Przyglądając się wizycie Papieża Jana Pawła II w 1987 roku i obserwując poczynania pracowników resortu spraw wewnętrznych może zadać pytanie – do czego ją wykorzystają? Oczywiście do podwyższenia wskaźników wyników swojej pracy. SB dokładnie przyglądała się pielgrzymom udającym się na powitanie papieża. Zatrzymano na 48 godzin w skali kraju sto kilkadziesiąt osób w przeróżny sposób, jednych zabierając z domu a innych z pracy. Kielecka SB czekała na dworcu z gotową listą. Natomiast w Skarżysku niektóry zatrzymanym zarzucono nielegalny handel alkoholem i kontakty ze światem przestępczym.[1]
Jerzy Spolitak z Kielc, widząc, że funkcjonariusze obserwują jego posesję, wymknął się z domu. Rodzina, która w tym czasie gościła u niego, był w kilka chwil później nagabywana, aby zawołała J. Spolitaka rzekomo tylko w celu porozmawiania. J. Spolitak, aby nie stwarzać problemów, poszedł, choć zdawał sobie sprawę, że jest oszukiwany. Gdy się pojawił funkcjonariusze powiedzieli, że zabiorą go tylko na godzinę lub dwie na komendę. J. Spolitak odchodząc powiedział rodzinie: „Jeśli za dwie godziny nie wrócę to wiecie, co macie robić.” Gdy się po dwóch godzinach nie pojawił, jego mama poszła do mieszkania Stanisławy Gawlik. Gdy była już w jej mieszkaniu zadzwonił ktoś z USA. S. Gawlik przy okazji opowiedziała historię, jaka się wydarzyła. W sobie tylko wiadomy sposób Głos Amerykański nagłośnił w jednej z audycji tę sprawę. Funkcjonariusze w rozmowie z J. Spotlakiem wyrazili zdziwienie szybkością przepływu informacji, nie zdając sobie sprawy, że był to nie zamierzony przypadek.[2]
Ogółem na terenie Kielc i Skarżyska Kamiennej funkcjonariusze SB zatrzymali kilkanaście osób, które zamierzały udać się na mszę z udziałem Jana Pawła II na Placu Defilad w Warszawie, następnie przetrzymywano ich w aresztach do około godziny szesnastej. Tym samym skutecznie uniemożliwiono im dotarcie na obrane wcześniej miejsce. Kilka osób z tej grupy miało serdecznie dosyć nękania ich pod byle jakim pretekstem. Przypadek ten rozpatrywany był wnikliwie przez członków Komisji Interwencji i Prawo-rządności na posiedzeniu w Podkowie Leśnej. Analizowano tam możliwości zaradzenia takim przypadkom. Jak wspomina Jerzy Stępień[3], sugestia, aby wytoczyć procesy cywilne o ochronę dóbr osobistych spotkała się z różną opinią uczestników, natomiast Zofia Romaszewska miała poprzeć ten zamysł.[4] Grupa kieleckich adwokatów od dawna bezinteresownie broniąc poszkodowanych. Zdecydowała się również w tym przypadku reprezentować represjonowanych, byli to: Wojciech Czech, Edward Rzepka, Kazimierz Ujazdowski. Z osób wcześniej zatrzymanych pozew do sądu zdecydowały się wnieść: Alicja Twarowska, Jerzy Spolitak z Kielc oraz Bogdan Ryś, Józef Wójcik, Mieczysław Woźniak i Dariusz Figarski ze Skarżyska Kamiennej.
[1] „Tygodnik Mazowsze”, 1987, 1 sierpnia.
[2] Relacja J. Spolitaka w zbiorach autora.
[3] Relacja Jerzego Stępnia w zbiorach autora.
[4] Zofia Romaszewska z perspektywy czasu uważa, że takie działania zakrawało trochę na pieniactwo – relacja.