Komunizm w Chinach

5/5 - (3 votes)

Obecny system w Chinach można zdefiniować jako ciągle specyficznie komunistyczny totalitaryzm. Media chińskie (wg. Wei Jinshenga, chińskiego dysydenta) codziennie powtarzają, że żyjemy w komunizmie, od którego władze nie odstąpią ani na krok.

Pomimo tego, że nastąpiła pewna liberalizacja gospodarki nie jest ona dostępna dla wszystkich. Jest dostępna przede wszystkim dla „skorumpowanych aparatczyków”. Dla nich rzeczywiście gospodarka jest skrajnie liberalna, nawet zbyt liberalna. Jeśli jedna grupa jest absolutnie wolna i ma monopol na władzę, wiąże się to z całkowitym pozbawieniem wolności innych. I tak dzieje się w Chinach. Zasadą wolności są rządy prawa. Przed prawem wszyscy winni być równi, a w Chinach nie ma prawa.

Panuje opinia, że w Chinach można zaobserwować pojawianie się niektórych ekonomicznych wolności: chłopi mogą dzierżawić ziemię na dłuższy czas, co nie było możliwe wcześniej, mogą też korzystać z jej owoców, funkcjonuje duża grupa drobnych przedsiębiorców pracujących na własny rachunek, podnosi się stopa życiowa[1].

Rzeczywistość jest jednak inna. Mianowicie, uprawiana przez chłopów ziemia nie jest ich własnością. Komuniści bardzo podkreślają ten fakt: nie ma prywatnej własności ziemi. Chłopi są tak obciążeni podatkami, że wielokrotnie nie mogą ich spłacić i migrują do miasta. Jest to przyczyna masowego exodusu, który obserwujemy teraz w Chinach. Dziesiątki milionów ludzi opuszcza wsie.

Na całym świecie Chiny ukazywane są jako jedna z nielicznych gospodarek wschodniej Azji nie dotknięta kryzysem. W tym roku Chiny odnotowują wzrost PKB o 7 procent, co nadal jest uznawane za duże osiągnięcie.

Jak twierdzi Wei Jinsheng rząd chiński publikuje fałszywe statystyki. Zresztą standardy funkcjonowania gospodarki na Zachodzie i w Chinach są zupełnie inne, więc nie można ich z sobą porównywać. Nie publikuje się prawdziwych danych dotyczących bezrobocia, które rośnie. Bez pracy pozostaje w Chinach z pewnością więcej osób niż Polska ma ludności. Nie są ujawniane bankructwa kolejnych banków. Skoro jednak kurs pieniądza jest sztucznie utrzymywany, zagraniczni obserwatorzy uznają to za symptom ekonomicznego zdrowia. Tymczasem sytuacja jest gorsza niż w wypadku krajów, które ujawniają symptomy swojej choroby, a więc można próbować poszukiwać środków zaradczych. W Chinach ciężka choroba gospodarki rozwija się w ukryciu[2].

Porównując sytuację w Chinach przed dwudziestu laty i dzisiaj, to można odnotować zmiany na lepsze. Ludzie, którzy odwiedzili Chiny, twierdzą, że powstają nowoczesne miasta, rozwija się przemysł i można zauważyć pozytywne zmiany cywilizacyjne. Są to powierzchowne zmiany. Dwadzieścia lat temu polaryzacja między bogatymi a biednymi była o wiele mniejsza. Władze nie były aż tak skorumpowane jak dziś. Dlatego ich przedstawiciele nie byli tak bogaci. Dziś całym bogactwem Chin dysponuje grupa kilkudziesięciu tysięcy ludzi, podczas gdy wiele dziesiątków milionów wegetuje na skraju nędzy. Tymczasem to przedstawicieli elity spotykają zachodni turyści w świeżo budowanych, nowoczesnych centrach miejskich; ludzi, których stopa życiowa jest wyższa niż przeciętnego obywatela Zachodu. Turyści nie kontaktują się z ponad miliardem ludzi, którzy nie zawsze mają co jeść.

Również pozornie zwiększyła się wolność słowa i nieingerowania w życie prywatne. Władze nie potrafią już kontrolować całości życia społecznego, jak robiły to wcześniej, ale nie jest to efekt zmiany ich koncepcji, lecz utraty możliwości. Jest to konsekwencja narastającego niezadowolenia i oporu. Jeżeli nie wszyscy niepokorni trafiają do więzienia, to dlatego, że nie ma wystarczająco wielkiego więzienia, które by ich pomieściło. Gdy aresztowano Wei Jinshenga, chińskiego dysydenta zapytał policjantów, dlaczego nie aresztuje się tylu innych nieposłusznych ludzi? Policjanci odpowiedzieli, że robią to samo, co w latach pięćdziesiątych, aresztują przeciwników rządu, ale nie potrafią już wyłapać wszystkich. Nie świadczy to o tym, że zaczyna się respektować prawa człowieka, ale że zmniejszają się możliwości władzy. Gdyby mogli aresztować wszystkich przeciwników – zrobiliby to.

Skala represji jest taka sama, tylko ich charakter się zmienił. Można powiedzieć, że niekiedy są one gorsze niż dawniej. Czy miliony ludzi zmuszanych do porzucania swoich mieszkań, tułających się bez pracy, stałego miejsca pobytu i środków do życia nie są poddane represjom?

Władze chińskie twierdzą, że przygotowują się do zasadniczych ekonomicznych reform albo w każdym razie mówią o tym. Przewidują nawet prywatyzację przemysłu ciężkiego. Licząc się z trudnościami, zaczynają się również zastanawiać nad zmianami modelu zarządzania, a nawet demokratyzacją.

We wszystkich oficjalnych dokumentach i wypowiedziach ze strony rządzących podkreśla się, że celem reform ekonomicznych jest wzmocnienie władzy partii komunistycznej. W tym sensie sytuacja nie zmieniła się od czasów Deng Xiaopinga czy nawet Mao Tse-tunga.

Można mieć nadzieję, że jeśli komuniści uwłaszczą się dzięki reformom, to i system się zmieni. Będzie to nadal dyktatura, ale już nie komunistyczna. Może jest to jakaś perspektywa dla Chin, rodzaj ewolucji w kierunku autorytarnego systemu, jaki jeszcze niedawno funkcjonował w Korei Południowej czy na Tajwanie, a dopiero potem – tak jak i w tamtych krajach – stopniowa demokratyzacja w Chinach. Jest to jednak mało prawdopodobne, ponieważ chińscy komuniści nigdy nie przyjmą jako zasady prawa do swobodnego dysponowania przez obywateli własnością.

Komuniści mają pełną władzę i kontrolę nad wszystkim w kraju. Prywatna własność nie jest im do niczego potrzebna. Prywatna własność i cyrkulacja pieniądza musiałyby doprowadzić do pojawienia się konkurencji, a komuniści nie chcą konkurencji. To tylko niektórzy zachodni politycy uporczywie poszukują symptomów ich przepoczwarzania się, gdy tymczasem chińscy komuniści podkreślają na każdym kroku: „nie będziemy się zmieniać, na zawsze pozostaniemy komunistami”, a zachodni politycy twierdzą: „zobaczcie, oni nie są już komunistami”.

W Chinach nie dostrzega się jakichkolwiek objawów ewolucji polegającej na przemianie totalitarnego komunizmu w reżim autorytarny a później poszukiwaniu innych metod sprawowania władzy i uznaniu, że pieniądz jest wygodniejszą i bezpieczniejszą formą egzekwowania władzy, co ma w rezultacie doprowadzić do demokracji.

Zresztą 200-300 mln głodujących Chińczyków nie będzie w stanie spokojnie znosić kolejnej dyktatury w oczekiwaniu lepszych czasów. Nie będą w stanie przetrwać kolejnego reżimu, uspokajając się nadzieją na jego demokratyzację. Komunistyczny totalitaryzm trwał zbyt długo i ludzie stracili już cierpliwość. Nie można zaprojektować historii jakiegokolwiek kraju. Stopniowego przekształcania się komunizmu w autorytarny system, aby później stopniowo się demokratyzować. Zachodni politycy wyobrażają sobie, że są w stanie przewidzieć takie modelowe rozwiązania, a historii nie da się zaplanować[3].

Na skutek utraty cierpliwości przez mieszkańców można spodziewać się wybuchu rewolucji. Nie jest to dobry sposób na obalenie komunizmu w Chinach, ponieważ może nastąpić eksplozja społeczna, która może doprowadzić do fatalnych konsekwencji w postaci rozpadu kraju na zwalczające się dyktatury i wielkiego rozlewu krwi.

Powyższy scenariusz jest bardzo prawdopodobny, ponieważ jeśli komuniści chińscy przeciwstawią się jakimkolwiek reformom, a zachodni politycy nie będą wspierali sił reformatorskich, jak dzieje się to obecnie, eksplozja jest możliwa.


[1]Wildstein B., Przyjaciele Tybetu, Wprost. 25 10. 1998

[2] Wildstein B., Przyjaciele Tybetu, Wprost. 25 10. 1998

[3] Wildstein B., Przyjaciele Tybetu, Wprost. 25 10. 1998

Dodaj komentarz