Przepływ informacji w 1987 roku w środowisku opozycyjnym był już bardziej swobodny. Działacze, którzy obrali sobie za cel działalność interwencyjną, zbierali przykłady nie tylko jaskrawego łamania prawa, ale również interesowali się sytuacjami, które budziły niezadowolenie społeczne. Trudno dociekać dzisiaj, kto przekazał taką informację. Ludzie oburzali się na fakt dorabiania poprzez tzw. ”fuchy” w zakładach pracy. Pracownicy byli urażeni sposobem podziału nagród. Nie zawsze wkład pracy liczył się najbardziej, często ważniejszy był układ towarzyski bądź tak zwana działalność społeczna.[1] W prasie podziemnej oprócz omawiania spraw ogólnokrajowych znalazły miejsce informacje dotyczące życia codziennego. Odnotowano, że w Liceum Ogólnokształcącym im. Juliusza Słowackiego w Skarżysku-Kamiennej brakowało opału, wobec czego lekcje odbywają się w temperaturze około 5˚C. Brak wizji rozwiązania tego problemu zmusił młodzież do protestu. Naukę w tej szkole przerwano na dwa dni.[2]
Eugeniusz Tokarzewski pełniący funkcję kierownika internatu w Skarżysku napiętnowany za „szczególną gorliwość w tropieniu krzyżyków, medalików i obrazków religijnych.” Modlenie się wg niego szczególnie utrudnia innym naukę własną i wypoczynek. Fakt ten uznano za bulwersujący, tym bardziej, że Tokarzewski będąc wcześniej nauczycielem na wsi uchodził za gorliwego katolika.[3].
Ważną sprawą było rozpracowanie kanałów, którymi informacje przedostawały się do SB. Środowisko opozycyjne wzięło pod lupę dyrektora RPGM w Skarżysku-Kamiennej pana Pochcia. Miał on organizować brygadę szklarzy, ślusarzy i hydraulików, którzy obok napraw w mieszkaniach lokatorów mieli za zadanie również prowadzenie potajemnych przeszukań oraz nakłaniania mieszkańców do rozmów na określone tematy celem zdobycia informacji.[4] Bazą takiej brygady miał być lokal przy ul. Prusa 3 w Skarżysku-Kamiennej. Natomiast punkt kontaktowy SB miał mieścić się przy ul. Konstytucji 3-go Maja nr 32/14. Opozycjoniści ustalili, że właśnie tam funkcjonariusze Fijałkowski, Terlecki i Gibaszewski spotykali się ze swoimi informatorami.[5]
Dyrektor Pocheć wykazywał się dosyć nietypowymi pomysłami. Na przykład, gdy do bloku nr 35 na ul. 1000-lecia chciano doprowadzić gaz, a jednym z warunków było wykonanie przez lokatorów rowu, w którym miały być umieszczone rury. Mieszkańcy spełnili ten warunek. Pocheć swoim zarządzeniem nakazał, aby pracownicy fizyczni i umysłowi RPGM w czynie społecznym zasypali ten rów w dniu 30 kwietnia 1987 roku.[6]
Wykorzystywanie pracowników remontowych było stosowaną formą inwigilacji. Jako przykład posłużyć może sprawa Romana Sosińskiego, mieszkańca Warszawy, który kilka dni był nieobecny w mieszkaniu. W tym czasie niespodziewanie nastąpiła awaria. Aby ją usunąć sforsowano drzwi mieszkania. Po usunięciu awarii instalacji wodnej, rozejrzano się dokładnie po mieszkaniu. Po powrocie R. Sosińskiego wezwano go do Pałacu Mostowskich. Dowiedział się , że „bez wymaganego zezwolenia posiadał w mieszkaniu zakazane książki”. Kolegium 23 lutego 1987 roku ukarało R. Sosińskiego grzywną 25 tysięcy złotych.[7]
Środowisko opozycyjne istniało również w Busku-Zdroju. W latach 1985-86 wydano tu pismo ulotne pt. „Busola”. Robiono to w formie maszynopisu, którego wydano kilkanaście egzemplarzy. Zastanawiano się w nich nad kierunkiem polityki państwa, dyskutowano rachunek zysków i strat, poruszono sprawy aktualne, nieprawidłowości podczas przesłuchań, jak np. Pawła Dudkiewicza, któremu podczas przesłuchania 3 grudnia 1985 roku grożono pobiciem, wymuszając utrzymanie w tajemnicy tego przesłuchania.
Represje niekoniecznie polityczne ukazywano jako przykłady ignorancji w wykonywaniu obowiązków. Potępiano podobne oskarżenia.[8]