Pieniądz, przyszłość i „duch kapitalizmu”

5/5 - (4 votes)

Wyobraźmy sobie, że ludność jakiegoś kraju rzuca się pewnego dnia na banki, kasy oszczędności, i wyjmuje wszystkie wkłady, po czym wydaje całą od dawna gromadzoną gotówkę na zakup dóbr konsumpcyjnych, aby schować je na czarną godzinę albo zniszczyć w czasie gigantycznego napadu szału. Skutki łatwo przewidzieć: gwałtowna zwyżka cen i wiążący się z tym spadek siły nabywczej pieniądza, następnie pogłębiający się niedostatek, a wreszcie bankructwo państwa, niezdolnego, wbrew powziętym zobowiązaniom, zapewnić ekwiwalent towarowy dla banknotów, które samo wydało; mogłoby temu zapobiec tylko natychmiastowe zawieszenie wszystkich wypłat, a więc czasowe wywłaszczenie obywateli. Począwszy od końca XVIII wieku takie paniki wybuchały wielokrotnie zarówno w Europie jak i w Stanach Zjednoczonych.[1]

Są to jednak zdarzenia wyjątkowe, co, po namyśle, trzeba uznać za dziwne. Albowiem nie jest bynajmniej oczywiste, dlaczego ludzie godzą się, by ich opłacano w banknotach, jakby mieli pewność, że będą one zawsze wymienialne na wartości użytkowe. jest to nawet tak dalece nieoczywiste, że pewien ekonomista francuski stwierdził stanowczo w 1834 roku: „Pieniądz papierowy nigdy nie był i nigdy nie będzie możliwy”.[2]

Podobnie nie jest wcale oczywiste, dlaczego, po przekroczeniu poziomu umożliwiającego przetrwanie, ludzie nadal spożywają tylko ułamek swych dochodów, dlaczego odraczają zaspokojenie pewnych potrzeb i pragnień, dlaczego poświęcają  przyjemności  dostępne  dziś dla wyobrażenia o tych, które mają być dostępne jutro, co zakłada przecież nie tylko, że będzie jeszcze jakieś jutro, ale że będzie również istniał obieg pieniężny i banki, i że zaoszczędzone sumy zachowają swą wartość. A przecież, gdyby przeciętny osobnik postępował odwrotnie, gdyby dążył nie do oszczędzania i inwestowania, ale do natychmiastowego i ostentacyjnego spożycia wszystkiego, co nie jest konieczne dla prostego utrzymania osiągniętego poziomu, cywilizacja nowoczesna nie mogłaby funkcjonować z braku przedsiębiorców, pracowników, kapitałów i kredytów.

To przypomnienie kilku prawd miało tylko wykazać, że wyobrażenia przyszłości nie sprowadzają się do tekstów i obrazów, których znaczenie jest skądinąd bardzo duże i o których będzie jeszcze mowa. „Albowiem przyszłość wbudowuje się dosłownie w tkankę teraźniejszości w postaci pieniądza papierowego, który sam przez się nie potrafi tu i teraz zaspokoić żadnych pragnień – z wyjątkiem, rzecz jasna, pragnień skąpca – choć potrafi zaspokoić każde, ale później, po wymienieniu go na towary. Ponadto dwu wiekowa historia upieniężniania gospodarki jest również historią rosnącej zależności teraźniejszości od przyszłości: wydłużania się dystansów między surowcami a produktami gotowymi, wytwarzaniem a spożyciem, decyzją inwestycyjną a zyskiem, włożoną pracą a otrzymana zapłatą, itp.”[3]

Zapewne odstęp między teraźniejszością a przyszłością, czasem siewów a czasem żniw, ujawnił się, gdy tylko ludzie zaczęli hodować zwierzęta i uprawiać rośliny. A Trobriandczycy nie potrzebowali pieniądza, by uruchomić niezwykle złożony system wymiany dóbr symbolicznych, w którym odległość między darem a jego odwzajemnieniem mogła być bardzo duża. Ale dopiero wielki handel uprawiany począwszy od XII wieku przez miasta włoskie, flamandzkie i hanzeatyckie, z towarzyszącym mu rozwojem kredytu i ubezpieczeń morskich, uczynił z przyszłości swój niezbywalny wymiar. Dla całokształtu działalności gospodarczej nabrała ona takiego znaczenia jeszcze później, po upieniężnieniu rolnictwa oraz budowie systemu bankowego i wielkiego przemysłu.

Punkt zwrotny w historii: przejście od pieniądza kruszcowego do papierowego świadczyło, że przyszłość zajmuje miejsce przeszłości w roli gwaranta wszystkich podejmowanych zobowiązań.  „Nic dziwnego, że w początkach tej nowej epoki zdarzały się pamiętne wstrząsy, takie jak afery mórz południowych w Anglii, czy we Francji „system” Lawa.”[4] Tradycyjnie wartość pieniądza zależała od ciężaru i od próby kruszcu szlachetnego używanego do bicia monety, każdy mógł więc ją ważyć i próbować, choć czyniąc to naruszał zakazy państwa, które żądało, by okazywać mu pełne zaufanie, nie zważając na popełniane nadużycia. Uznanie złota i srebra za kruszce szlachetne, czego powodów i źródeł nie będziemy dociekać, dokonało się  w pradawnych czasach, toteż wartość monety kruszcowej tkwiła korzeniami w zamierzchłej, czcigodnej przeszłości, w zwyczaju, który stał się naturą. Banknot przeciwnie, ma siłę nabywczą tylko o tyle, o ile jest ona zagwarantowana przez instytucję emisyjną, przy czym gwarancja ta polega na zapewnieniu, że można go będzie wymienić na kruszec szlachetny lub towary. Odnosi się zatem głównie, jeśli nie wyłącznie, do przyszłości. Odwołujemy się nie do pewności opartej na wielowiekowym doświadczeniu, które uczy, że złoto i srebro to wartości niezawodne, ale do wiary w trwałość i wypłacalność instytucji emisyjnej, do zakładu, że historia potoczy się dobrze.

„To podporządkowanie niegdyś uprzywilejowanych odniesień do przeszłości odniesieniom do przyszłości, jakkolwiek więzów z przeszłością nigdy całkiem nie zerwano, nie dokonało się spontanicznie, pod ciśnieniem samych :konieczności ekonomicznych, albo nie wiedzieć jakiego „postępu racjonalności”. Władze publiczne i prywatne, z państwem na czele, musiały, przez całe dziesięciolecia, używać po temu wszystkich posiadanych środków nacisku.”[5]

Dzieje pieniądza były zawsze nieodłączne od dziejów państwa: gdy powodzi mu się dobrze i gdy ujednolica się na jego terytorium obieg pieniężny, wartość monet pozostaje stała, a piękne sztuki złota i srebra, poszukiwane daleko poza granicami, świadczą najlepiej o jego potędze i ambicji; gdy upada, liczne władze, które próbują zająć jego miejsce uzurpują sobie przywilej emisji – ciężar i jakość monet obniżają się, złoto zanika w skarbcach. Ale poczynając od wprowadzenia banknotów, a zwłaszcza od likwidacji, wbrew wcześniejszym zobowiązaniom, ich wymienialności na złoto, co było prawdziwym zamachem na podstawy własności prywatnej, zależność pieniądza od państwa stała się prawie zupełna.

Legalny kurs pieniądza w obrębie każdego kraju to dziś kurs przymusowy, gdyż zgodnie z prawem odmowa przyjęcia nie fałszywych banknotów jest karalna. Poza osobami fizycznymi czy moralnymi, w każdej transakcji, gdzie pieniądz gra jakąś rolę, uczestniczy trzeci partner, niewidoczny, choć rzeczywisty: państwo, dzięki któremu taka transakcja jest w ogóle możliwa. „Będąc z pozoru czystą wymianą towarów, zakłada ona bowiem, na ogół bez wiedzy uczestników, zorganizowaną przemoc, która w razie potrzeby spełnia groźbę zawieszoną nad każdym, kto odmawia przyjęcia znaków wyższej władzy. Nad każdym, kto odmawia tym samym uznania państwa za ostatecznego gwaranta gospodarczej przyszłości narodu i wszystkich należących doń jednostek. A raczej – przyszłości w ogóle.”[6]


[1] Ch. P. Kindleberger, Manias, Panics and Crashes. A History of Financial Crises, New York 1978, 32.

[2] E. Daire, cyt. Za: P. Harsin, Les doctrines monétaires et financières en France du XVIe au XVIIIe siècle, Paris 1928, s.150, przyp.3.

[3] Ch. P. Kindleberger, Manias, Panics and Crashes. A History of Financial Crises, New York 1978, s.74.

[4] Ch. P. Kindleberger, Manias, Panics and Crashes. A History of Financial Crises, New York 1978, s.24.

[5] Krzysztof Pomian, Kryzys przyszłości, w: Rozmowy w Castel Gandolfo, O kryzysie, Res Publica, Warszawa 1990r., s.102.

[6] Krzysztof Pomian, Kryzys przyszłości, w: Rozmowy w Castel Gandolfo, O kryzysie, Res Publica, Warszawa 1990r., s.101.

Dodaj komentarz