Komunizm w Chinach

5/5 - (3 votes)

Obecny system w Chinach można zdefiniować jako ciągle specyficznie komunistyczny totalitaryzm. Media chińskie (wg. Wei Jinshenga, chińskiego dysydenta) codziennie powtarzają, że żyjemy w komunizmie, od którego władze nie odstąpią ani na krok.

Pomimo tego, że nastąpiła pewna liberalizacja gospodarki nie jest ona dostępna dla wszystkich. Jest dostępna przede wszystkim dla „skorumpowanych aparatczyków”. Dla nich rzeczywiście gospodarka jest skrajnie liberalna, nawet zbyt liberalna. Jeśli jedna grupa jest absolutnie wolna i ma monopol na władzę, wiąże się to z całkowitym pozbawieniem wolności innych. I tak dzieje się w Chinach. Zasadą wolności są rządy prawa. Przed prawem wszyscy winni być równi, a w Chinach nie ma prawa.

Panuje opinia, że w Chinach można zaobserwować pojawianie się niektórych ekonomicznych wolności: chłopi mogą dzierżawić ziemię na dłuższy czas, co nie było możliwe wcześniej, mogą też korzystać z jej owoców, funkcjonuje duża grupa drobnych przedsiębiorców pracujących na własny rachunek, podnosi się stopa życiowa[1].

Rzeczywistość jest jednak inna. Mianowicie, uprawiana przez chłopów ziemia nie jest ich własnością. Komuniści bardzo podkreślają ten fakt: nie ma prywatnej własności ziemi. Chłopi są tak obciążeni podatkami, że wielokrotnie nie mogą ich spłacić i migrują do miasta. Jest to przyczyna masowego exodusu, który obserwujemy teraz w Chinach. Dziesiątki milionów ludzi opuszcza wsie.

Na całym świecie Chiny ukazywane są jako jedna z nielicznych gospodarek wschodniej Azji nie dotknięta kryzysem. W tym roku Chiny odnotowują wzrost PKB o 7 procent, co nadal jest uznawane za duże osiągnięcie.

Jak twierdzi Wei Jinsheng rząd chiński publikuje fałszywe statystyki. Zresztą standardy funkcjonowania gospodarki na Zachodzie i w Chinach są zupełnie inne, więc nie można ich z sobą porównywać. Nie publikuje się prawdziwych danych dotyczących bezrobocia, które rośnie. Bez pracy pozostaje w Chinach z pewnością więcej osób niż Polska ma ludności. Nie są ujawniane bankructwa kolejnych banków. Skoro jednak kurs pieniądza jest sztucznie utrzymywany, zagraniczni obserwatorzy uznają to za symptom ekonomicznego zdrowia. Tymczasem sytuacja jest gorsza niż w wypadku krajów, które ujawniają symptomy swojej choroby, a więc można próbować poszukiwać środków zaradczych. W Chinach ciężka choroba gospodarki rozwija się w ukryciu[2].

Porównując sytuację w Chinach przed dwudziestu laty i dzisiaj, to można odnotować zmiany na lepsze. Ludzie, którzy odwiedzili Chiny, twierdzą, że powstają nowoczesne miasta, rozwija się przemysł i można zauważyć pozytywne zmiany cywilizacyjne. Są to powierzchowne zmiany. Dwadzieścia lat temu polaryzacja między bogatymi a biednymi była o wiele mniejsza. Władze nie były aż tak skorumpowane jak dziś. Dlatego ich przedstawiciele nie byli tak bogaci. Dziś całym bogactwem Chin dysponuje grupa kilkudziesięciu tysięcy ludzi, podczas gdy wiele dziesiątków milionów wegetuje na skraju nędzy. Tymczasem to przedstawicieli elity spotykają zachodni turyści w świeżo budowanych, nowoczesnych centrach miejskich; ludzi, których stopa życiowa jest wyższa niż przeciętnego obywatela Zachodu. Turyści nie kontaktują się z ponad miliardem ludzi, którzy nie zawsze mają co jeść.

Również pozornie zwiększyła się wolność słowa i nieingerowania w życie prywatne. Władze nie potrafią już kontrolować całości życia społecznego, jak robiły to wcześniej, ale nie jest to efekt zmiany ich koncepcji, lecz utraty możliwości. Jest to konsekwencja narastającego niezadowolenia i oporu. Jeżeli nie wszyscy niepokorni trafiają do więzienia, to dlatego, że nie ma wystarczająco wielkiego więzienia, które by ich pomieściło. Gdy aresztowano Wei Jinshenga, chińskiego dysydenta zapytał policjantów, dlaczego nie aresztuje się tylu innych nieposłusznych ludzi? Policjanci odpowiedzieli, że robią to samo, co w latach pięćdziesiątych, aresztują przeciwników rządu, ale nie potrafią już wyłapać wszystkich. Nie świadczy to o tym, że zaczyna się respektować prawa człowieka, ale że zmniejszają się możliwości władzy. Gdyby mogli aresztować wszystkich przeciwników – zrobiliby to.

Skala represji jest taka sama, tylko ich charakter się zmienił. Można powiedzieć, że niekiedy są one gorsze niż dawniej. Czy miliony ludzi zmuszanych do porzucania swoich mieszkań, tułających się bez pracy, stałego miejsca pobytu i środków do życia nie są poddane represjom?

Władze chińskie twierdzą, że przygotowują się do zasadniczych ekonomicznych reform albo w każdym razie mówią o tym. Przewidują nawet prywatyzację przemysłu ciężkiego. Licząc się z trudnościami, zaczynają się również zastanawiać nad zmianami modelu zarządzania, a nawet demokratyzacją.

We wszystkich oficjalnych dokumentach i wypowiedziach ze strony rządzących podkreśla się, że celem reform ekonomicznych jest wzmocnienie władzy partii komunistycznej. W tym sensie sytuacja nie zmieniła się od czasów Deng Xiaopinga czy nawet Mao Tse-tunga.

Można mieć nadzieję, że jeśli komuniści uwłaszczą się dzięki reformom, to i system się zmieni. Będzie to nadal dyktatura, ale już nie komunistyczna. Może jest to jakaś perspektywa dla Chin, rodzaj ewolucji w kierunku autorytarnego systemu, jaki jeszcze niedawno funkcjonował w Korei Południowej czy na Tajwanie, a dopiero potem – tak jak i w tamtych krajach – stopniowa demokratyzacja w Chinach. Jest to jednak mało prawdopodobne, ponieważ chińscy komuniści nigdy nie przyjmą jako zasady prawa do swobodnego dysponowania przez obywateli własnością.

Komuniści mają pełną władzę i kontrolę nad wszystkim w kraju. Prywatna własność nie jest im do niczego potrzebna. Prywatna własność i cyrkulacja pieniądza musiałyby doprowadzić do pojawienia się konkurencji, a komuniści nie chcą konkurencji. To tylko niektórzy zachodni politycy uporczywie poszukują symptomów ich przepoczwarzania się, gdy tymczasem chińscy komuniści podkreślają na każdym kroku: „nie będziemy się zmieniać, na zawsze pozostaniemy komunistami”, a zachodni politycy twierdzą: „zobaczcie, oni nie są już komunistami”.

W Chinach nie dostrzega się jakichkolwiek objawów ewolucji polegającej na przemianie totalitarnego komunizmu w reżim autorytarny a później poszukiwaniu innych metod sprawowania władzy i uznaniu, że pieniądz jest wygodniejszą i bezpieczniejszą formą egzekwowania władzy, co ma w rezultacie doprowadzić do demokracji.

Zresztą 200-300 mln głodujących Chińczyków nie będzie w stanie spokojnie znosić kolejnej dyktatury w oczekiwaniu lepszych czasów. Nie będą w stanie przetrwać kolejnego reżimu, uspokajając się nadzieją na jego demokratyzację. Komunistyczny totalitaryzm trwał zbyt długo i ludzie stracili już cierpliwość. Nie można zaprojektować historii jakiegokolwiek kraju. Stopniowego przekształcania się komunizmu w autorytarny system, aby później stopniowo się demokratyzować. Zachodni politycy wyobrażają sobie, że są w stanie przewidzieć takie modelowe rozwiązania, a historii nie da się zaplanować[3].

Na skutek utraty cierpliwości przez mieszkańców można spodziewać się wybuchu rewolucji. Nie jest to dobry sposób na obalenie komunizmu w Chinach, ponieważ może nastąpić eksplozja społeczna, która może doprowadzić do fatalnych konsekwencji w postaci rozpadu kraju na zwalczające się dyktatury i wielkiego rozlewu krwi.

Powyższy scenariusz jest bardzo prawdopodobny, ponieważ jeśli komuniści chińscy przeciwstawią się jakimkolwiek reformom, a zachodni politycy nie będą wspierali sił reformatorskich, jak dzieje się to obecnie, eksplozja jest możliwa.


[1]Wildstein B., Przyjaciele Tybetu, Wprost. 25 10. 1998

[2] Wildstein B., Przyjaciele Tybetu, Wprost. 25 10. 1998

[3] Wildstein B., Przyjaciele Tybetu, Wprost. 25 10. 1998

Państwo totalitarne

5/5 - (4 votes)

Państwo totalitarne charakteryzuje m.in.:

1) autokratyzm,

2) powszechna indoktrynacja za pomocą centralnie kierowanej propagandy,

3) całkowite podporządkowanie społeczeństwa przez wprowadzenie systemu kontroli policyjnej opartego na terrorze,

4) uniformizacja (ujednolicenie) form życia społeczeństwa,

5) wprowadzenie monopolu oficjalnej ideologii,

6) zmonopolizowanie władzy państw, która jest skupiona w rękach jednej partii (np. partii komunistycznej) lub masowego ruchu politycznego (np. faszystowskiego),

7) centralne sterowanie gospodarką.

Państwo totalitarne odrzuca idee demokracji i wszelkie przejawy pluralizmu, a interes państwa i jego cele dominują nad interesem jednostki i jej życiem osobistym. W stosunkach międzynarodowych dąży do stałego rozszerzania stref swoich wpływów.

Totalitaryzm system organizacji państwa polegający na ingerencji władz we wszystkie dziedziny życia politycznego, społecznego i kulturalnego oraz na sprawowaniu nad nimi kontroli

Totalitaryzm jest charakterystyczny dla XX-wiecznych reżimów dyktatorskich system rządów dążący do całkowitego podporządkowania społeczeństwa państwu za pomocą monopolu informacyjnego i propagandy, oficjalnej ideologii państwowej obowiązującej obywateli, terroru tajnych służb, masowych monopartii; twórcy teorii totalitaryzmu podkreślają strukturalne podobieństwa państw faszystowskich i komunistycznych.

Totalitaryzm (łac. totalis – cały, całkowity), to forma sprawowania rządów, a zarazem uzasadniająca ją teoria, która polega na całkowitym podporządkowaniu, jednostki i wszelkich przejawów życia społecznego  władzy państwowej, wskutek czego człowiek staje się jedynie funkcją  państwa lub społeczeństwa. Totalitaryzm jawi się tedy jako całkowite zaprzeczenie indywidualistycznego – liberalizmu, głoszącego z kolei absolutną suwerenność jednostki wobec społeczeństwa.

Cechą ustroju o charakterze totalitarnym jest wykluczający wszelką  demokrację bezwzględny autorytet władzy naczelnej, a realizowane przez tę władzę cele stają się celami wszystkich legalnie działających organizmów społecznych. Stąd też niemożliwe jest istnienie jakichkolwiek niezależnych od władzy  struktur pośrednich. Władza w takim ustroju sprawowana jest poza wszelką kontrolą prawną, a odgórnie narzucony przymus w stosunkach państwo-obywatel łamie szereg podstawowych  praw człowieka. W ustroju totalitarnym istnieje jedna, oficjalna opinia publiczna, co staje się możliwe wskutek ograniczenia  wolności myśli i słowa. Środkiem urabiania tej opinii jest zawsze jakaś  ideologia, która przez całościową i jedynie „prawdziwą” interpretację rzeczywistości zmierza do opanowania umysłów wszystkich obywateli. Przykładem ustroju o charakterze totalitarnym może być  faszyzm lub komunizm.

XX stulecie przyniosło wydarzenia, które okazały się być jednymi z najbardziej tragicznych w dziejach ludzkości. Wydaje się, że to właśnie totalitaryzm, generujący zbrodnicze postępowanie władzy państwowej, jest jedną z głównych przyczyn cierpienia milionów ludzi podczas dwóch wojen światowych (obozy koncentracyjne, planowe eksterminacje ludności na wielką skalę, miliony ofiar zbrodni komunizmu i faszyzmu). Historia pokazuje, że ustrój totalitarny jest wielkim niebezpieczeństwem dla człowieka, nie tylko ze względu na dokonywane zbrodnie, lecz również z powodu zagrożenia, jakie niesie dla duchowo-intelektualnego życia człowieka. Przyczyny istnienia w danym państwie ustroju totalitarnego były w zależności od miejsca i czasu różnorodne. Zwykle pojawiał się człowiek lub grupa ludzi, którzy byli przekonani, iż realizowana przez nich ideologia zbawi człowieka i świat, w zależności od uwarunkowań społeczno-politycznych.

Natomiast sposób funkcjonowania, metody działania grupy rządzącej w państwie totalitarnym były bardzo podobne. Jedną z elementarnych cech takiego państwa jest wszechobecność we wszystkich dziedzinach życia społecznego, dla realizacji stawianych celów. Państwo kontroluje obywateli, począwszy od ich działań gospodarczych, obywatelskich, po życie osobiste. Dobrze widoczne jest to w sferze kultury, która jako oddziałująca na człowieka, jest wykorzystywana w programie powszechnej indoktrynacji, prowadzonej w celu zapewnienia akceptacji dla działań władzy. Przykładem tego typu działań jest chociażby ideologizacja historii i nauki, tak, aby uzasadniały istnienie systemu totalitarnego z jego ideologią. W państwie totalitarnym interes państwa dominuje nad interesem jednostki, władza jest zmonopolizowana przez jedną partię, a działalność innych jest zakazana; najmniejsze próby działalności opozycyjnej są dławione przez niezwykle rozbudowany aparat policji politycznej, stosującej terror psychiczny i fizyczny. Państwo totalitarne działa tak, aby wszelkimi dostępnymi metodami podporządkować sobie obywateli.

Dynamika potrzeb i ich parcie ku temu by znaleźć ujście jest potrzeba ludzkiej natury. Sprawia ona, że w sztucznym systemie totalitarnym kreuje się samoczynnie „drugi świat”[1].

Taki świat opisuje P. Moczydłowski. Życie w więzieniu jest tam przedstawione jako seria swoistych układów społecznych między więźniami oraz miedzy więźniami i funkcjonariuszami. Podkultury więźniów, rytuały, respektowane przez społeczność więzienną układy między więźniami i funkcjonariuszami – wszystko to stanowi druga stronę umacniającą instytucję totalną[2].

W systemie totalitaryzmu taka rolę „drugiego życia” odgrywa np. powszechna korupcja, fałszywe planowanie i sprawozdawczość, walki ferakcyjne w partiach komunistycznych[3]. Pogórecki A. określa „drugie życie” jako „brudna wspólnotę”, gdy bezwzględnie postrzegana lojalność określonej grupy ludzi opiera się na nielegalnej wymianie usług i wzajemnej wiedzy o nadużyciach „partnerów”[4].


[1] Świda – Ziemba H, Człowiek wewnętrznie zniewolony….., op.cit., s. 70

[2] Moczydłowski P., Drugie więzienne życie, Wydaw. Prawnicze, Warszawa 1991

[3] Świda – Ziemba H, Człowiek wewnętrznie zniewolony….., op.cit., s.71

[4] Podgórecki A., Społeczeństwo polskie, Wydaw. Wyższej Szkoły Pedagogicznej, Rzeszów, 1995, s.92

Stosunek władz PRL do duchownych

5/5 - (3 votes)

Wśród aktywnych animatorów życia społecznego znajdowali się przedstawiciele duchowieństwa. Większość kapłanów umiarkowanie podchodziło do działalności społecznej. Byli jednak i tacy, którzy otwarcie przyznawali się do swych przekonań i potwierdzali je swoim zaangażowaniem.

Ks. Marek Łabuda wraz z ks. Andrzejem Wilczyńskim kierowali protestem młodzieży szkolnej we Włoszczowie w roku 1984. Uczniowie Zespołu Szkół Zawodowych we Włoszczowie 1 grudnia tego roku przyszli jak zwykle do szkoły. Zajęcia w szkole rozpoczynały się o godzinie 815. Uczniowie przynieśli ze sobą drewniane krzyże z zamiarem zawieszenia ich w salach lekcyjnych. Chcąc uzyskać zezwolenie udali się w tym celu do gabinetu dyrektora szkoły, który negatywnie odniósł się do tego pomysłu. Nakazał udanie się do sal lekcyjnych i normalne odbywanie zajęć. W klasach uczniowie mimo wszystko powiesili krzyże. Tego samego dnia krzyże zostały usunięte ze szkoły. W dniu następnym, tj. w niedzielę 2 grudnia, w czasie wywiadówki powiadomieni zostali o tym fakcie rodzice.

W poniedziałek 3 grudnia 1984 roku uczniowie odmówili przystąpienia do zajęć. Zebrało się na IV piętrze szkoły około 700 uczniów, więc większość (szkoła kształciła 750 uczniów). Wznoszone były okrzyki wzywające do oddania zajętych krzyży. Do uczniów przemawiał dyrektor oraz przedstawiciele władzy administracyjnej szczebla wojewódzkiego. Gdy około godziny 1200 tego dnia powiadomiony został proboszcz miejscowej parafii, wkrótce zjawiło się w szkole 4 księży. W szkole śpiewano pieśni religijne. Następnie Marek Łabuda i Andrzej Wilczyński zostali na miejscu, przemówieniami podtrzymując uczniów na duchu. Dyrektor miał wielokrotnie wzywać księży do opuszczenia budynku. Cały protest trwał od 3 do 16 grudnia 1984 roku. Prokurator Rejonowy A. Busiakiewicz skierował w związku z tym akt oskarżenia do sądu zarzucając im przestępstwo z art. 282 § 2 kk.[1]

Ks. Marek Łabuda sowim postępowaniem na długi okres naraził się władzy. Był aktywny, pełen oddania dla miejscowej młodzieży. Jego prawość powodowała, że to wokół niego organizowało się środowisko. To uwarunkowało ciągłą obserwację przez odpowiednie służby. Najścia na niego, posunięte do daleko idącej agresji, nasiliły się. Na początku 1988 roku został dwukrotnie pobity w Warszawie. Gdy przebywał 6 kwietnia w okolicach dworca PKP oczekując na pociąg do Warszawy, podszedł do niego mężczyzna pytając o godzinę, w tym momencie poczuł, że ma mokrą twarz i stracił przytomność. Całe zdarzenie miało miejsce o godzinie 2100, następnie obudził się na ławeczce na Krakowskich Plantach o godzinie 500. Był w fatalnej kondycji psychicznej[2] Sprawa M. Łabudy była złożona. Nie ulega wątpliwości, że był osobą kłopotliwą dla władz. Trudno natomiast ustalić stosunek Kurii do jego osoby. Przypuszczać można tylko, że jego wyjazd na misję z pewnością uchronił go od dalszych tego rodzaju kłopotów. Pojawiły się twierdzenia, że ze strony świeckich pracowników Kurii wypowiadane były o nim niepochlebne opinie. Wypowiedzi te miały sugerować, że ks. Marek sam szuka kłopotów zanadto interesując się polityką.[3]

Sprawę ks. Łabudy należałoby rozpatrywać w szerszym kontekście sytuacji innych niepokornych księży. Dlaczego ataki nieznanych sprawców nasiliły się właśnie w latach 1988-89? Dlaczego zginął ks. Zych? Dlaczego niektórych księży władze kościelne przesuwały na stanowiska np. przy pełnieniu posługi na cmentarzach. Znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego tak się działo, zwłaszcza na początkach 1989 roku, z pewnością nie będzie łatwo.[4]

Władze PRL, będące komunistyczne, miały bardzo negatywny stosunek do duchownych, uważając ich za przedstawicieli konserwatywnych i reakcyjnych sił, które przeszkadzały w budowaniu komunistycznego społeczeństwa. Władze PRL dążyły do sekularyzacji społeczeństwa, czyli odsunięcia religii od życia publicznego i ograniczenia wpływu kościołów na społeczeństwo.

W celu osiągnięcia tego celu, władze PRL stosowały różne metody, takie jak prześladowanie duchownych, ograniczanie działalności kościołów, naciskanie na duchownych, aby występowali przeciwko kościołom oraz propagowanie ateizmu.

Kościoły i duchowni byli szczególnie prześladowani w czasie tzw. „małej stabilizacji” lat 50-tych, kiedy to wiele kościołów zostało zamkniętych, a wielu duchownych aresztowanych lub skazanych na więzienie. Nacisk na Kościół trwał przez cały okres PRL-u. Władze komunistyczne nie miały tolerancji dla jakiejkolwiek formy oporu wobec ich władzy i byli skłonni do represji wobec wszystkich, którzy im się sprzeciwiali, w tym również duchownych.


[1] Decyzja Prokuratury Rejonowej, nr D.1242/84 Akt oskarżenia, kopia w zbiorach autora.

[2] „NURT” 1988, nr 17.

[3] Tamże.

[4] „Busola”, 1986, nr 11 – w zbiorach autora.

Represje w PRL

5/5 - (4 votes)

Przepływ informacji w 1987 roku w środowisku opozycyjnym był już bardziej swobodny. Działacze, którzy obrali sobie za cel działalność interwencyjną, zbierali przykłady nie tylko jaskrawego łamania prawa, ale również interesowali się sytuacjami, które budziły niezadowolenie społeczne. Trudno dociekać dzisiaj, kto przekazał taką informację. Ludzie oburzali się na fakt dorabiania poprzez tzw. ”fuchy” w zakładach pracy. Pracownicy byli urażeni sposobem podziału nagród. Nie zawsze wkład pracy liczył się najbardziej, często ważniejszy był układ towarzyski bądź tak zwana działalność społeczna.[1] W prasie podziemnej oprócz omawiania spraw ogólnokrajowych znalazły miejsce informacje dotyczące życia codziennego. Odnotowano, że w Liceum Ogólnokształcącym im. Juliusza Słowackiego w Skarżysku-Kamiennej brakowało opału, wobec czego lekcje odbywają się w temperaturze około 5˚C. Brak wizji rozwiązania tego problemu zmusił młodzież do protestu. Naukę w tej szkole przerwano na dwa dni.[2]

Eugeniusz Tokarzewski pełniący funkcję kierownika internatu w Skarżysku napiętnowany za „szczególną gorliwość w tropieniu krzyżyków, medalików i obrazków religijnych.” Modlenie się wg niego szczególnie utrudnia innym naukę własną i wypoczynek. Fakt ten uznano za bulwersujący, tym bardziej, że Tokarzewski będąc wcześniej nauczycielem na wsi uchodził za gorliwego katolika.[3].

Ważną sprawą było rozpracowanie kanałów, którymi informacje przedostawały się do SB. Środowisko opozycyjne wzięło pod lupę dyrektora RPGM w Skarżysku-Kamiennej pana Pochcia. Miał on organizować brygadę szklarzy, ślusarzy i hydraulików, którzy obok napraw w mieszkaniach lokatorów mieli za zadanie również prowadzenie potajemnych przeszukań oraz nakłaniania mieszkańców do rozmów na określone tematy celem zdobycia informacji.[4] Bazą takiej brygady miał być lokal przy ul. Prusa 3 w Skarżysku-Kamiennej. Natomiast punkt kontaktowy SB miał mieścić się przy ul. Konstytucji 3-go Maja nr 32/14. Opozycjoniści ustalili, że właśnie tam funkcjonariusze Fijałkowski, Terlecki i Gibaszewski spotykali się ze swoimi informatorami.[5]

Dyrektor Pocheć wykazywał się dosyć nietypowymi pomysłami. Na przykład, gdy do bloku nr 35 na ul. 1000-lecia chciano doprowadzić gaz, a jednym z warunków było wykonanie przez lokatorów rowu, w którym miały być umieszczone rury. Mieszkańcy spełnili ten warunek. Pocheć swoim zarządzeniem nakazał, aby pracownicy fizyczni i umysłowi RPGM w czynie społecznym zasypali ten rów w dniu 30 kwietnia 1987 roku.[6]

Wykorzystywanie pracowników remontowych było stosowaną formą inwigilacji. Jako przykład posłużyć może sprawa Romana Sosińskiego, mieszkańca Warszawy, który kilka dni był nieobecny w mieszkaniu. W tym czasie niespodziewanie nastąpiła awaria. Aby ją usunąć sforsowano drzwi mieszkania. Po usunięciu awarii instalacji wodnej, rozejrzano się dokładnie po mieszkaniu. Po powrocie R. Sosińskiego wezwano go do Pałacu Mostowskich. Dowiedział się , że „bez wymaganego zezwolenia posiadał w mieszkaniu zakazane książki”. Kolegium 23 lutego 1987 roku ukarało R. Sosińskiego grzywną 25 tysięcy złotych.[7]

Środowisko opozycyjne istniało również w Busku-Zdroju. W latach 1985-86 wydano tu pismo ulotne pt. „Busola”. Robiono to w formie maszynopisu, którego wydano kilkanaście egzemplarzy. Zastanawiano się w nich nad kierunkiem polityki państwa, dyskutowano rachunek zysków i strat, poruszono sprawy aktualne, nieprawidłowości podczas przesłuchań, jak np. Pawła Dudkiewicza, któremu podczas przesłuchania 3 grudnia 1985 roku grożono pobiciem, wymuszając utrzymanie w tajemnicy tego przesłuchania.

Represje niekoniecznie polityczne ukazywano jako przykłady ignorancji w wykonywaniu obowiązków. Potępiano podobne oskarżenia.[8]


[1] „NURT” 1987, nr 8/87, s.3.

[2] Tamże.

[3] Tamże.

[4] „NURT” 1987, nr 9/87, s.6.

[5] „NURT” 1987, nr 9/87, s.6.

[6] Tamże.

[7] „KOS” 1987, nr 5(113), s.6.

[8] „Busola”, 1986, nr 11 – w zbiorach autora.

Aresztowania działaczy Solidarności

5/5 - (4 votes)

Funkcjonariusze MO pełniący służbę patrolową w dniu 12 października 1985 roku w pobliżu punktów wyborczych na osiedlu Karczówka w Kielcach, mieli zauważyć plakaty anty-wyborcze, a po pewnym krótkim okresie czasu zobaczyli dwóch mężczyzn, którzy rozbiegli się na ich widok.

Funkcjonariusze ruszyli w pościg, do którego przyłączył się funkcjonariusz SB Stanisław Wójcik. Pościg, w trakcie którego użyto broni palnej, okazał się skuteczny, zatrzymano bowiem Mariana Trzpiota, 34-letniego technika mechanika zatrudnionego w Kieleckiej Fabryce Pomp – wcześniej nie karanego. Pobitego dotkliwie przewieziono na komisariat. Ponieważ nie znaleziono przy nim żadnych materiałów obciążających, a on odmawiał przyznania się do winy, przedstawiono mu więc zarzut czynnej napaści na funkcjonariuszy MO, czyli art. 234 § 1 kk,[1] co było zagrożone karą od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności.

Upieczono w ten sposób dwie pieczenie przy jednym ogniu, tak bowiem tłumaczono obrażenia na ciele zatrzymanego. W czasie rozprawy sądowej, świadkami oskarżenia byli funkcjonariusze, którzy dokonali zatrzymania. Ich zeznania różniły się jednak od siebie. Każdy postawił swoją, zupełnie odmienną wersję zdarzeń. Zeznali, że oskarżony schwytany został, gdy przeskakiwał przez płot i stąd właściwie te obrażenia. Na kolejnej rozprawie w dniu 29 stycznia 1986 roku zeznawał funkcjonariusz SB Stanisław Wójcik, który przedstawił jeszcze inną wersję. Prokurator zażądał 3 lat pozbawienia wolności. Adwokat oskarżonego E. Rzepka, uwypuklając rażące jego zdaniem sprzeczności w zeznaniach i uznając materiał dowodowy za wątpliwej jakości, zażądał uniewinnienia Mariana Trzpiota.

Sąd Rejonowy w Kielcach, pod przewodnictwem sędziego Zarzyckiego, skazał M. Trzpiota na karę 1 roku i 6 miesięcy pozbawienia wolności z zawieszeniem na 4 lata i 200 tysięcy złotych grzywny. Sędzia w trakcie procesu tłumaczył publiczności, że jest to proces typowo kryminalny, natomiast funkcjonariusze SB mieli za złe niektórym przesłuchiwanym przez siebie osobom uczestnictwo w procesach politycznych.[2]

W innym procesie przed Sądem Rejonowym w Kielcach 7 lutego 1986 roku rozpoczęła się sprawa, która dotyczyła posiadania ulotek nawołujących do bojkotu wyborów do rad narodowych w roku 1984. Składowi orzekającemu przewodniczył sędzia K. Marcinkowski, w skład wchodzili ponadto J. Kwa-śniewski i A. Mucha. Prokurator Hajdenracki z Prokuratury Rejonowej oskarżał w tym procesie Zdzisława Zająca z art. 282 § 1 k.k., żądając dla niego kary 1,5 roku pozbawienia wolności z zawieszeniem na 4 lata oraz na 90 tysięcy grzywny. Z. Zając nie przyznał się do winy, twierdząc, że paczek, które ktoś dał mu na przechowanie nie rozpakowywał, więc nie mógł wiedzieć, co się w nich znajduje. Obrońca Z. Ujazdowski wniósł o uniewinnienie z powodu znikomej szkodliwości społecznej czynu. Ostatecznie jednak sąd skazał Z. Zająca na 1 rok pozbawienia wolności z zawieszeniem na 4 lata oraz na 100 tysięcy grzywny. Karę pozbawienia wolności oskarżony zaliczył przebywając w areszcie w czasie trwania procesu.[3]


[1] „Kto dopuszcza się czynnej napaści na funkcjonariusza Milicji Obywatelskiej lub innego organu powołanego do ochrony porządku i bezpieczeństwa publicznego, w związku z pełnieniem obowiązków służbowych, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat.” Kodeks Karny op. cit., s.80.

[2] Prawo i Bezprawie, 1986, nr 1, s.11; „Tygodnik Mazowsze”, 1986, nr 157, s.3; Pismo ulotne: Meldunek Parafii Rzymskokatolickiej Przemienienia Pańskiego w Kielcach; Relacja E. Rzepki w zbiorach autora..

[3] Prawo i bezprawie, 1986, nr 1, s.11.