Działacze opozycyjni z Kielc w okresie PRL

5/5 - (1 vote)

Znaleziono też „Informację Solidarności” nr 121 i 123, broszurę pt. „Pełnomocnik”.[1]. J. Stępnia wyprowadzono z domu, aby dopiero w samochodzie powiedzieć mu, że jest zatrzymany. Choć decyzja co do tego została podjęta dużo wcześniej. Tym samym uniemożliwiono mu przygotowanie się do spędzenia długiego okresu w areszcie. Dopiero następnego dnia prowadzono przesłuchania J. Stępnia w charakterze świadka. W kolejnym dniu tj. 1 maja około godziny 1400 wyjaśniono, że nastąpiło to, ze względu na mające się odbyć w tym dniu nielegalne manifestacje. Przebywanie w areszcie odmierzone było jak gdyby z zegarkiem w ręku, bo zwolnienie nastąpiło o godzinie 2200 1 maja 1983 roku. Wice prokurator Kazimierz Binkowski podpisał zatwierdzenie przeszukania wystawione przez Komendę Wojewódzką MO w Kielcach Nie wysilił się przy tym zbytnio. Całe bowiem uzasadnienie zawierało się w słowach: „Przeszukanie uzasadnione było okolicznościami sprawy.”[2]

J. Stępień był przed 1980 rokiem sędzią orzekającym w sprawach cywilnych. Napisał więc elaborat do prokuratora wojewódzkiego, w którym zawarł twierdzenie, że zatrzymanie było bezprawne. Uzasadnił, że nie dotyczyły go przepisy o tzw. zatrzymaniu prewencyjnym, bowiem art. 206 kpk nie zezwala na zatrzymanie na podstawie przypuszczenia, że dana osoba popełni przestępstwo w przyszłości.[3]

Sugestii, że MO złamało prawo dowodzi fakt, że polskie prawo przewiduje możliwość zatrzymania w przypadku, jeżeli istnieje uzasadnienie przypuszczenia, że osoba podejrzana popełniła przestępstwo i jeśli zachodzi uzasadniona obawa ukrycia się tej osoby lub zatarcia śladów. W stosunku do J. Stępnia nie toczyło się żadne postępowanie przygotowawcze, w areszcie przesłuchano go tylko w charakterze świadka, nie był więc osobą podejrzaną. W liście wskazał oczywiście artykuł nakazujący zwolnienie, jeśli ustanie przyczyna zatrzymania i nadmienił, że taka sytuacja miała miejsce.[4]

Po miesiącu otrzymał odpowiedź z prokuratury. Próżno doszukiwać się w niej jakiegokolwiek cienia skruchy. J. Stępień otrzymał uzasadnienie działań, których był uczestnikiem z podkreśleniem faktu, że przeszukania mogą być prowadzone u każdej osoby. Ponieważ Prokuratura Rejonowa w tym czasie prowadziła w Kielcach śledztwo w sprawie rozpowszechniania fałszywych wiadomości, które to powierzyła MO, więc prokurator nie doszukuje się jakiegokolwiek złamania prawa.[5]

Działacze opozycyjni z Kielc postanowili w pewnym momencie zamanifestować władzy swoją obecność. Nadarzała się dobra okazja. Zbliżało się święto 1-go maja 1987 roku i postanowiono zorganizować kontr-pochód. Długo omawiano sposób jego przeprowadzenia. Podejrzewano, że jeśli o takiej akcji będzie wiedzieć dwadzieścia osób, to SB również będzie o wszystkim dokładnie poinformowane. W kwestie organizacyjne początkowo wtajemniczonych było niewiele osób.[6] Sam pomysł kontr-pochodu powstał prawdopodobnie w relacji między Stanisławą Gawlik a Andrzejem Karysiem.[7]

Zastanawiano się nad treścią napisu na transparencie. Treść miała spełniać dwa podstawowe zadania, jednocześnie nie mogła ostentacyjnie informować, że jest to kontr-pochód. Organizatorzy obawiali się, że byłoby to bezpośrednim pretekstem do brutalnej interwencji milicji. Jednocześnie miał być znakiem dającym do myślenia. Wybrano słowa piosenki „O cześć wam panowie magnaci, z naszą niewole kajdany”, wpisując tylko „O cześć wam” w dalszej części ustawiono nawias kwadratowy, widoczny znak ingerencji cenzora z ustawową formułą, tj. Urząd Kontroli Publikacji i Widowisk. Miało to mieć wydźwięk ironiczny, określający działania władz, jako śmieszne, bo ingerujące w treść piosenki lubianej przecież przez komunistów. Dwuznaczna niejako treść miała więc manifestować istnienie opozycji w Kielcach, a jednocześnie nie dostarczać argumentu obciążającego uczestników.[8]

Jerzy Spolitak przygotował transparent o uzgodnionej wcześniej treści, wykonał również drabinę, która miała być przydatna do wejścia na kiosk „RUCH-u”. Uzgodniono, że punktem, w którym spotkają się uczestnicy kontr-pochodu będzie zegar wiszący na budynku dyrekcji PKP przy ul. Buczka. Zegar miał bardzo istotne znaczenie ze względu na synchronizację czasu, gdyż zegarki uczestników mogły się spieszyć lub późnić. Uzgodniono, że gdy wybije godzina X wszyscy wskoczą w lukę miedzy maszerującymi kolumnami. Pozostawała do uzgodnienia kwestia uczestnictwa. Wiele osób obiecywało, że na pewno będą obecni. Inni otwarcie oświadczyli, że chcą działać tylko w granicach prawa i nie będą obecni.[9]

Niektórzy przekonani byli, że jeśli nie zostaną zatrzymani w czasie marszu, to milicja nie omieszka uczynić tego po akcji bez zbędnego spektakularyzmu.[10]

W myśl takiego przekonania, co przezorniejsi uczestnicy zabrali podstawowe środki higieny osobistej, jak szczoteczka do zębów itp. Na wszelki wypadek Stanisława Gawlik zarzuciła marynarkę tylko na ramiona. Gdyby w ostatniej chwili ktoś próbowałby ją zatrzymać, to zostałoby mu w rękach tylko ubranie. Do końca obawiano się prowokatorów, którzy zniszczyliby całe przedsięwzięcie. Przypuszczano, że jeśli ludzie zorientują się, że idzie opozycyjna manifestacja sami zaczną się spontanicznie przyłączać.[11]

Atmosfera niepewności mieszała się z poczuciem misji do spełnienia. Każdy po wyjściu z domu musiał kluczyć po mieście ulicami, aby zgubić śledzących go funkcjonariuszy. Gdy nadarzyła się okazja, o umówionej porze, w jakiś czasie po rozpoczęciu pochodu w Kielcach, rozpoczął się pochód opozycjonistów. Na ulicach znalazło się sześć osób, które rozwinęły transparent i maszerowały w kierunku trybuny. Po chwili do ucze-stników dołączył się siódmy z flagą. Mimo wcześniejszych licznych zapewnień tylko te kilka osób utworzyło kolumnę.[12]

Przed nimi szła szkoła, gdy zorientowali się co jest grane znacznie przyspieszyli, za nimi również stali uczniowie, którzy z kolei zostali zatrzymani. Mieszkańcy domów przy ulicy Buczka obserwując przemarsz ze swoich okien zaczęli bić brawo. Niestety nikt spontanicznie nie przyłączył się do grupy. W pewnym momencie dziennikarze zaczęli robić zdjęcia. Gdy przechodzili pod trybuną prezenter spoglądając na kartkę wypowiedział zdanie: „A teraz Proszę Państwa idą, idą, idą…”, zaciął się powtarzając ostatni wyraz. Widać było konsternację.[13]

Nie zorientowano się o co chodzi. Sądzono początkowo, że maszerują pracownicy Urzędu Kontroli Publikacji i Widowisk. Po przemaszerowaniu w kontr-pochodzie Zbigniewa Krajewskiego, Feliksa Zagrodzkiego. Stanisławy Gawlik, Andrzeja Karysia, Marii Trzpiot, Stanisława Wijasa i Mariana Kozłowskiego[14] nikt z nich nie został zatrzymany. W kilka chwil później wszyscy spotkali się w mieszkaniu J. Spolitaka. Obchody 1 maja 1987 roku już wtedy uznano za udane. Okazało się bowiem, że można zrobić coś takiego i konsekwencje ze strony władzy nie będą wyciągnięte. To był sukces. Inna kwestia to ta, że w zasadzie każda z tych osób biorąc udział w kontr-pochodzie utożsamiana była wewnątrz tej grupy z inną orientacją polityczną.[15]

Kozłowski postrzegany był jako działacz KPN, Stanisława Gawlik tworzyła KIiP, Andrzej Karyś to działacz KOS, Maria Trzpiot i S. Wijas związani byli z „Solidarność Walczącą”. Mimo tego ich drogi krzyżowały się i potrafili zjednoczyć się w takiej formie. Andrzej Karyś wspomina, że czytając po 1989 roku stenogramy z narad milicji zrozumiał, jakie w 1987 roku musiało panować zdenerwowanie w kręgach dowódczych. Wg. Karysia podjęto nieoficjalną decyzję, aby tym osobom osoby służby ścigania dały spokój. Stwierdzono bowiem, że byli to desperaci, którzy nie boją się władzy.[16]


[1] Pokwitowanie z konfiskaty KWMO w Kielcach z dnia 29 kwietnia 1983, kopia w zbiorach autora.

[2] Pismo Nr RSD 9/83 KW MO w Kielcach, kopia w zbiorach autora.

[3] Pismo do PW. op. cit.

[4] Tamże.

[5] Pismo Prokuratury Wojewódzkiej w Kielcach Nr DSN 173/83/KI, kopia w zbiorach autora.

[6] Relacje Stanisławy Gawlik w zbiorach autora.

[7] Relacja J. Spolitaka w zbiorach autora.

[8] Relacja A. Karysia w zbiorach autora

[9] Relacje J. Stępnia w zbiorach autora.

[10] Relacja S. Gawlik w zbiorach autora.

[11] Relacje S. Gawlik w zbiorach autora.

[12] Relacja A. Karysia w zbiorach autora.

[13] Relacja S. Gawlik w zbiorach autora.

[14] „Gazeta Wyborcza” 1996, 30 kwietnia-3 maja.

[15] Relacje A. Karysia, S. Gawlik, J. Spolitaka w zbiorach autora.

[16] Relacja A. Karysia w zbiorach autora.

Dodaj komentarz