywali tu ludzie z państw, gdzie byli prześladowani religijnie bądź politycznie, na przykład kalwini w średniowieczu, Grecy czy Chilijczycy, oraz z państw zacofanych gospodarczo i naukowo, takich jak Syria, Jemen czy Egipt. Pozostaje zatem postawić pytanie: czy oni również znaleźli w naszym kraju tolerancję i czy, pozostając na stałe, zdołali się zintegrować? Przedmiotem badań był problem integracji osób niebędących Europejczykami w Polsce, analizowany na podstawie indywidualnych doświadczeń związanych ze zjawiskiem zderzenia kultur oraz poczuciem odmienności kulturowej, zarówno w sferze zachowań zewnętrznych, jak i wewnętrznych przekonań i wyznawanego systemu wartości. Badania te prowadzone były metodą autobiograficzną. Wszyscy badani to cudzoziemcy, migranci bądź uchodźcy, którzy z powodu długiego, ponad dziesięcioletniego pobytu w Polsce czują się nośnikami dwóch kultur: rodzimej i zastanej. Niektórzy pozostają w związkach małżeńskich z osobami swojej narodowości lub Polakami. Każdy z nich doskonale włada językiem polskim, a większość ukończyła w Polsce studia. Są to osoby w wieku od dwudziestu do pięćdziesięciu lat, pochodzące w większości z krajów arabskich (Syrii, Jemenu, Egiptu) oraz z Afryki, i wszyscy mieszkają w Warszawie. Narzędziem badania był kwestionariusz złożony z pytań otwartych, a wywiady odbywały się w atmosferze zaufania i bezpośredniości, trwając około trzech godzin.

Uniwersalne pojęcie integracji jest trudne do sformułowania. Didier Lapeyronnie, uczony reprezentujący nowe podejście w badaniach zjawiska zderzenia kultur, traktuje integrację w społeczeństwie postępowym jako proces, w toku którego istnieje ścisła współzależność między wysiłkiem migranta związanym z przystosowaniem się do norm kraju migracji, a wolą otwartego przyjęcia imigrantów ze strony gospodarzy. Proces ten obejmuje różne dziedziny życia społecznego, a także głębokie przemiany dokonujące się w samym migrancie – w sferze jego zachowań zewnętrznych i przekonań oraz poczucia tożsamości i przynależności kulturowej. Według Williama Bernarda integracja to proces, na który składają się cztery zasadnicze elementy: stanie się pracującym członkiem społeczeństwa, przejęcie wielu postaw i wzorów zachowań, uczestniczenie w różnych formach działalności publicznej oraz utrzymanie swojej kulturowej tożsamości. W celu opisania stopnia integracji cudzoziemców w społeczeństwie polskim, trzeba przedstawić różne typy integracji z punktu widzenia wyżej wymienionych aspektów, biorąc pod uwagę takie kategorie jak: poczucie inności na polu pracy, w stylu bycia i myślenia, funkcjonowanie stereotypów, poczucie tożsamości oraz doświadczenie pogranicza kulturowego.

Zgodnie z definicją Bernarda, praca jest jednym z najbardziej fundamentalnych czynników integracji obcokrajowca w przyjmującym go społeczeństwie. Praca jest naturalnie źródłem utrzymania i warunkiem zaspokojenia materialnych potrzeb migranta – od tych najbardziej elementarnych, poprzez te, które uważa się za mniej istotne, a które jednak mają wpływ na to, w jaki sposób jest on odbierany przez społeczeństwo. Jednakże praca ma nie tylko aspekt finansowy; obejmuje ona również sferę psychiczną, jest odpowiedzialna za relacje międzyludzkie oraz za stosunek człowieka do samego siebie. W tym względzie praca może przyczynić się do pogłębienia więzi między obcokrajowcami a Polakami i w związku z tym wzmocnić stopień integracji w społeczeństwie polskim. Może również wpłynąć na pozytywne lub negatywne myślenie obcokrajowca o sobie, a w efekcie na jego poczucie integracji lub wyobcowania.

Można również rozpatrywać pracę w aspekcie sukcesu lub porażki. Generalnie rzecz biorąc, bardzo istotne w określeniu przyczyn, dla których jedni odnieśli sukces, a inni porażkę, wydają się pewne cechy osobowe, takie jak: wiara w siebie dająca tak zwaną „siłę przebicia”, elastyczność (czyli łatwość przystosowania się do nowych warunków i przekwalifikowania się zawodowego w razie potrzeby), pozytywne myślenie, a również otwartość, życzliwość, uprzejmość i chęć kooperacji. Niezbędne są oczywiście kwalifikacje zawodowe i posiadanie określonych umiejętności wymaganych w danej pracy, przy czym szczególnie pożądane są umiejętności, których nie mają inni pracownicy. Można rozróżnić kilka sytuacji pracy i odpowiadające im różne stopnie integracji: obcokrajowiec ma stałą pracę, uznanie i satysfakcję z pracy; obcokrajowiec ma pracę, która daje mu pewną satysfakcję i cieszy się uznaniem; obcokrajowiec pracuje, ale nie w swoim zawodzie, a praca jest dla niego wyłącznie źródłem utrzymania i nie daje żadnej satysfakcji, wręcz powodując wewnętrzny konflikt; wreszcie obcokrajowiec nie może znaleźć stałego zatrudnienia i w efekcie jest sfrustrowany ciągłymi porażkami. Niewątpliwie sukces w pracy sprawia, że stopień integracji jest silniejszy, a niepowodzenie powoduje poczucie wyobcowania.

Wielu cudzoziemców, w tym także badani, dostosowało swój styl życia i sposób bycia do polskich zwyczajów. Owo przejęcie wielu elementów tutejszych zachowań nastąpiło w sposób naturalny i często nieuświadomiony. Wielu przyjechało tu, kiedy byli jeszcze bardzo młodzi i podatni na wpływy z zewnątrz, tu dojrzewali i dlatego mają duże trudności z określeniem tych konkretnych cech sposobu bycia, które zaadoptowali w Polsce. Można wnioskować, że naśladownictwo gestów jest niezbędne, by się nie wyróżniać i by zyskać akceptację, a ponadto dotyczy ono sfery zewnętrzności, dlatego łatwiej w tym zakresie pójść na kompromis. Mentalność natomiast wiąże się ściśle z wyznawaniem określonej hierarchii wartości, która jest diametralnie inna w krajach pochodzenia rozmówców niż w Polsce i bardzo głęboko zakorzeniona. Co za tym idzie, obcokrajowcy wykazują bardzo małą elastyczność w tej dziedzinie. Aby nie tracić akceptacji, wystarczy zachować swoje cechy mentalne dla siebie – nie musi się ich zmieniać, w przeciwieństwie do gestów zewnętrznych. Zdarza się jednak i tak, że pewne polskie postawy zostają przejęte, mimo iż początkowo budzą bunt u obcokrajowców.

W odniesieniu do postaw i zachowań w życiu rodzinnym nasuwa się wniosek, że obcokrajowcy pozostający w związkach z Polakami są zmuszeni do przejmowania wielu elementów stylu bycia, jeżeli chcą zyskać akceptację rodziny. U osób mających częste kontakty z Polakami, a których kontakty z rodakami ograniczają się do spotkań z najbliższą rodziną, obserwuje się zaniknięcie wielu rodzimych gestów oraz nieprzestrzeganie rodzimej etykiety, która zwykle jest bardziej rygorystyczna niż w Polsce. U osób, które mają kontakty z Polakami wyłącznie na gruncie zawodowym, a kontakty z rodakami ograniczają do najbliższej rodziny, można zaobserwować zmianę w postawie wobec drugiego człowieka. Świadome odcięcie się od rodaków przeważnie prowadzi do przejęcia polskiego stylu zachowania się i polskich gestów.

Europa od wieków jawi się jako kontynent przodujący cywilizacyjnie, gospodarczo i politycznie. Zjawiska społeczne takie jak rasizm, nietolerancja czy ksenofobia nie przystoją naszemu kontynentowi. Rządy przodujących państw europejskich, w tym Polska, rozumiejąc negatywne działania powyższych zjawisk, utworzyły Europejską Komisję przeciw Rasizmowi i Nietolerancji. Komisja ta została powołana na początku 1994 roku decyzją Szczytu Głów Państw i Szefów Rządów krajów będących członkami Rady Europy. Na szczycie tym stwierdzono, że rasizm i dyskryminacja etniczna należą do poważniejszych problemów współczesnej Europy i że niezbędne jest przeciwdziałanie tym niepożądanym zjawiskom. Zadaniem Komisji, zgodnie z udzielonym jej mandatem, jest ocena efektywności dotychczasowych sposobów zwalczania rasizmu, ksenofobii, antysemityzmu i nietolerancji oraz zaproponowanie nowych działań na szczeblu lokalnym, narodowym i europejskim. Do jej zadań należy także przygotowanie odpowiednich zaleceń dla państw członkowskich oraz przejrzenie regulacji prawnych mających znaczenie dla tej problematyki i zaproponowanie ich odpowiednich modyfikacji. Komisja składa się z ekspertów delegowanych przez rządy państw członków Rady Europy. Zgodnie z decyzją Rady Europy, kryteriami doboru miały być wysokie kompetencje merytoryczne i nienaganna postawa etyczna.

Działalność Komisji obejmuje chyba wszystkie pola, na których można i należy zwalczać rasizm, nietolerancję i ksenofobię oraz na których powinno się kształtować postawy tolerancji. Komisja podjęła systematyczną analizę przejawów nietolerancji w krajach europejskich. Jej wynikiem są raporty dotyczące poszczególnych krajów, w tym Polski. Przygotowanie tych raportów było zadaniem szczególnie trudnym z różnych względów. Przede wszystkim w odniesieniu do niektórych krajów brakowało wiarygodnych danych dotyczących przejawów nietolerancji, ksenofobii i dyskryminacji na tle etnicznym. Zarówno w raportach poświęconych poszczególnym krajom, jak i w niezależnie od nich opracowanych ogólniejszych rekomendacjach, Komisja poświęca wiele uwagi problemom edukacji mającej na celu przeciwdziałanie rasizmowi, nietolerancji i ksenofobii, jak również sprzyjającej kształtowaniu się postaw tolerancyjnych. Szczególnie doniosłą rolę mogłyby tu odgrywać środki masowego komunikowania, które czasem, wręcz przeciwnie, propagują nietolerancję. Jednym z kierunków działań Komisji jest wreszcie mobilizacja aktywności społecznej na rzecz walki z rasizmem, ksenofobią i dyskryminacją oraz na rzecz szerzenia postaw tolerancji. W związku z tym dąży się do zacieśnienia kontaktów i współdziałania z organizacjami pozarządowymi zainteresowanymi tą problematyką na szczeblu międzynarodowym, a także działającymi w poszczególnych krajach. Jedne z pierwszych działań podjętych przez Komisję dotyczyły sfery prawnej. Na zlecenie Komisji jeden z renomowanych europejskich instytutów dokonał przeglądu obowiązujących w krajach europejskich regulacji prawnych istotnych z punktu widzenia problemów nietolerancji, rasizmu i dyskryminacji na tle etnicznym. Ponadto Komisja podjęła inicjatywę uzupełnienia Europejskiej Konwencji Praw Człowieka protokołem wzmacniającym prawne instrumentarium zwalczania rasizmu i dyskryminacji.

Wydaje się, że najważniejszą funkcją Komisji jest ciągłe uświadamianie i przypominanie rządom i społeczeństwom, iż ksenofobia, rasizm i dyskryminacja etniczna są zjawiskami stale obecnymi w Europie i że stanowią one realne zagrożenie. Słabszą stroną Komisji jest efektywność działań, którą ograniczają przede wszystkim trzy czynniki. Po pierwsze jest to dobór jej członków – Komisja składa się z osób rozmaitych zawodów, o rozmaitym typie wykształcenia i o różnym typie znajomości tematu. Ta różnorodność jest niekiedy korzystna, lecz czasem, ze względu na odmienność podejścia, utrudnia porozumienie. Po drugie, wyniki swoich analiz i opracowane przez siebie rekomendacje Komisja przedstawia najpierw Komitetowi Ministrów państw członków Rady Europy. Niektóre zaś opracowania jeszcze wcześniej przedstawia wyznaczonym przez rządy urzędnikom państwowym, którzy mogą zgłaszać do nich swoje uwagi i poprawki. Nic dziwnego, że część opracowań i rekomendacji zawiera niewiele poza ogólnikami i banałami. Również nie zawsze łatwo jest uzyskać zgodę Komitetu Ministrów na publikację rezultatów prac Komisji. Trzecim problemem są skromne środki finansowe, którymi dysponuje Rada Europy. Dlatego wiele interesujących i ważnych inicjatyw nie mogło być zrealizowanych.

Mimo wskazanych trudności, wpływających między innymi na ograniczenia wartości części opracowań przygotowanych przez Europejską Komisję przeciwko Rasizmowi i Nietolerancji, jej działalność jest bardzo pożyteczna. Przede wszystkim przyczynia się do tego, że problematyka zagrożeń związanych z europejskim rasizmem, ksenofobią i nietolerancją etniczną nie znika z pola widzenia rządów i społeczeństw europejskich. Co więcej, Komisji udało się opracować pewne praktyczne rekomendacje, które są wykorzystywane przez państwa europejskie i w jakimś stopniu przyczyniają się do zwalczania nietolerancji i dyskryminacji.

Reklama polityczna – istota, mechanizmy i ewolucja

5/5 - (1 vote)

Termin reklama wywodzi się od łacińskiego słowa clamare, oznaczającego krzyczeć, głośno wołać czy wyraźnie wskazywać. Jest ona specyficzną formą promowania dóbr, usług lub idei, stanowiąc element szerszego procesu komunikowania się ludzi. W kontekście politycznym reklama pełni funkcję informacyjną, łącząc partie z rynkiem wyborczym i umożliwiając dotarcie do elektoratu. Jako narzędzie promocyjne służy pozyskiwaniu zwolenników, będąc nośnikiem informacji i sugestii, które ugrupowania chcą przekazać otoczeniu. Jej nasilenie obserwujemy szczególnie w okresach przedwyborczych, kiedy to ma na celu atrakcyjne wyeksponowanie cech kandydatów i programów, ułatwiając obywatelom podjęcie decyzji przy urnach. Zadaniem reklamy politycznej jest prezentacja polityków w sposób jasny, intrygujący, a czasem nawet zabawny lub agresywny.

Profesjonalna kampania reklamowa stała się kluczowym elementem kształtowania wizerunku na rynku wyborczym. Rywalizacja o głosy wymusiła profesjonalizację i instytucjonalizację działań. Sztaby wyborcze zatrudniają dziś rzesze specjalistów: od komunikacji społecznej i masowej, przez charakteryzatorów, trenerów wystąpień publicznych (coach speaker), aż po ekspertów od mowy ciała i mediów. Tradycyjny doradca polityczny ustępuje miejsca marketingowcom, specjalistom od fundraisingu i badaczom opinii publicznej.

Reklama pozwala nie tylko zaprezentować ofertę, ale też uwypuklić jej społeczną użyteczność i realność. Dlatego współpraca z wyspecjalizowanymi agencjami stała się standardem. W demokracji kampanie są usankcjonowanym wstępem do debaty publicznej, choć w istocie służą zmianie postaw i przekonań wyborców, przekładając je na konkretne zachowania polityczne. Każda kampania musi mieć precyzyjny plan komunikacji, trafiający do odpowiednich grup docelowych. Każdy gest kandydata i jego wystąpienie medialne są starannie reżyserowane. Forma materiałów promocyjnych – od ulotek po spoty telewizyjne – musi być spójna z wizją kandydata, tworzoną zazwyczaj w oparciu o badania marketingowe i public relations. To właśnie specjaliści PR wprowadzili te narzędzia do polityki już w latach pięćdziesiątych.

W Polsce rynek marketingu politycznego rozwija się dynamicznie, czerpiąc z zachodnich wzorców. Choć w USA gigantyczne budżety na reklamę telewizyjną były standardem już w latach 50. i 70., u nas techniki te zadebiutowały w 1989 roku. Pierwsza kampania „Solidarności”, z ikonicznymi zdjęciami kandydatów z Lechem Wałęsą, była przełomem. Nie obyło się jednak bez błędów, jak np. nieudana kampania KLD w 1993 roku, która kopiując amerykańskie wzorce rozrywkowe, nie trafiła w gusta polskich wyborców. Koszty kampanii w Polsce rosną – w 1997 roku szacowano je na kilka do dziesięciu milionów złotych, przy czym najdroższa pozostaje reklama telewizyjna i billboardowa.

Kampania wyborcza dzieli się na fazy. Pierwszą jest walka o nominację wewnątrz partii, skierowana do jej członków. W Polsce lewica zazwyczaj załatwia te sprawy dyskretnie, podczas gdy prawica często toczy publiczne spory, nagłaśniane przez media. Po wyłonieniu kandydata następuje krótka, intensywna kampania właściwa, skierowana już do szerokiego elektoratu, zwłaszcza niezdecydowanych. Celem jest mobilizacja do głosowania. Kanały komunikacji zmieniają się w czasie: od bezpośrednich spotkań na początku, po mass media w fazie decydującej.

Kluczowym elementem jest wizerunek (image) polityka – wyobrażenie funkcjonujące w opinii publicznej, będące mieszanką zachowań, wyglądu i wypowiedzi. Ubiór musi być adekwatny do sytuacji, co doskonale rozumieją sprawni politycy, dostosowując strój np. do wizyt na terenach powodziowych. Język ciała, mimika i gesty są w przekazie telewizyjnym równie ważne jak słowa.

W kampaniach stosuje się szeroki wachlarz narzędzi: promocję sprzedaży (gadżety, plakaty), direct mail (choć często ląduje on w koszu), a także kreowanie wydarzeń medialnych (konferencje prasowe). Ważna jest „sprzedaż osobista”, czyli bezpośrednie spotkania z wyborcami, które choć reżyserowane, mają sprawiać wrażenie spontaniczności. Potężnym orężem bywa też kontrolowana plotka i przeciek. Istotną rolę odgrywają sondaże, choć sposób ich prezentacji w mediach często pozostawia wiele do życzenia pod względem rzetelności metodologicznej, co może sugerować manipulację.

Istotą reklamy politycznej jest powtarzanie i perswazja. Reklama wpływa na postawy, czyli względnie trwałe, emocjonalne nastawienie do osób lub zjawisk. Bazuje na emocjach, kształtując nasze poglądy często poza naszą pełną świadomością. Mechanizm zmiany postaw bywa skomplikowany – czasem zmiana zachowania (wymuszona np. sytuacją społeczną) prowadzi do zmiany postawy, aby uniknąć dysonansu poznawczego. Wykorzystuje się tu techniki takie jak „stopa w drzwiach” (nakłanianie do małych ustępstw, by uzyskać większe) czy regułę wzajemności (drobne przysługi lub gadżety rodzą poczucie zobowiązania).

Reklama to kod łączący obraz, słowo i dźwięk. Jej działanie opiera się na postrzeganiu, rozpoznawaniu, zapamiętywaniu i wpływaniu. Co ciekawe, skuteczność reklamy nie zawsze wymaga pełnego skupienia uwagi odbiorcy – czasem wręcz jej brak ułatwia perswazję, usypiając krytycyzm. W kreowaniu wizerunku wykorzystuje się zjawisko aureoli (atrakcyjność fizyczna promieniuje na ocenę innych cech), zasadę podobieństwa (lubimy takich jak my) oraz komplementowanie wyborców. Skuteczne są też skojarzenia – politycy starają się łączyć swoją osobę z pozytywnymi symbolami lub autorytetami, a rywali z negatywnymi kontekstami.

Ważnymi elementami reklamy są slogan i logo. Slogan musi być krótki, sugestywny i łatwy do zapamiętania, odwołując się do emocji i potrzeb wyborców (np. „Dobre dziś, lepsze jutro”). Logo partii powinno być proste, charakterystyczne i oddawać jej tożsamość. Nie bez znaczenia jest też kolorystyka – barwy oddziałują na podświadomość (np. błękit budzi zaufanie). Dźwięk i muzyka w reklamie audialnej budują nastrój i przyciągają uwagę.

Współczesna reklama polityczna korzysta z różnorodnych mediów: telewizji (spoty, debaty), radia (intymny, towarzyszący charakter), prasy (możliwość dotarcia do konkretnych grup) oraz reklamy zewnętrznej. Telewizja, narzucając format krótkich przekazów, promuje wizerunek lidera kosztem złożonych treści programowych. Kandydaci są „opakowywani” na potrzeby ekranu. Rozwój technik marketingowych i regularne wybory sprawiły, że kampanie stały się profesjonalną gałęzią usług, zarządzaną przez specjalistyczne agencje, bez których współczesna rywalizacja polityczna jest niemal niemożliwa.

Etymologia terminu „reklama” prowadzi nas do łacińskiego źródłosłowu, a konkretnie do słów clamo i clamare, które oznaczają czynności takie jak krzyczenie, głośne wołanie, przywoływanie, a także wyraźne wskazywanie na coś. W swojej istocie reklama jest więc specyficzną formą promowania określonych dóbr materialnych, usług czy idei, skierowaną do zdefiniowanego odbiorcy. Stanowi ona jedną z wielu form komunikowania, rozumianego szeroko jako proces porozumiewania się ludzi. W specyficznym kontekście, jakim jest reklama polityczna, pełni ona kluczową funkcję informacyjną w systemie komunikowania się partii politycznych z rynkiem wyborczym. Jej zadaniem jest umożliwienie „przetransportowania” oferty politycznej do elektoratu. Jako jeden z fundamentalnych sposobów działań promocyjnych, jest ona obecnie szeroko i intensywnie wykorzystywana w działaniach politycznych, stanowiąc technikę mającą na celu pozyskanie jak najszerszej rzeszy zwolenników.

Reklama polityczna postrzegana jest jako działalność o charakterze zarówno informacyjnym, jak i perswazyjnym, której celem jest skłonienie odbiorców do określonego działania na rynku wyborczym. Jest ona nośnikiem informacji oraz sugestii, które dana partia polityczna pragnie przekazać swojemu otoczeniu. Szczególnie nasilona forma tego typu działań widoczna jest w okresach poprzedzających wybory parlamentarne, prezydenckie czy też samorządowe. Głównym celem tych zabiegów jest podkreślenie wyróżniających cech partii politycznej lub jej liderów w sposób jak najbardziej atrakcyjny i przekonujący. Z perspektywy obywateli reklama ta stanowi źródło informacji, na podstawie którego mogą oni dokonać wyboru oferty dostępnej na rynku politycznym. Zadaniem reklamy politycznej jest prezentowanie polityków, ugrupowań oraz ich programów w sposób jasny, intrygujący, pobudzający ciekawość, a czasami nawet zabawny lub agresywny, w zależności od przyjętej strategii.

Dobrze przygotowana i przeprowadzona kampania reklamowa stanowi zasadniczy element w procesie kształtowania wizerunku partii politycznych oraz ich liderów na rynku wyborczym. Liderzy partyjni zmuszeni są do nieustannej rywalizacji o każdego wyborcę, dążąc do zwiększenia swojego poparcia lub przynajmniej utrzymania już istniejącego elektoratu. W związku z tym organizacja kampanii wyborczych stała się bardziej niż kiedykolwiek procesem w pełni profesjonalnym i zinstytucjonalizowanym. Obecnie w prace nad kampanią wyborczą angażuje się całe sztaby specjalistów: ekspertów w zakresie komunikowania społecznego, politycznego i masowego, charakteryzatorów, a także trenerów w zakresie umiejętności retorycznych i wystąpień publicznych, zwanych z angielska coach speakers. Do tego grona dołączają politolodzy, specjaliści od komunikacji niewerbalnej oraz eksperci do spraw mediów. W czasie prowadzenia intensywnej kampanii wyborczej tradycyjny doradca polityczny kandydata musi często ustąpić miejsca konsultantowi do spraw mediów, dziennikarzowi marketingowemu, specjaliście od pozyskiwania funduszy (fundraisingu), sprawnemu dystrybutorowi reklam politycznych oraz ekspertowi od prowadzenia i analizy badań opinii publicznej.

Za pomocą reklamy można nie tylko zaprezentować samą ofertę polityczną, lecz także uwydatnić jej walory pod kątem społecznej użyteczności, a także poinformować wyborcę o realnych możliwościach jej realizacji. Dlatego też niezbędnym warunkiem skuteczności współczesnych liderów czy partii politycznych stała się ich ścisła współpraca z wyspecjalizowanymi agencjami zajmującymi się profesjonalnie reklamą polityczną. W dzisiejszym porządku demokratycznym kampanie uznawane są za konieczny i w pełni usankcjonowany prawem wstęp do publicznej dyskusji w kwestiach politycznych przed zapowiedzianymi wyborami. Rodzi się jednak pytanie, czy chodzi tu wyłącznie o racjonalny wybór? W istocie kampanie nakierowane są na zmianę postaw, przekonań i opinii, które za pomocą odpowiednich zabiegów marketingowych można łatwo przełożyć na konkretne zachowania polityczne, zgodne z intencjami partyjnych liderów.

Bez względu na rodzaj zamierzonego celu, jedna rzecz jest zawsze pewna: kampania musi posiadać program, który poprzez dostępne kanały komunikacyjne trafi precyzyjnie do właściwego segmentu społeczeństwa – czy to do ogółu elektoratu, władz społeczności lokalnej, czy ustawodawców. Każdy ruch kandydata musi być głęboko przemyślany, a każde jego wystąpienie przed kamerami telewizyjnymi musi stać się oryginalnym wydarzeniem. Forma kampanii, styl wystąpień kandydata, a także rodzaje materiałów promocyjnych, takich jak ulotki, wizytówki, broszury informacyjne, plakaty oraz materiały przygotowane dla prasy i telewizji, powinny odzwierciedlać zintegrowaną i spójną wizję kampanii, jak i wizję samego kandydata oraz jego programu. Ta wizja tworzona jest zazwyczaj w rezultacie skomplikowanego sprzężenia badań marketingowych z nowoczesną komunikacją. Dziedziną, która wprowadziła narzędzia marketingowe do zarządzania nowoczesnymi kampaniami politycznymi, było public relations. Specjaliści od PR zajęli się prowadzeniem kampanii politycznych bardzo wcześnie, bo już na początku lat pięćdziesiątych XX wieku.

Obecnie w Polsce obserwujemy proces kształtowania się rynku politycznego w kierunku wdrażania profesjonalnych dziedzin, takich jak public relations, reklama polityczna i marketing polityczny. Ten ostatni rozumiany jest jako zespół technik służących do kreowania zmian zachowań podmiotów polityki oraz obywateli w przestrzeni rywalizacji politycznej, w określonych i długofalowych procesach (jak definiuje to R. Wiszniowski w pracy z 1997 roku). Podkreślam, że dzieje się to „w Polsce”, ponieważ w wielu krajach zachodnich praktyka ta jest znana i stosowana od bardzo dawna. Już w 1956 roku, podczas kampanii prezydenckiej w Stanach Zjednoczonych, Partia Demokratyczna oraz Republikanie zakupili czas antenowy za kwotę ponad 56 milionów dolarów. Natomiast w 1976 roku, w trakcie kolejnych wyborów prezydenckich w USA, tylko dwóch kandydatów z obu głównych partii wydało aż 17 milionów dolarów na samą reklamę telewizyjną. Choć trudno dotrzeć do precyzyjnych najnowszych danych, możemy sobie wyobrazić, jak gigantyczne są to sumy w tegorocznych wyborach prezydenckich w USA.

W Polsce techniki marketingu politycznego zostały zastosowane po raz pierwszy w kampanii wyborczej w czerwcu 1989 roku. 8 maja 1989 roku ukazał się pierwszy numer „Gazety Wyborczej”, a już 10 maja wyemitowano pierwszy przedwyborczy program „Solidarności”. Charakterystycznym elementem tamtej kampanii był fakt, że każdy z kandydatów „Solidarności” miał zdjęcie z Lechem Wałęsą – wizerunek znanego przywódcy opozycji miał być ich przepustką do parlamentu. Transformacja rynku politycznego w Polsce nie obyła się jednak bez bezmyślnego kopiowania zachodnich modeli reklamy. Znaną wpadką specjalistów od marketingu politycznego była kampania Kongresu Liberalno-Demokratycznego (KLD) w 1993 roku. Kampania ta, przygotowana przez renomowaną agencję Saatchi & Saatchi, odwoływała się bezpośrednio do wzorców amerykańskich, zawierając wiele elementów zabawy i rozrywki. Polscy wyborcy nie odebrali tego dobrze, w efekcie Kongres przegrał wybory, a wkrótce potem przestał istnieć jako samodzielna partia, łącząc się z Unią Demokratyczną i tworząc Unię Wolności.

Koszty prowadzenia działań politycznych są znaczne. Na całą kampanię wyborczą trzeba było w roku 1997 wyłożyć od 3 do 5 milionów złotych – tak przynajmniej twierdził Andrzej Anusz, sekretarz sztabu wyborczego AWS. Z kolei Paweł Piskorski, szef kampanii wyborczej Unii Wolności, uważał, że kampanię można przeprowadzić już za 1 milion złotych, choć jej koszt może wzrosnąć nawet do 10 milionów. Najdroższe są bez wątpienia reklamy telewizyjne, nieco tańsze są billboardy. Na same badania opinii publicznej trzeba wydać przynajmniej 200 tysięcy złotych. W kampanii parlamentarnej większość pieniędzy wydają sztaby terenowe, podczas gdy kampania prezydencka jest znacznie bardziej scentralizowana (jak podaje Małgorzata Mielczyńska w artykule „Politycy w roli detergentów”, Businessman, wrzesień 1997). Dla porównania skali wydatków warto dodać, że wypromowanie nowej marki margaryny kosztuje dziś około 5 milionów złotych. W 1995 roku Aleksander Kwaśniewski wydał na swoją kampanię prezydencką 3 miliony złotych, podczas gdy Lech Wałęsa – połowę tej kwoty.

W strukturze kampanii wyborczej można wyróżnić pewne specyficzne fazy. W przypadku wyborów prezydenckich najpierw rozgrywana jest kampania wewnątrzpartyjna, której celem jest wyłonienie kandydata i uzyskanie przez niego oficjalnej nominacji własnej partii. Ta walka rozgrywa się wewnątrz ugrupowania, a publicznością kampanii są członkowie partii. Spory dotyczą zwykle dwu lub trzech kandydatów wyznających podobną ideologię. Obserwuje się tu pewną prawidłowość: lewica polska potrafi zachować wewnętrzne spory tylko dla siebie, natomiast partie prawicowe często kłócą się publicznie i mają trudności z wyłonieniem jednego kandydata. W walce o nominację przenoszą one konflikt do mediów, które chętnie upubliczniają wszelkie skandalizujące zachowania, traktując je jako zdarzenia o dużej wartości informacyjnej (newsowej).

Dopiero po okresie zmagań o nominację zaczyna się prawdziwa kampania wyborcza, która zdecydowanie różni się od tej przedwyborczej. Przede wszystkim trwa ona krótko: dwa, maksimum trzy miesiące. Zaangażowany jest wtedy cały system wsparcia kandydata, obejmujący ludzi, środki, pieniądze i organizację. Na tym etapie adresatami komunikacji nie są już członkowie własnej partii, ale przede wszystkim szerokie grupy niezdecydowanych, wątpiących i nie do końca przekonanych obywateli. Wysiłki sztabów skoncentrowane są na zbliżającym się terminie głosowania oraz na budowaniu bardziej aktywnego modelu poparcia. Nadrzędnym celem jest doprowadzenie do sytuacji, w której jak najwięcej zwolenników odda głos w wyborach, czyli faktycznie pójdzie do urn.

Kanały komunikacyjne są elastycznie dostosowane do zmieniających się celów na poszczególnych etapach kampanii. Na przykład we wczesnych dniach kampanii najważniejszy jest osobisty kontakt kandydata z potencjalnymi wyborcami, z grupami swoich zwolenników i z grupami specjalnego interesu. Sięganie po kosztowną reklamę w mediach elektronicznych staje się celowe dopiero wówczas, kiedy kandydat zaczyna starać się pozyskać głosy grupy niezdecydowanych oraz głosy tych kandydatów, którzy już odpadli z rywalizacji.

Na potrzeby działalności politycznej, a przede wszystkim rywalizacji wyborczej, tworzony jest wizerunek (z angielskiego image) polityka. Wizerunek to wyobrażenie, jakie funkcjonuje w opinii publicznej w związku z danym politykiem, partią polityczną czy rządem. Nie jest to obraz rzeczywisty, dokładny czy szczegółowy, ale raczej mieszanka wielu drobnych szczegółów, odnoszących się zarówno do wypowiedzi, działań, zachowania, wyglądu, jak i kontaktów z innymi uczestnikami życia politycznego (wg Krystyny Wójcik, Public relations od A do Z, Warszawa 1997). Ubiór polityka powinien być więc zawsze odpowiedni do sytuacji: ani nie niedbały tam, gdzie wymagana jest powaga urzędu, ani nie przesadnie oficjalny podczas wizyt w terenie. Pamiętał o tym prezydent Kwaśniewski, wybierając się na tereny dotknięte powodzią – w helikopterze przebrał się, zastępując granatowy garnitur jasnymi spodniami i koszulką polo. Kształtowanie wizerunku to ważny element strategii wyborczej, szczególnie wtedy, gdy wybory mają charakter starcia pojedynczych osób – jak ma to miejsce w wyborach prezydenckich. Istotnym elementem wizerunku jest język ciała, na który składa się kontakt wzrokowy, mimika i wyraz twarzy, ruchy ramion i ciała, postawa, kontakt fizyczny, sposób ubierania się, gesty oraz intonacja głosu. W medialnym przekazie polityka – czy to na spotkaniu publicznym, czy w telewizji – ubiór, brzmienie głosu i gesty są równie ważne, jak sama treść wypowiedzi.

Najbardziej rzucającym się w oczy narzędziem marketingowym wykorzystywanym w polityce jest promocja sprzedaży, czyli banery, plakaty, znaczki, drobne gadżety, kapelusze, nalepki czy koszulki. Te elementy doskonale sprawdzają się w marketingu politycznym. Innym narzędziem kampanii, stosowanym przez większość sztabów wyborczych, jest direct mail. Kandydat musi wydać wielkie pieniądze na rozesłanie ulotek bezpośrednio do domów przyszłych wyborców. Niestety, w praktyce najczęściej poczta ta ląduje w koszu na śmieci bez przeczytania. Niemal wszystkie komitety wyborcze prześcigają się w próbach kreowania zdarzeń z udziałem swego kandydata. Z rozległego zakresu narzędzi PR najczęściej wykorzystywane są konferencje prasowe, które zawsze powinny mieć tak zwaną wartość newsową, choć w rzeczywistości najczęściej takiej wartości nie posiadają.

Kolejnym elementem jest „sprzedaż osobista” – w przypadku kandydatów politycznych oznacza ona interpersonalną perswazję, obliczoną na feedback ze strony elektoratu w postaci oddania głosu w wyborach. Spacery po ulicach starego miasta albo na dworcach, spotkania na festynach, w politycznych ogródkach pod parasolami, występy na estradzie w parku, odwiedzanie wyborców w domu i spotkania z młodzieżą w szkołach, słynne całowanie niemowląt, mieszanie się z tłumem, przecinanie wstęgi czy oddawanie kluczy do mieszkań – wszystko to ma nosić oznaki spontaniczności. Jest to jednak tylko złudzenie i marketingowa kreacja. Niekiedy potężnym narzędziem promocyjnym staje się plotka, wieść gminna, czyli to, „co powiedziała jedna pani drugiej pani”. To, co o kandydacie mówią ludzie w kolejkach, w przedziale kolejowym czy w biurze, jest często wywoływane świadomie i sterowane przez komitety wyborcze kandydata lub przez opozycję. Przeciek kontrolowany czy wypuszczona w świat plotka zaczyna żyć swoim życiem, obrasta w szczegóły, pęcznieje, nabiera mocy, uwiarygodnia się i wreszcie w świadomości społecznej staje się faktem. Funkcjonuje nawet stare, kampanijne powiedzenie: „Nieważne, co o mnie mówią, byleby tylko prawidłowo wymawiali moje nazwisko”. W praktyce jednak rozgłos musi być mądrze planowany i kontrolowany.

Od lat w polityce na szeroką skalę wykorzystuje się badania opinii publicznej. Stacje telewizyjne, agencje informacyjne, radio i gazety chętnie omawiają wyniki sondaży, najczęściej nie podając przy tym wielu istotnych dla interpretacji danych. Ocena publikowanych wyników badań marketingowych, dokonana w 1992 roku przez Sekcję Badań Opinii Polskiego Towarzystwa Socjologicznego w ośmiu ogólnopolskich dziennikach, wykazała, że publikacje te nie były zgodne z zaleceniami Międzynarodowego Kodeksu Publikacji Wyników Sondaży Opinii Publicznej Europejskiego Towarzystwa Badań Opinii i Rynku. Pomijanym rodzajem informacji był sposób doboru i rodzaj próby (aż 45 proc. przypadków), termin zbierania danych (31 proc.), liczba przebadanych w sondażu osób (29 proc.) oraz brak określenia badanej populacji (24 proc.). Wniosek nasuwa się tu sam: media często manipulują wynikami sondaży.

W reklamie politycznej stosuje się wiele metod oddziaływania na obywatela, takich jak manipulacja czy perswazja. Jednak istotą tej reklamy jest głównie „powtarzanie”. Dzięki sztuce perswazji można sprzedać praktycznie wszystko, i to nie wyłącznie rzeczy materialne. Każdego dnia jesteśmy bombardowani informacjami mającymi na celu zmianę naszego myślenia, działania i postaw. Nasze zmysły są napastowane poprzez reklamy, które są wykorzystywane nie tylko do tego, abyśmy kupili określony produkt, ale również abyśmy zmienili lub wytworzyli sobie pożądany przez twórców reklamy pogląd co do danego człowieka. Reklama wpływa bezpośrednio na nasze postawy. Czym jest postawa? To względnie stała, zabarwiona emocjonalnie gotowość do reagowania w pewien spójny czy konsekwentny sposób wobec pewnej osoby, grupy ludzi lub sytuacji (według P. Zimbardo, Psychologia i życie, 1996). Reklama, aby być skuteczną i działać jeszcze długo po jej zaprezentowaniu, wykorzystuje te wyżej wymienione cechy; przede wszystkim działa na nasze emocje.

W naszym życiu swoje postawy kształtujemy wobec wielu rzeczy, przy czym niektóre z nich znamy jedynie pośrednio, z informacji dostarczonych przez innych ludzi. Głównym źródłem kształtowania postaw jest więc informacja. Jednak jeśli chodzi o zmianę postawy, kwestia ta nie jest już taka prosta. Często obserwuje się zachowania niezgodne z postawami danego człowieka, ponieważ często działamy pod wpływem impulsu lub innych, mniej znanych nam czynników, takich jak techniki wywierania wpływu na ludzi. Wszystko to jednak ma na celu, poprzez pierwotną zmianę naszego zachowania, finalną zmianę naszych postaw. Ludzie w różnych sytuacjach i z różnych powodów dają się nakłonić do podejmowania zachowań sprzecznych z ich postawami: w sporze, w zabawie, aby uniknąć śmieszności, nie sprawiać kłopotu i tym podobne. Często sam akt podjęcia zachowania, którego wystąpienie było poprzednio mało prawdopodobne, wystarczy, aby dana jednostka zdała sobie sprawę z jego pozytywnych aspektów. Wykazano też, że nakłonienie ludzi do podporządkowania się jakiemuś niewielkiemu wymaganiu zwiększa ich skłonność do podporządkowania się poważniejszemu, bardziej rozbieżnemu z ich postawą żądaniu – jest to tak zwana technika „wetknięcia nogi między drzwi” (opisywana przez R. Cialdiniego w Wywieraniu wpływu na ludzi, 1996).

Zwykle jednak nie wystarczy nakłonić ludzi do wykonania jakiejś mocno nie lubianej czynności, aby ich postawa uległa trwałej zmianie. Jeśli mogą oni przypisać swój akt uległości siłom zewnętrznym (takim jak nagroda lub przymus), to mogą zachowywać swoją pierwotną postawę, nawet jeśli ich zachowanie jest z nią sprzeczne.

Jednakże warunki bodźcowe, które mogą skłonić ludzi do wykonania rozbieżnej z postawą czynności i zarazem pozwalają spostrzegać ją jako wynikającą z ich własnego wyboru, wywołują stan dysonansu poznawczego. Dysonans ten muszą oni „zlikwidować” poprzez wybór jednego z możliwych zachowań: albo zmienić swą dotychczasową postawę, albo przyznać się przed sobą samym do irracjonalnego zachowania. Na tej psychologicznej wiedzy bazują agencje reklamowe. Istnieją też inne techniki wpływu na nasze działania. Często wykorzystywaną w reklamie politycznej jest reguła wzajemności. Organizatorzy kampanii wyborczych nieraz przekonali się, że najskuteczniejszym sposobem zapewniającym wybór kandydata jest jego zdolność do oddawania nawet drobnych przysług jak największej liczbie wyborców. Do tego celu często są wykorzystywane drobne upominki, tak zwane gadżety.

Reklama to kod wiązany: wzrokowo-werbalny i audialny, łączący ze sobą w dowolnych konfiguracjach słowo, obraz i dźwięk, a jej oddziaływanie można sprowadzić do czterech podstawowych pojęć: postrzeganie, rozpoznawanie, zapamiętywanie oraz wpływanie. Warunkiem odbioru przekazywanego komunikatu jest percepcja – komunikat reklamowy musi zostać usłyszany, zobaczony i przeczytany. Nie jest to jednak równoznaczne ze zwróceniem szczególnej uwagi na reklamę, bowiem wyniki wielu badań psychologicznych potwierdzają, iż reklama, aby osiągnęła swój cel, nie wymaga skupienia na niej uwagi – nie jest to konieczne, a czasem nawet jest niepożądane. Dlaczego tak jest? Komunikat reklamowy należy do tak zwanych przekazów perswazyjnych. Usiłuje się w nim skłonić odbiorcę do tego, aby uwierzył w określone treści i dał się przekonać do podjęcia pewnych działań. Ludzie, spotykając się z klasycznym komunikatem perswazyjnym, zachowują czujność i są krytyczni wobec niego. Gdy polityk usiłuje przekonać nas do programu swojego lub swojej partii oraz do głosowania na niego, zastanawiamy się, czy proponowany przez niego program jest spójny i czy argumenty, którymi się posługuje, są prawdziwe. Takie postępowanie jest możliwe dlatego właśnie, że koncentrujemy uwagę na tym, kto, co i dlaczego do nas mówi. Dlatego fakt, że ludzie nie koncentrują się w pełni na prezentowanych reklamach, zazwyczaj nie tylko nie powinien martwić twórców reklam, ale powinien nawet ich cieszyć, gdyż osłabia to mechanizmy obronne odbiorców.

Jednak jeśli mówimy już o „podświadomym” wpływie reklam, nie możemy zapominać o kilku bardzo ważnych zasadach. Psychologowie i wykształceni twórcy reklam wiedzą, dlaczego jedną osobę lubimy, a inną nie. W tym miejscu warto zastanowić się nad tak zwanym zjawiskiem aureoli. Jest to specyficzna reakcja na ludzi ładnych. Jedna pozytywna cecha człowieka (w tym wypadku uroda) opromienia swoim blaskiem wszystkie pozostałe jego cechy i decyduje o sposobie, w jakim widziany jest on przez innych. Wiele danych dowodzi, że atrakcyjność fizyczna stanowić może źródło takiej właśnie aureoli. Czy przystojny polityk ma więc większą szansę poparcia niż nieprzystojny? W skrócie można powiedzieć, że oczywiście tak, choć wiadomo, że wpływ na to mają jeszcze inne czynniki, które składają się na cały podświadomy obraz kandydata.

Kolejnym czynnikiem jest kwestia podobieństwa. Lubimy ludzi podobnych do nas samych (według R. Cialdiniego) i nie chodzi tu wyłącznie o podobieństwo fizyczne, ale także cechy charakteru, styl życia czy doświadczenia życiowe. Stąd też ci, którzy chcą, abyśmy ich polubili, a tym samym łatwiej im ulegali, mogą to osiągnąć poprzez przedstawianie siebie jako ludzi podobnych do nas. Z obserwacji widzimy, że jest to dość często wykorzystywane w kampaniach promujących polityków. Innym istotnym czynnikiem wpływającym na sympatię do polityka są komplementy. To zjawisko jest w Polsce jeszcze nie tak często wykorzystywane w kampaniach wyborczych, ale wyraźnie zaznacza się w Stanach Zjednoczonych. Nieraz zdarzyło się nam oglądać wyborczy wiec amerykańskiego polityka skandującego: „Jesteście wspaniali, razem zdziałamy wszystko”, a niektórzy nawet posuwali się do takich skrajnych haseł jak „kocham was”. A jednak to działa. Nasza pozytywna reakcja na pochlebstwa jest tak zautomatyzowana, że łatwo możemy paść ofiarą kogoś, kto pochlebstwami manipuluje celem zyskania naszej sympatii.

Idąc dalej, niezwykle skuteczna jest metoda skojarzeń. Jest to równie dobra metoda wpływu na ludzkie zachowania co pozostałe. Zasada skojarzenia jest ogólna i dotyczy uczuć tak pozytywnych, jak i negatywnych. To, czy ludzie kojarzą nas z czymś przyjemnym, czy też nieprzyjemnym, wpływa na to, czy będą nas lubić, czy też nie. Obie formy są obecnie wykorzystywane w politycznej reklamie: efekt skojarzenia pozytywnego z własną osobą oraz efekt skojarzenia negatywnego z osobą przeciwnika. Ewidentnym tego przykładem w wyborach prezydenckich w Polsce było pokazanie spotu reklamowego Mariana Krzaklewskiego, prezentującego swego głównego rywala Aleksandra Kwaśniewskiego w sytuacji rzekomego pokpiwania z papieża Jana Pawła II. Innym przykładem bazowania na zasadzie kojarzenia jest wykorzystywanie sławnych osób w akcjach reklamowych. Sławni sportowcy, gwiazdy ekranu czy estrady są chętnie angażowani do tego celu. Politycy usiłują skojarzyć własne nazwisko z taką sławną osobą, która nawet nie musi włączać się aktywnie w ich kampanię – wystarczy, że użyczy politykowi swego nazwiska jako jego publiczny zwolennik.

Reklama polityczna to kompleks zaplanowanych działań rynkowych, wykorzystujących odpowiednie środki wyrazu, takie jak slogan, znak graficzny (logo), dźwięk i tym podobne. Slogan występujący w reklamie politycznej powinien charakteryzować się sugestywnością, zwięzłością i „pewnością siebie”, gdyż odwołuje się do emocji odbiorcy. Skuteczny slogan oddziałuje na wyobraźnię i odznacza się oryginalną oraz atrakcyjną formą językową, przez co łatwo zapada w pamięć (jak zauważa Kamińska-Szmaj w Mediach nr 4, 1996). Przykładem takiego sloganu może być hasło Unii Pracy z wyborów parlamentarnych w Polsce w 1997 roku: „Zasługujesz na więcej, Twoja szansa na lepsze życie”, lub Akcji Wyborczej Solidarność: „Zawsze Polska, wolność, rodzina, Chodźcie z nami”, czy Unii Wolności: „Mądry wybór, lepsze życie”, bądź SLD: „Dobre dziś, lepsze jutro”. Tworzenie sloganu podporządkowane jest jednemu celowi – wzbudzeniu potrzeby oddania głosu na konkretnego kandydata lub partię polityczną. Częste wykorzystywanie trafnego sloganu działa podobnie jak logo – szybko zapada w pamięć. Ważne jest też to, że można go powtórzyć w różnych formach masowego przekazu: w radio, telewizji, na plakatach czy ulotkach.

Zasadniczym środkiem służącym tworzeniu wizerunku partii politycznych jest znak graficzny, czyli logo. Na rynku pojawia się wiele nietrafnych, źle skonstruowanych lub nieczytelnych znaków graficznych. Dobrze dobrane logo jest proste, charakterystyczne, przyciągające uwagę i odróżnialne od innych znaków. Logo partii politycznej powinno w dużym stopniu odzwierciedlać tożsamość partii, jej tradycję, ideologię i inne wartości. Przykładem może być znak graficzny AWS w wyborach parlamentarnych w 1997 roku, który mocno akcentował elementy narodowe (flaga), a zastosowane zestawienie bieli i czerni oraz krój liter demonstrowały walkę i dynamiczność, wywołując wrażenie ruchu. Na uwagę zasługuje też fakt wykorzystywania symboliki barw w promocji partii politycznej i jej lidera. Jak się okazuje, to właśnie kolory szczególnie przemawiają do wyobraźni wyborcy, mając swój własny język, który trafia bezpośrednio do podświadomości i wpływa na emocje. W kampanii prezydenckiej Aleksandra Kwaśniewskiego celowo posłużono się kolorem niebieskim: kandydat nosił niebieskie koszule, występował na niebieskim tle. Kolor niebieski budzi zaufanie, nie jest tak oficjalny i dystansujący jak biały, a ponadto lepiej wypada na ekranie telewizyjnym.

Istotną formę komunikowania stosowaną w reklamie audytywnej i audiowizualnej jest dźwięk, który sam w sobie może tworzyć przekaz reklamowy, stanowiąc kombinację słów, muzyki i specjalnych efektów dźwiękowych. Muzyka w tle wpływa na wyobraźnię, kształtuje charakter i atmosferę reklamy, natomiast specjalne efekty dźwiękowe służą przyciągnięciu uwagi odbiorcy komunikatu. W dzisiejszych czasach mamy do czynienia z bardzo dużym zróżnicowaniem form reklamy i możemy korzystać z wielu środków masowego przekazu. Wyróżniamy reklamę audiowizualną, audytywną oraz wizualną. Do tej pierwszej zalicza się reklamę telewizyjną i interaktywną, tak zwane spoty reklamowe, wywiady z politykami, konfrontacje, debaty telewizyjne oraz retransmisje wydarzeń publicznych (mityngi, zebrania, kongresy, spotkania wyborcze). Do reklamy audytywnej zaliczamy reklamę radiową. Z kolei reklama prasowa (płatne ogłoszenia, wkładki, plakaty, dodatki do prasy), reklama zewnętrzna (billboardy, plakaty, graffiti), reklama na środkach transportu czy przenoszona przez „człowieka reklamę”, a także reklama bezpośrednia (ulotki, gadżety, materiały informacyjne, listy do wyborców) to rodzaje reklamy wizualnej.

Popularyzacja telewizji była najistotniejszym czynnikiem, który zadecydował o powstaniu i gwałtownym rozwoju marketingu politycznego. Obecnie telewizja odgrywa rolę głównego pośrednika pomiędzy wyborcą a kandydatami lub liderami partii politycznych. Ze względu na specyfikę telewizyjnego przekazu, kampanie wyborcze najczęściej nastawione są na promowanie osoby kandydata, gdyż w stosunkowo krótkich przekazach trudniej jest przekazać złożone kwestie polityczne i programowe niż wizerunek lidera. Ostateczny kształt współczesnej kampanii politycznej nadają media, co w konsekwencji prowadzi do tego, iż kandydaci są „opakowani” na potrzeby telewizyjnych transmisji. Radio z kolei jest środkiem masowego przekazu o bardzo osobistym charakterze. Dostarcza informacji, rozrywki i towarzystwa, realizując to jednak w dyskretny sposób, nie przeszkadzając w prowadzeniu samochodu czy pracy biurowej (jak zauważa Markowska w artykule „Co ma być grane”, Businessman, wrzesień 1995). Radio jest również źródłem najświeższych wiadomości i odgrywa szczególną rolę we wczesnych godzinach porannych aż do późnych godzin popołudniowych.

Reklama w prasie zyskała na powszechności wraz z wprowadzeniem ilustracji do gazet. Jest ona masową i najprostszą, a zarazem szybką formą reklamy. Czytelnicy większości gazet charakteryzują się określonymi preferencjami, co w efekcie prowadzi do tego, iż bez szczególnych badań rynkowych można dotrzeć do wymaganej kategorii ludzi. Istotne jest również to, iż odbiorcy reklamy prasowej towarzyszą zazwyczaj pozytywne emocje, gdyż czytanie prasy jest w dużym stopniu świadomym wyborem. Regularnie odbywające się elekcje polityczne w większości krajów zintensyfikowały w dużym stopniu rozwój reklamy politycznej, a w szczególności reklamy wyborczej. Szerokie zastosowanie technik marketingowych w obszarze rynku wyborczego doprowadziło do wykształcenia się nowych form i sposobów rywalizacji politycznej. Właśnie w tym czasie kampanie polityczne stały się jedną z podstawowych form działalności politycznej. Ich organizację i zarządzanie przejmować zaczęły specjalistyczne agencje reklamowe i marketingowe. Owa sytuacja zmusiła partie polityczne i ich liderów do odwołania się do tych wyspecjalizowanych komórek, bez których współczesna walka o władzę jest niemal niemożliwa.

Pomoc międzynarodowa i odbudowa Kosowa po kryzysie 1999 r.

5/5 - (1 vote)

Ponad sto państw oraz organizacji międzynarodowych wzięło udział w tzw. Konferencji Donatorów dla Kosowa, która odbyła się 27 lipca 1999 r. w Brukseli z inicjatywy Unii Europejskiej i Banku Światowego. Uczestnicy spotkania zadeklarowali łącznie 2,1 mld dolarów (2,23 mld euro) pomocy dla Kosowa. Utworzenie tego funduszu było pierwszym etapem szeroko zakrojonego programu odbudowy prowincji, zniszczonej w wyniku bombardowań NATO oraz walk pomiędzy Armią Wyzwolenia Kosowa a siłami jugosłowiańskimi.

Z danych UNHCR wynika, że od 10 czerwca 1999 r., czyli od uchwalenia rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 1244, do swoich domów powróciło ponad 750 tys. albańskich uchodźców. Jednocześnie na terenie samego Kosowa w czasie trwania konfliktu przebywało nadal około 500 tys. osób przemieszczonych wewnętrznie. Wobec zbliżającej się zimy blisko 1,3 mln Albańczyków stanęło na progu katastrofy humanitarnej. Udało się jej zapobiec dzięki szybkim i skutecznym działaniom organizacji międzynarodowych, w tym ECHO, która zapewniła schronienie zimowe dla 22,5 tys. rodzin oraz dostarczała materiały budowlane niezbędne do odbudowy domów. Przy wsparciu tych instytucji oraz pod auspicjami tymczasowej administracji ONZ w Kosowie (UNMIK) rozpoczęto proces powrotu do normalnego życia.

Powrót uchodźców wiązał się z koniecznością natychmiastowego rozwiązania szeregu kluczowych problemów. Oprócz pilnych kwestii mieszkaniowych należało zagwarantować dostęp do żywności, wody, energii elektrycznej i gazu, a także zapewnić opiekę medyczną oraz funkcjonowanie szkół. Koordynator Banku Światowego na Europę Południowo-Wschodnią, Chris Poortman, podkreślił pod koniec lipca i na początku sierpnia, że najważniejsze potrzeby ludności zostały już zabezpieczone. Dodał również, że „donatorzy są gotowi przeznaczyć z góry ponad 2 mld dolarów (2,06 mld euro) na program odbudowy jeszcze przed jego uruchomieniem, co pozwoli pokryć znaczną część kosztów jego realizacji”.

Od 23 czerwca 1999 r. w Kosowie działał specjalny zespół ds. oceny zniszczeń, finansowany przez Unię Europejską. Na podstawie zebranych danych przygotowano raport przedstawiony podczas konferencji donatorów. Według analizy firmy IMG, sporządzonej na zlecenie Komisji Europejskiej, koszt odbudowy domów oszacowano na 1,1 mld euro, czyli na połowę kwoty pierwotnie przewidywanej. Skala zniszczeń w zakresie infrastruktury i budownictwa była następująca:

  • spośród 204,5 tys. domów zniszczeniu uległo ok. 119,5 tys., w tym 78 tys. zostało poważnie uszkodzonych lub całkowicie zburzonych;
  • spośród 534 wizytowanych szkół aż 189 wymagało natychmiastowej odbudowy;
  • infrastruktura energetyczna została uszkodzona w 617 wsiach;
  • dostęp do wody utraciło 440 miejscowości;
  • z 240 ośrodków zdrowia zniszczonych zostało 83, w tym przychodnie, gabinety i szpitale.

Była to jednak jedynie częściowa ocena, przygotowana na potrzeby konferencji; pełny raport zapowiedziano na koniec 1999 r. Uczestnicy obrad ustalili, że najpilniejszym zadaniem jest finansowe wsparcie administracji Kosowa, działającej ze środków ONZ. Na ten cel potrzebne było 45 mln dolarów (47,7 mln euro). Dodatkowo oszacowano, że inne agencje ONZ potrzebują 200 mln dolarów (212 mln euro), natomiast kontynuacja bieżących prac odbudowy wymaga nakładów w wysokości 315 mln dolarów (334 mln euro).

Oto przeredagowana, płynniejsza i bardziej uporządkowana wersja tekstu:

W Kosowie poszukiwano również sposobów na pozyskanie dochodów z bieżącej działalności. Misja ONZ starała się generować wpływy z opłat za korzystanie z urządzeń komunalnych, podatku od towarów i usług, akcyzy oraz ceł. Planowano także przygotować rynek do wejścia drugiego operatora telefonii komórkowej, co wiązało się m.in. z ustaleniem wysokości opłaty licencyjnej. Brak funkcjonujących banków oraz sprawnego systemu rozliczeń w całej prowincji znacząco utrudniał rozwój gospodarczy. Równolegle Bank Światowy rozpoczął ocenę strat gospodarczych, która miała posłużyć do opracowania strategii przyszłego rozwoju ekonomicznego regionu.

Zaraz po zakończeniu kryzysu Unia Europejska wysłała do Prisztiny grupę roboczą odpowiedzialną za analizę szkód i rozpoczęcie działań pomocowych. Pod koniec 1999 r. jej miejsce zajęła Europejska Agencja Odbudowy. W budżecie UE przewidziano wstępne środki na odbudowę Kosowa: 137 mln euro na rok 1999 oraz około 500 mln euro na rok 2000, przy czym kwoty te musiały zostać jeszcze potwierdzone w procedurze budżetowej. Pomoc humanitarna udzielana przez Biuro ds. Pomocy Humanitarnej UE (ECHO) miała wynieść 392 mln euro dla całego regionu, w tym dla Kosowa. Do końca 1999 r. Unia zobowiązała się również do przekazania około 150 mln euro w formie dotacji na uruchomienie programu odbudowy oraz zapowiedziała przekazanie kolejnych 500 mln euro na działalność Europejskiej Agencji Odbudowy w roku 2000.

Na realizację najpilniejszych zadań w pierwszym etapie programu odbudowy w 1999 r. przeznaczono 45 mln euro. Zakres działań uzgodniono z cywilnym administratorem Kosowa, Wysokim Przedstawicielem ONZ Bernardem Kouchnerem, oraz dowódcą sił KFOR, generałem Klausem Reinhardtem. Priorytety obejmowały:

  • dostarczanie materiałów potrzebnych do odbudowy zniszczonych domów;
  • rekonstrukcję podstawowej infrastruktury elektroenergetycznej i kanalizacyjnej (wraz z finansowaniem wynagrodzeń pracowników obsługujących te instalacje);
  • utworzenie ośrodka koordynującego działania w zakresie usuwania min, aby przyspieszyć likwidację tego zagrożenia;
  • wznowienie działalności służby celnej, w tym pobieranie opłat celnych zasilających budżet regionu, co miało wzmocnić zaufanie do instytucji granicznych i zachęcić uchodźców do powrotu;
  • wspieranie tworzenia miejsc pracy na obszarach wiejskich poprzez drobne projekty lokalne, takie jak sprzątanie terenów, usuwanie pozostałości wojennych, naprawa linii energetycznych, remonty szkół i dróg oraz inne działania niezbędne dla funkcjonowania społeczności.

Misja UNMIK wielokrotnie podkreślała znaczenie szybkiej odbudowy domów oraz przywrócenia podstawowych usług publicznych. Wskazywano szczególnie na projekt Komisji Europejskiej dotyczący szpitala w Kosovskiej Mitrovicy oraz na konieczność aktywnego udziału lokalnych mieszkańców w realizowanych pracach.

Pomoc udzielana przez Unię Europejską przybrała następujące formy:

Pomoc humanitarna, której celem było ułatwienie powrotu uchodźców, była realizowana przez ECHO we współpracy z UNHCR. Z czasem wsparcie to rozszerzono, obejmując je programem odbudowy prowadzonym w ramach istniejącej inicjatywy na rzecz byłej Jugosławii – programu Obnova, do którego zakwalifikowano również Kosowo. Program przewidywał udzielanie bezpośrednich dotacji. Początkowo zakładano, że potrzeby finansowe w 1999 r. wyniosą 150 mln euro, jednak ostatecznie kwota ta wzrosła do 505 mln euro. Na rok 2000 przyznano 360 mln euro z możliwością dalszego zwiększenia tej sumy. Pomoc makroekonomiczna – zazwyczaj w formie pożyczek służących równoważeniu bilansu płatniczego – była kierowana do państw, których gospodarka ucierpiała wskutek konfliktu. Takie wsparcie przewidziano również dla Serbii, ale jego realizację wstrzymano do czasu ustąpienia Slobodana Miloševicia.

Specjalna pomoc finansowa dla państw regionu została przyznana w lipcu 1999 r. w wysokości 100 mln euro z budżetu UE dla Albanii, Macedonii i Czarnogóry, które poniosły duże koszty związane z przyjęciem uchodźców. Do końca 1999 r. suma ta wzrosła dla tych trzech krajów do 154,2 mln euro. Na działania związane z kryzysem uchodźczym ECHO dysponowało budżetem 476 mln euro, obejmującym wkład Unii Europejskiej, samego ECHO oraz państw członkowskich. Komisja Europejska planowała również przeznaczyć dodatkową rezerwę w wysokości 196 mln euro na pomoc humanitarną.

W 1999 r., w okresie kryzysu kosowskiego, Unia Europejska przekazała na pomoc humanitarną łącznie 378 mln euro. Największym beneficjentem środków było Kosowo, które otrzymało 111,7 mln euro. Kolejne znaczące kwoty trafiły do państw bezpośrednio dotkniętych skutkami konfliktu oraz napływem uchodźców: Albania otrzymała 97 mln euro, Serbia70,3 mln euro, a Macedonia39,7 mln euro.

Dodatkowo 39,3 mln euro przeznaczono na programy obejmujące cały region, natomiast Czarnogóra otrzymała 17,5 mln euro, a Bośnia i Hercegowina2,5 mln euro.

Wszystkie te środki razem tworzyły kompleksowy pakiet pomocy humanitarnej, mający na celu wsparcie ludności dotkniętej konfliktem oraz krajów przyjmujących uchodźców.

Przeznaczono również 15 mln dolarów na finansowanie procesu przyjmowania uchodźców ewakuowanych do państw UE oraz ich powrotu do Kosowa. Dodatkowe środki mogły być udostępnione dzięki koordynacji państw G-24 oraz Europejskiego Banku Inwestycyjnego. Na odbudowę Kosowa zniszczonego w wyniku konfliktu przeznaczono 127 mln dolarów z bieżącego budżetu oraz pozostałą z 1998 r. kwotę 7,7 mln euro. Z tej puli 67,2 mln dolarów zostało zakontraktowane, a do 22 marca 2000 r. wypłacono 39,4 mln dolarów. Na rok 2000 przyznano dodatkowe fundusze na odbudowę Kosowa w wysokości 275 mln euro. Ponadto Kosowo otrzymało łącznie około 35 mln dolarów w formie bezpośredniej pomocy.

Po zakończeniu kryzysu kosowskiego w 1999 r. zarówno społeczność międzynarodowa, jak i Unia Europejska podjęły skoordynowane działania mające na celu odbudowę prowincji oraz wsparcie uchodźców. W ramach konferencji donatorów w Brukseli zadeklarowano łączne środki na poziomie 2,1 mld dolarów (2,23 mld euro), które miały posłużyć odbudowie infrastruktury, domów i instytucji publicznych. Priorytetem była pomoc humanitarna, zapewnienie podstawowych usług, takich jak energia, woda, opieka medyczna i edukacja, a także stworzenie warunków do powrotu uchodźców.

Unia Europejska udzielała wsparcia w trzech zasadniczych formach: poprzez pomoc humanitarną realizowaną przez ECHO we współpracy z UNHCR, pomoc makroekonomiczną dla państw dotkniętych kryzysem oraz specjalną pomoc finansową dla krajów regionu przyjmujących uchodźców, takich jak Albania, Macedonia i Czarnogóra. W 1999 r. pomoc humanitarna UE dla całego regionu wyniosła 378 mln euro, z czego największe kwoty trafiły do Kosowa (111,7 mln euro) i Albanii (97 mln euro).

Dodatkowe fundusze zostały przeznaczone na odbudowę Kosowa: 127 mln dolarów z bieżącego budżetu UE oraz 7,7 mln euro pozostałych z 1998 r., z czego część została już zakontraktowana i częściowo wypłacona. Na rok 2000 przyznano kolejne 275 mln euro na dalsze działania odbudowawcze, a Kosowo otrzymało również około 35 mln dolarów w formie bezpośredniej pomocy. W ramach działań finansowych i administracyjnych UNMIK prowadziła także inicjatywy mające na celu pozyskiwanie dochodów z podatków, opłat celnych i usług komunalnych oraz przygotowanie regionu do odbudowy systemu bankowego i telekomunikacyjnego.

Dzięki połączeniu pomocy humanitarnej, finansowej i infrastrukturalnej udało się częściowo odbudować Kosowo, stworzyć warunki dla powrotu uchodźców oraz rozpocząć proces stabilizacji społeczno-gospodarczej regionu.

Powstanie i rozwój Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Zakończenie

5/5 - (1 vote)

Poprzez połączenie Wspólnoty Europejskiej oraz Europejskiej Strefy Wolnego Handlu uzyskano wspólny bezcłowy obszar, który obejmuje praktycznie całą Zachodnią Europę. Na trenie EOG zapewniony jest swobodny przepływ ludzi, towarów, kapitału i usług. Tym sposobem powstał największy na świecie rynek, utworzony dzięki włączeniu w jego budowę krajów EFTA. Transakcje zawierane na tym obszarze stanowią około 40% obrotów handlowych świata. Duże znaczenie ma też „rozszerzenie polityki wspólnotowej” na państwa EFTA. Oznacza to, że badania naukowe i postęp technologiczny, transport, energia, środowisko, szkolnictwo – będą wspólną własnością wszystkich członków EOG. Przystąpienie Austrii, Finlandii i Szwecji do Unii Europejskiej dowiodło, że EOG stanowi etap przejściowy do nowej konstrukcji. Wraz z państwami zintegrowanymi ekonomicznie, lecz nie politycznie, mógłby stanowić drugi krąg przestrzeni wspólnotowej i służyć jako przedsionek do Unii Europejskiej dla innych krajów pragnących się do niej zbliżyć

Powstanie EOG z pewnością wpłynęło na poprawę gospodarczego wizerunku państw wchodzących w jego skład. Stanowią one niewątpliwie potęgę ekonomiczną. Świadczy o tym m.in. ich wkład w wielkość światowego eksportu i importu, ożywione kontakty handlowe wewnątrz Wspólnoty oraz z większością krajów świata. Państwa należące do EOG są wysoko uprzemysłowione. Świadczy o tym m.in. struktura zatrudnienia w poszczególnych sektorach gospodarczych. Na 100 osób: 7 zatrudnionych jest w rolnictwie, 32 w przemyśle i 61 w usługach. Taka struktura, w której liczba osób zatrudnionych w usługach znacznie przewyższa ilość ludzi pracujących w przemyśle i rolnictwie, charakteryzuje kraje wysoko rozwinięte gospodarczo. Innym ważnym wskaźnikiem pozwalających ocenić poziom gospodarki kraju jest wielkość produktu wewnętrznego brutto przypadającego na jednego mieszkańca. Wynosił on 1889 r. około 15.830 ECU. Jest to wynik gorszy od tego niż osiągnęły Stany Zjednoczone – 24.480 ECU, ale lepszy od krajów Ameryki Łacińskiej i Afryki.

Nie wszyscy jednak członkowie EOG na równi chwalą sobie uczestnictwo w strukturach europejskich. Do rozczarowanych należą niewątpliwie Szwedzi. Przede wszystkim wzrosły tam ceny artykułów żywnościowych, nie każdy może sobie pozwolić na kupno np. mięsa, które zresztą jest niewiadomego pochodzenia. Unijne przepisy związują też ręce celnikom i przez to do Szwecji wlewa się znacznie więcej przemytu niż kiedyś. Jednak wielu Szwedów chwali sobie zmiany przepisów granicznych wymuszonych przez struktury europejskie. Dzięki nim opłacalne stało się kupowanie samochodu w Niemczech a i dealerzy szwedzcy zostali zmuszeni do obniżenia cen. Jednak na fali rozczarowania to właśnie w Zjednoczonej Europie wielu Szwedów widzi przyczynę wszelkich problemów nękających ich kraj.

Przeprowadzone w ubiegłym roku badania wskazują, że tylko co czwarty Szwed popiera powiększenie EOG O nowe kraje Europy środkowej takie jak Polska. Szwedzi obawiają się, że dojdą im nowi do wykarmienia w i tak niezbyt kochającej się europejskiej rodzinie. Obawy ma też rząd szwedzki, który przed miesiącem powołał pięć specjalnych misji badawczych, które mają przeanalizować przyszłe konsekwencje rozszerzenia Struktury Europejskiej o wybrane państwa RWPG.

Do EOG należy też najbliższy sąsiad Szwecji – Finlandia. Równocześnie ze Szwecji, 1 stycznia do Unii Europejskiej przystąpiła Finlandia. W przeciwieństwie do Szwedów, większość Finów jest z tego zadowolona. Wejście do Unii Finowie traktują jako ostateczne potwierdzenie, że ich kraj należy do świata zachodu. Poparcie dla Struktur Europejskich wynika jednak nie tylko ze względów politycznych – Finowie odczuli już finansowe korzyści. Najwięcej zadowolenia sprawił im dziesięcioprocentowy spadek cen żywności. Cena mięsa spadła aż o dwadzieścia procent. W sklepach jest znacznie więcej towarów. Niższe ceny produktów importowych z krajów Unii sprawiły, że spadły też ceny wyrobów krajowych. Członkostwo W EOG to także znaczny wzrost inwestycji zagranicznych. Zwiększyły się obroty fińskich przedsiębiorstw, przed którymi otworzyły się rynki europejskie. Gospodarka fińska notuje teraz czteroprocentowy wzrost gospodarczy. Takie firmy jak Nokia, która zalewa Europę swymi elektronicznymi produktami, przeżywają okres gwałtownej prosperity. Obecnie kraje UE przyjmują sześćdziesiąt procent fińskiego eksportu. Wskaźnik inflacji jest najniższy na całym kontynencie. Systematycznie spada bezrobocie. Jednak nie wszyscy Finowie są zadowoleni – dochody rolników spadły o 10%.

Jak więc widać różne są odczucia w krajach od początku uczestniczących w pracach EOG. Dla nas jednak najbardziej interesującym zagadnieniem są z pewnością perspektywy przystąpienia Polski do struktur europejskich (przede wszystkim oczywiście do NATO, EOG oraz UE). Wniosek o przyjęcie Polski w poczet członków Unii Europejskiej, który został złożony w kwietniu 1994 r., stanowi to bardzo ważny krok na drodze integracji naszego kraju z instytucjami europejskimi. Ich początkiem stało się ustanowienie stosunków dyplomatycznych między Polską a Wspólnotami Europejskimi we wrześniu 1988 r. W rok później podpisana została Umowa o Handlu i współpracy Gospodarczej. Umowa ta szybko stała się niewystarczająca wobec gwałtowanych przemian ekonomicznych zachodzących w Polsce.

Pojawiła się potrzeba bliższego współdziałania. Jesienią 1989 r. rząd polski wystąpił z inicjatywą stowarzyszenia polski ze Wspólnotami Europejskimi. Po intensywnych negocjacjach w grudniu 1991 r. podpisano Układ Europejski o Stowarzyszeniu. Układ wymagał długiego procesu ratyfikacyjnego, dlatego też od 1 marca 1992 r. weszły w życie tzw. Umowy przejściowe, realizujące jego część handlową. Układ Europejski między Polską a Wspólnotami Europejskimi w całości wszedł w życie 1 lutego 1994 r. Dwa miesiące później, w kwietniu 1994 r. strona polska złożyło oficjalny wniosek o członkostwo w Unii Europejskiej. Proces stopniowego dostosowania naszej gospodarki i prawodawstwa do standardów Unii Europejskiej został obliczony na kilka lat. Realna zatem staje się możliwość włączenia Polski w struktury Wspólnej Europy w stosunkowo niedługim czasie. Poprzedzi je prawdopodobnie referendum, w którym wszyscy obywatele będą mogli wypowiedzieć się za lub przeciw członkostwu w Unii. Integracja bowiem to nie tylko kwestia wielkiej polityki, ale przede wszystkim przekonania i woli Polaków. Od nas samych zależy również, czy będziemy prawdziwymi Europejczykami: ludźmi przedsiębiorczymi, otwartymi na świat, potrafiącymi nawiązać dialog.

System handlowy Szwecji

5/5 - (1 vote)

Ogólne zasady

Szwecja została przyjęta do GATT w 1950 r. i od tego czasu aktywnie uczestniczyła we wszystkich rundach negocjacyjnych tej organizacji i przyjęła wszystkie uzgodnione wielostronne porozumienia [Warto dodać, te Układ Ogólny nie zastał włączony do ustawodawstwa szwedzkiego. Jest on jednak uznawany przez szwedzki Parlament i przepisy wewnętrzne muszą być zgodne z zobowiązaniami Szwecji wynikającymi z jej udziału w GATT.]. Jest sygnatariuszem wszystkich porozumień Rundy Tokijskiej GATT.

Szwecja jest członkiem założycielem EFTA. W roku 1972 wraz z pozostałymi krajami EFTA zawarła porozumienia handlowe z EWG i Europejską Wspólnotę Węgla i Stali (EWWiS). Kolejnym krokiem w kierunku zacieśnienia powiązań gospodarczych z WE było podjęcie (wspólnie z pozostałymi krajami EFTA) negocjacji o utworzeniu Europejskiego Obszaru Gospodarczego; porozumienie w tej sprawże weszło w życie 1 lipca 1993 roku [Portret naszej…, op. cit., s. 37].

Mimo generalnego poparcia dla idei wolnego handlu Szwecja prowadzi politykę ochrony niektórych sektorów, w tym zwłaszcza rolnictwa, przemysłu tekstylno-odzieżowego oraz obuwniczego.

Politykę ograniczania importu w tych sektorach Szwecja uzasadnia potrzeba zapewnienia samowystarczalności ze względu na swe bezpieczeństwo, potrzeba ochrony zatrudnienia w tych gałęziach, a także potrzeba zapewnienia odpowiedniego standardu życia niektórym grupom społecznym. W ostatnich kilku latach obserwuje się tendencję do stopniowego obniżania ochrony tych sektorów i zapewnienia tam większej konkurencji. Jednocześnie udzielana jest pomoc finansowa dla małego i średniego biznesu, na prowadzenie badań naukowych. Znaczne wsparcie przez rząd przemysłów skoncentrowanych w niektórych regionach kraju jest ważnym czynnikiem umożliwiającym przetrwanie tych przemysłów.

W przemyśle przetwórczym Szwecja zadeklarowała chęć wyeliminowania ograniczeń ilościowych wobec importu wyrobów tekstylnych i ograniczeń wraz z wygaśnięciem Porozumienia Wielowłóknowego (MFA IV), tj. 31 lipca 1991. Deklaracja ta nie została zrealizowana z uwagi na niezakończenie Rundy Urugwajskiej w przewidzianym terminie i przedłużenie istnienia MFA.

Podstawowe ustawodawstwo celne Szwecji jest zawarte w Ustawie Celnej z 1987 r. Narodowa Rada Handlu (Board of Trade) i Narodowa Rada Rynku Rolnego są odpowiedzialne za administrowanie licencjami eksportowymi i importowymi odpowiednio artykułów nierolniczych i rolniczych.

Około 85% importu szwedzkiego pochodzi z krajów uprzemysłowionych, ale jedynie 20% importu z tych krajów odbywa się na warunkach KNU.

Środki ochrony krajowej produkcji

Cła

Generalnie Szwecja jest krajem niskiej taryfy celnej, przy czym większość ceł to cła związane w wyniku dotychczasowych rokowań wielostronnych na forum GATT. W roku 1988 średnie cło stosowane przy imporcie, w warunkach KNU, nie przekraczało 5l%. Niemniej jednak dla niektórych produktów rolniczych, tekstyliów, odzieży i obuwia, cło odgrywa istotna rolę.

Niektóre importowane produkty podlegają specyficznym lub alternatywnym stawkom celnym. Powoduje to automatycznie wyższa protekcję tych towarów, gdy ceny importowe ulęgają załamaniu. Dlatego też szwedzcy producenci wykorzystują element ubezpieczenia przeciwko przyszłym niskim cenom importowym. W imporcie rolnym są stosowane również opłaty wyrównawcze, a w odniesieniu do świeżych owoców, warzyw itp. cła sezonowe. Szwedzka taryfa celna jest taryfą. jednokolumnową, nakłada takie same stawki celne na produkty pochodzące ze wszystkich źródeł. W 1989 r. import wolny od cła, dokonywany zgodnie z układami o wolnym handlu (głównie w ramach EFTA i WE), stanowił około trzy czwarte całkowitego importu Szwecji.

Pierwszego stycznia 1988 r. Szwecja wprowadziła Zharmonizowany System Oznaczania i Kodowania Towarów (w skrócie „HS”) dla potrzeb klasyfikacji importu i eksportu, zastępując tym samym Nomenklaturę CCCN.

Najbardziej stosowaną forma cła nakładanego na import do Szwecji są stawki celne liczone od wartości (ad valorem). W odniesieniu do około 5000 pozycji taryfowych w wykazie pozycji, w stosunku do których obowiązują stawki celne, ponad 900 stanowią stawki ad valorem.

Jedna trzecia produkcji krajowej konkuruje z importem podlegającym cłom innym niż ad valorem. Stawki ceł liczonych od ilości (ceł specyficznych) stosowane są w szerokim zakresie w odniesieniu do owoców jadalnych, niektórych chemikaliów (w szczególności klejów, zapałek nawozów sztucznych), niektórych lamp elektrycznych oraz niektórych produktów morza. Ponadto w pewnych częściach taryfy celnej obowiązują stawki celne alternatywne. Nakładane są one jako cła ad valorem lub jako stawki specyficzne, w zależności od ceny importowanego produktu (np. 17% od wartości, przy czym minimalna stawka wynosi 700 koron szwedzkich za 100 kg). Produktami importowanymi podlegającymi stawkom alternatywnym są opony, włókna sztuczne, odzież z włókien sztucznych i nakrycia głowy.

Generalnie poziom ceł, w przypadku KNU, jest niski. W 1988 r. średnia nieważona stosowanych stawek celnych stanowiła 4,7%, a średnia ważona importem – 3,5%. Dla produktów przemysłowych przeciętne stawki celne stanowiły odpowiednio 4,9% oraz 3,8%. Przeciętne dla produktów rolniczych były niższe (odpowiednio 2,6% oraz 1,6%). Około dwie trzecie importu dokonywanego na warunkach KNU trafiało do Szwecji wg stawki równej 5% wartości towaru lub mniej [Europejska…, op. cit., s. 84].

Środki pozataryfowe

W odniesieniu do importu niektórych gatunków ryb z wszystkich krajów, stosuje się restrykcje ilościowe.

Szwecja, jako członek Porozumienia Wielowłóknowego (MFA), zawarła z szeregiem dostawców porozumienia o dobrowolnym ograniczeniu eksportu (voluntary export restraint-VER) w celu ograniczenia importu odzieży i w mniejszym stopniu, tekstyliów z krajów największych eksporterów tych produktów. Szwecja podpisała w ramach MFA umowy tego typu z 14 krajami.

W odniesieniu do siedmiu krajów, z których Szwecja importuje obuwie skórzane, obowiązują bilateralne restrykcje ilościowe. W Szwecji funkcjonuje system licencjonowania importu w celach kontroli, a kiedy jest to niezbędne – ograniczenia tego importu. Z wyjątkiem produktów stanowiących przedmiot restrykcji ilościowych, licencje importowe generalnie wydawane są w celu nadzorowania przywozu i ograniczone są do wąskiego zakresu produktów rolniczych, jak też produktów z żelaza i stali.

Innymi Środkami mogącymi w znacznym stopniu ograniczyć import Szwecji w dziedzinie pewnych produktów są: absolutny i warunkowy zakaz importu, normy techniczne i normy ochronne oraz zakupy rządowe. Jakkolwiek wiele z tych środków zastosowano z przyczyn innych niż ograniczenie importu, takich jak np. ochrona zdrowia czy bezpieczeństwo obywateli, mogą one jednakże stać się de facto lub w sposób zamaskowany środkami wspomagania krajowego przemysłu.

Import przetworzonych artykułów rolnych i półproduktów rolnych jest regulowany rozbudowanym systemem zmiennych opłat wyrównawczych.

Obok podatku od wartości dodanej (VAT), który jest nakładany na konsumpcję niemal wszystkich towarów i usług, stosowane są dodatkowo podatki konsumpcyjne na niektóre towary. Ich wysokość jest jednakowa dla danego towaru, niezależnie od tego czy został on wytworzony w kraju, czy pochodzi z zagranicy.

Środki oddziaływania na eksport

Szwecja prowadzi politykę promocji eksportu w formie częściowego finansowania działalności Szwedzkiej Rady Handlowej, która jest instytucją parapaństwową. Celem działania Rady jest udzielanie pomocy firmom zaangażowanym w eksport w zakresie np. prowadzenia badań rynków zagranicznych, organizowania udziału w wystawach i targach zagranicznych, zapewnienia doradztwa w sprawach eksportowych.

Od 1%2 r. istnieje Szwedzka Korporacja Kredytów Eksportowych, której zadaniem jest finansowanie (na warunkach komercyjnych) eksportu towarów inwestycyjnych oraz usług. Korporacja jest własnością rządu szwedzkiego oraz jedenastu największych banków handlowych.

Ubezpieczeniem kredytów eksportowych zajmuje się – na zlecenie rządu – Szwedzka Rada Gwarancji Kredytów Eksportowych (działa od 1933 r.). Subsydia eksportowe są stosowane przy eksporcie wielu artykułów rolnych. Z uwagi bowiem na to, że ceny na rynku wewnętrznym są z reguły znacznie wyższe od cen światowych, eksport po cenach rynku wewnętrznego nie znalazłby nabywców, a po cenach niższych od krajowych byłby nieopłacalny dla eksporterów. Subsydia są z reguły wypłacane bezpośrednio eksporterom indywidualnym – poprzez istniejące stowarzyszenia eksportowe. Obok promocji eksportu, stosowane są także w odniesieniu do niektórych towarów ograniczenia ich wywozu. Na przykład całkowity zakaz wywozu – do pewnych krajów – dotyczy niektórych zaawansowanych technologü. Ze względów bezpieczeństwa Szwecja stosuje też kontrolę produkcji i eksportu sprzętu militarnego (zarówno produkcja, jak i eksport mogą być realizowane jedynie na podstawie licencji wydanej przez rząd).

W celu zapewnienia odpowiedniej krajowej podaży mogą być wprowadzone restrykcje eksportowe w formie opłat i licencji eksportowych na eksport ryb i artykułów rolnych. Eksport złomu metali jest licencjonowany (z wyjątkiem handlu w ramach EFTA i z krajami Wspólnoty Europejskiej).