Przypadki aresztowań z powodów politycznych obsadzane były przez grupę kieleckich adwokatów, wprawdzie nieliczną, ale nadrabiającą to rzetelnością i zaangażowaniem. Do grupy tej należeli: Edward Rzepka, Wojciech Czech, Kazimierz Ujazdowski.[1] Obrona w procesach politycznych nie należała do najwdzięczniejszych, ale ważniejsze była etyka i własny światopogląd. Osoby te na bieżąco znały przypadki naciągania, naginania i łamania prawa. Gdy tylko nastąpiło aresztowanie, rozpoczynano działalność obrończą. W tym celu adwokat zgłaszał się do odpowiednich instancji albo do prokuratury, albo do WUSW z pełnomocnictwem do kogoś z rodziny. Zwykle najważniejsze było odwiedzenie tej osoby w więzieniu. Pozwolenia na ogół były wydawane.[2]
Gdy minęło trzy miesiące aresztu Prokurator Wojewódzki wydawał postanowienie o przedłużeniu tymczasowego aresztowania w stosunku do oskarżonych W stosunku do M. Kuleckiego w dniu 24 września 1985 roku przedłużono areszt do dnia 1 października 1985 roku. W uzasadnieniu podano powody jak w uzasadnieniu aresztowania oraz, że „(…) śledztwa w tej sprawie z uwagi na zlecone ekspertyzy specjalistyczne nie zdołano zakończyć w ciągu trzech miesięcy (…) nie ustały przyczyny, które zadecydowały o tym środku zapobiegawczym”. Wniosek podpisał Prokurator Wojewódzki Tadeusz Chrzan, widnieje również na nim pieczęć wice prokuratora M. Lechowskiego.[3]
Gdy dokonywano aresztowania rodziło się pytanie, jak ma poradzić sobie rodzina zatrzymanego. Odpowiedzi w postaci bezpośredniej pomocy dostarczyli życzliwi ludzie. Wiara, że działają w słusznej sprawie, zjednywała im sympatyków, choć nie obce były również przypadki wrogości. Częste były jeszcze w stanie wojennym przypadki potajemnych zbiórek pieniędzy i przekazywanie ich rodzinom internowanym.[4] W tym przypadku z pomocą pospieszył Mieczysław Woźniak, udzielając pomocy rodzinie M. Kuleckiego, który pozostawił żonę wraz z małoletnimi dziećmi.[5] Przedłużający się areszt z oczywistych względów przyczynił się do pogłębienia niekorzystnej sytuacji materialnej rodzin, wobec czego obrońcy oskarżonych wnieśli w kwietniu 1986 roku o uchylenie aresztu tymczasowego.
Sędzia Sądu Rejonowego M. Gajek przy udziale wice prokuratora rejonowego Sławomira Niemczyka wydał w odpowiedzi na wniosek obrony postanowienie dnia 16 czerwca 1986 roku, w którym wniosku nie uwzględnia i areszt utrzymuje w mocy. W uzasadnieniu sąd podał, że zgadza się, że choć czasowy pobyt w areszcie przedłużył się i ma to z pewnością niekorzystny wpływ na sytuację rodzinną, „to jednak sytuacja ta nie pociąga wyjątkowo ciężkich skutków (…)”. Istotnym czynnikiem w tym względzie według sądu miał być fakt, że termin rozprawy wyznaczono na dzień 02 lipca 1986 roku.[6]
Proces ten zwany potocznie sprawą KOS-a przyczynił się do skomplikowania życia osobistego części oskarżonych. Niektóre zatrzymane kolporterki nie wytrzymywały presji i denuncjowały współoskarżonych. Sprawa była jeszcze bardziej dramatyczna, gdy brat jednego z wielu oskarżonych zeznawał na niekorzyść brata. Było prawdopodobne, że osoba obciążająca własnego brata była dorywczym współpracownikiem SB.[7] W trakcie postępowania procesowego krążyły pogłoski o możliwości zwolnienia wszystkich więźniów do końca 1986 roku. Nawet sędzia prowadzący sprawy stwierdził, że należy wstrzymać się z wyrokiem w związku z taką możliwością.[8]
U jednego z oskarżonych Łucji Pańszczyk zakwestionowano pozycję „Rok 20” M. Kukiela o wojnie polsko-bolszewickiej. Praca ta wydana była w systemie powielaczowym. Zakwestionowana w toku przeszukań w roku 1985 niebawem stała się ogólnie dostępna. Sprawdził to Edward Rzepka rozsyłając pisma z zapytaniem do bibliotek w całym kraju z uzasadnieniem, że wiadomość ta potrzebna jest jako argument w procesie politycznym. Odzew był zdumiewający. Do mecenasa Edwarda Rzepki dzwonili pracownicy bibliotek, instytutów naukowych w różnych, nieraz zaskakujących porach, z zapytaniem jak mogą pomóc. W efekcie w dyspozycji Edward Rzepki znalazł się pokaźny plik zaświadczeń wraz ze stosownymi pieczęciami, że praca M. Kukiela „Rok 20” jest w dyspozycji biblioteki i jako taka jest powszechnie dostępna. E. Rzepka przekazując zaświadczenia argumentował, że przecież o wiele taniej i co ważne, bezpieczniej, byłoby iść do biblioteki i zrobić po prostu kopię tej pracy. Czy zatem fakt, że oskarżeni wykonali ją na powielaczu ma świadczyć na ich niekorzyść. Argument ten wywołał konsternację zarówno sądu jak i oskarżycieli.[9].
[1] Relacje M. Kuleckiego, A. Karysia, S. Gawlika, J. Spolitaka.
[2] Relacja E. Rzepka
[3] Decyzja Prokuratury Wojewódzkiej w Kielcach, Sygn. akt DSN 90/85/KI, kopia w zbiorach autora.
[4] Relacja Tadeusza Wosia
[5] Relacja M. Kuleckiego
[6] Postanowienie Sądu Rejonowego w Kielcach, Sygn. akt II R/1544/85
[7] Relacja kilku osób
[8] Relacja M. Kuleckiego
[9] Relacja E. Rzepki