Powstaje pytanie, zadawane przez autorów książki „Solidarność i opozycja antykomunistyczna w Gdańsku (1980-1989)”, czy robotnicy byli jedynie marionetkami w rękach inteligencji i czy związek jakim była Solidarność miał wyłącznie robotniczą genezę? Jedną z tez jest opinia iż „nie do utrzymania jest (…) teza o czysto robotniczej genezie związku. Solidarność powstała, gdyż w Polsce pod koniec lat 70-tych ukształtowała się na gruncie silnie spolaryzowanej strony społecznej nowa klasa o charakterze kulturalno-politycznym i o wyraźnie antykomunistycznym obliczu. Ukształtowanie się tej klasy – i ostateczne powstanie związku – stało się możliwe dzięki spotkaniu samoorganizujących się robotników z działalnością opozycji, stawiającej na powstanie masowego ruchu o charakterze antykomunistycznym”[1].
Z pewnością można powiedzieć, iż robotnicy byli pewnym ogniwem konkretnych działań, a nie łatwym do posłużenia się tłumem. Jedno jest pewne: robotnicy pracujący w stoczniach postrzegani byli przez władze jako motłoch niezdolny do organizowania się, leniwy, a co najgorsze w nadmiarze nadużywający alkoholu. Mieli być ludźmi, którzy nie byliby w stanie stworzyć jakiegokolwiek związku.
„Proces tworzenia niezależnych organizacji związkowych, które bardzo szybko przybierały postać przede wszystkim ogólnopolskiego NSZZ Solidarność, następował w lawinowym tempie.(…) Był to jednocześnie moment, kiedy wykształcił się już podział na Solidarność, związki branżowe (stare związki) i autonomiczne nazywane (…) dyrektorskimi. Był to proces niejednolity, obfitujący w wydarzenia. Można wskazać w Warszawie kręgi społeczne, gdzie przebiegał on najprędzej i najsprawniej”[2]. Jednak jednym z problemów , który narastał był brak wzorców do naśladowania oraz problemy w komunikowaniu się. Poprawa w tych kwestiach mogłaby zmienić działanie związku jako całości.
Działania i angażowanie się opozycji powiązane było ze świadomą decyzją rezygnowania z czegoś na rzecz innych korzyści. Bardziej niematerialnych, niewspółmiernych do posiadanego samochodu czy domu. Najwcześniej działającym ośrodkiem opozycjonistów był Gdańsk, gdzie stworzono „pomorski system obrony czynnej” sformowany przez Lecha Mażewskiego [3]. To właśnie na Pomorzu otworzonych zostało kilka organizacji z ramienia opozycji antykomunistycznej. Warto przywołać chociażby Ruch Młodej Polski (powstały 29 lipca 1979 roku) o narodowo-katolickim nastawieniu, z Lechem Będkowskim na czele (człowiekiem który przez pewien czas był rzecznikiem MKS w Gdańsku) , czy też Zrzeszenie Kaszubsko –Pomorskie. „Ruch Młodej Polski był nielicznym, ale określonym ideowo środowiskiem politycznym, grupującym młodzież (studencką i licealna) kilku miast kraju. Solidarność z lat 1980/81 była powszechnym ruchem narodowego odrodzenia, związkiem zawodowym, a jednocześnie najważniejszym przedsięwzięciem politycznym w okresie PRL”[4].
Ważną rolę w działaniach robotników i grup inteligenckich odegrał Kościół Katolicki wraz ze swoją symboliką, jak i osobą nowo wybranego w 1978 roku, papieża Polaka Jana Pawła II. Można powiedzieć, iż Kościół ”stanowił istotną siłę w procesie oporu przeciwko absolutnej władzy komunistycznej. Posiadał znacząca rolę w konsolidacji demokracji utwierdzając swoim działaniem jej wpływ na ludność. Wydawać się mogło, iż Kościół stanowił raczej wiernego obrońcę tradycji i wartości narodowych, aniżeli moralności szerzej i ogólniej pojmowanej. Ważnym elementem były nabożeństwa, które umożliwiały ludziom gromadzenie się . Sama pielgrzymka w 1979 pierwsza pielgrzymka Papieża do ojczyzny i potem kolejna w 1980 roku, ze znaczącymi słowami: „Niech zstąpi duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi”[5], przypominała Polakom, iż jest nadzieją i ogromną szansą na zmianę biegu historii. I właśnie to Polacy są w stanie dokonać czegoś wielkiego. Osoba Jana Pawła II, Papieża Polaka miała ogromny wpływ na społeczeństwo. Była swoistym autorytetem i gwarancją przekonań większości ludzi. Papież w swoich homiliach i pielgrzymkach stawał się uosobieniem tego , o co walczono. „Wizyta papieża wyzwoliła w Polakach uczucie jedności i wielkiego braterstwa. Dała im możliwość zademonstrowania w szerokiej formie solidarności z Kościołem, i dała im nadzieję, ze ich wiara jest dostatecznie mocna, żeby przezwyciężyć strach i ucisk”[6].
Symboliczne znaczenie miało też zbiorowe śpiewanie pieśni „Boże coś Polskę” podczas pielgrzymek papieskich, wraz z podniesionymi do góry palcami w znaczącym symbolu „Victorii” – „zwycięstwa”. „Kościół pełnił tu rolę czynnika przeciwdziałającego walce politycznej, gdy ta się zaostrza i radykalizuje; Kościół wskazał na rzeczywiste granice, których nie wolno przekraczać”[7]. Robotnicy oczekiwali, iż Papież jak i Kościół poderwą cały naród to działań bardziej radykalnych, jednakże celem Episkopatu było uspokajanie nastrojów, by nie doprowadzić do sytuacji ekstremalnych, jakie miały miejsce w 1970 roku.
[1] Solidarność i opozycja antykomunistyczna w Gdańsku (1980-1989), red nauk. L. Mażewski, L. Turek, Instytut Konserwatywny im. E. Burke’a, Gdańsk 1995, s.80.
[2] Tamże, s. 78.
[3] Szerz. L. Mażewski, Pomorski model obrony czynnej, [w:] Solidarność i opozycja antykomunistyczna…,s. 109-116.
[4]Tamże, s. 29.
[5] J. Surdykowski, Solidarność sumień, „Wprost” nr 16 z 27 VI 1999, s.36.
[6] A. Podgórecki, Społeczeństwo polskie, Wyd. Wyższej Szkoły Pedagogicznej, Rzeszów 1995, s.101.
[7] A. Touraine, J. Strzelecki, F. Dubet. M. Wieviórka, Solidarność – analiza…, s 49.