Działacze opozycyjni z Kielc w okresie PRL

5/5 - (1 vote)

Znaleziono też „Informację Solidarności” nr 121 i 123, broszurę pt. „Pełnomocnik”.[1]. J. Stępnia wyprowadzono z domu, aby dopiero w samochodzie powiedzieć mu, że jest zatrzymany. Choć decyzja co do tego została podjęta dużo wcześniej. Tym samym uniemożliwiono mu przygotowanie się do spędzenia długiego okresu w areszcie. Dopiero następnego dnia prowadzono przesłuchania J. Stępnia w charakterze świadka. W kolejnym dniu tj. 1 maja około godziny 1400 wyjaśniono, że nastąpiło to, ze względu na mające się odbyć w tym dniu nielegalne manifestacje. Przebywanie w areszcie odmierzone było jak gdyby z zegarkiem w ręku, bo zwolnienie nastąpiło o godzinie 2200 1 maja 1983 roku. Wice prokurator Kazimierz Binkowski podpisał zatwierdzenie przeszukania wystawione przez Komendę Wojewódzką MO w Kielcach Nie wysilił się przy tym zbytnio. Całe bowiem uzasadnienie zawierało się w słowach: „Przeszukanie uzasadnione było okolicznościami sprawy.”[2]

J. Stępień był przed 1980 rokiem sędzią orzekającym w sprawach cywilnych. Napisał więc elaborat do prokuratora wojewódzkiego, w którym zawarł twierdzenie, że zatrzymanie było bezprawne. Uzasadnił, że nie dotyczyły go przepisy o tzw. zatrzymaniu prewencyjnym, bowiem art. 206 kpk nie zezwala na zatrzymanie na podstawie przypuszczenia, że dana osoba popełni przestępstwo w przyszłości.[3]

Sugestii, że MO złamało prawo dowodzi fakt, że polskie prawo przewiduje możliwość zatrzymania w przypadku, jeżeli istnieje uzasadnienie przypuszczenia, że osoba podejrzana popełniła przestępstwo i jeśli zachodzi uzasadniona obawa ukrycia się tej osoby lub zatarcia śladów. W stosunku do J. Stępnia nie toczyło się żadne postępowanie przygotowawcze, w areszcie przesłuchano go tylko w charakterze świadka, nie był więc osobą podejrzaną. W liście wskazał oczywiście artykuł nakazujący zwolnienie, jeśli ustanie przyczyna zatrzymania i nadmienił, że taka sytuacja miała miejsce.[4]

Po miesiącu otrzymał odpowiedź z prokuratury. Próżno doszukiwać się w niej jakiegokolwiek cienia skruchy. J. Stępień otrzymał uzasadnienie działań, których był uczestnikiem z podkreśleniem faktu, że przeszukania mogą być prowadzone u każdej osoby. Ponieważ Prokuratura Rejonowa w tym czasie prowadziła w Kielcach śledztwo w sprawie rozpowszechniania fałszywych wiadomości, które to powierzyła MO, więc prokurator nie doszukuje się jakiegokolwiek złamania prawa.[5]

Działacze opozycyjni z Kielc postanowili w pewnym momencie zamanifestować władzy swoją obecność. Nadarzała się dobra okazja. Zbliżało się święto 1-go maja 1987 roku i postanowiono zorganizować kontr-pochód. Długo omawiano sposób jego przeprowadzenia. Podejrzewano, że jeśli o takiej akcji będzie wiedzieć dwadzieścia osób, to SB również będzie o wszystkim dokładnie poinformowane. W kwestie organizacyjne początkowo wtajemniczonych było niewiele osób.[6] Sam pomysł kontr-pochodu powstał prawdopodobnie w relacji między Stanisławą Gawlik a Andrzejem Karysiem.[7]

Zastanawiano się nad treścią napisu na transparencie. Treść miała spełniać dwa podstawowe zadania, jednocześnie nie mogła ostentacyjnie informować, że jest to kontr-pochód. Organizatorzy obawiali się, że byłoby to bezpośrednim pretekstem do brutalnej interwencji milicji. Jednocześnie miał być znakiem dającym do myślenia. Wybrano słowa piosenki „O cześć wam panowie magnaci, z naszą niewole kajdany”, wpisując tylko „O cześć wam” w dalszej części ustawiono nawias kwadratowy, widoczny znak ingerencji cenzora z ustawową formułą, tj. Urząd Kontroli Publikacji i Widowisk. Miało to mieć wydźwięk ironiczny, określający działania władz, jako śmieszne, bo ingerujące w treść piosenki lubianej przecież przez komunistów. Dwuznaczna niejako treść miała więc manifestować istnienie opozycji w Kielcach, a jednocześnie nie dostarczać argumentu obciążającego uczestników.[8]

Jerzy Spolitak przygotował transparent o uzgodnionej wcześniej treści, wykonał również drabinę, która miała być przydatna do wejścia na kiosk „RUCH-u”. Uzgodniono, że punktem, w którym spotkają się uczestnicy kontr-pochodu będzie zegar wiszący na budynku dyrekcji PKP przy ul. Buczka. Zegar miał bardzo istotne znaczenie ze względu na synchronizację czasu, gdyż zegarki uczestników mogły się spieszyć lub późnić. Uzgodniono, że gdy wybije godzina X wszyscy wskoczą w lukę miedzy maszerującymi kolumnami. Pozostawała do uzgodnienia kwestia uczestnictwa. Wiele osób obiecywało, że na pewno będą obecni. Inni otwarcie oświadczyli, że chcą działać tylko w granicach prawa i nie będą obecni.[9]

Niektórzy przekonani byli, że jeśli nie zostaną zatrzymani w czasie marszu, to milicja nie omieszka uczynić tego po akcji bez zbędnego spektakularyzmu.[10]

W myśl takiego przekonania, co przezorniejsi uczestnicy zabrali podstawowe środki higieny osobistej, jak szczoteczka do zębów itp. Na wszelki wypadek Stanisława Gawlik zarzuciła marynarkę tylko na ramiona. Gdyby w ostatniej chwili ktoś próbowałby ją zatrzymać, to zostałoby mu w rękach tylko ubranie. Do końca obawiano się prowokatorów, którzy zniszczyliby całe przedsięwzięcie. Przypuszczano, że jeśli ludzie zorientują się, że idzie opozycyjna manifestacja sami zaczną się spontanicznie przyłączać.[11]

Atmosfera niepewności mieszała się z poczuciem misji do spełnienia. Każdy po wyjściu z domu musiał kluczyć po mieście ulicami, aby zgubić śledzących go funkcjonariuszy. Gdy nadarzyła się okazja, o umówionej porze, w jakiś czasie po rozpoczęciu pochodu w Kielcach, rozpoczął się pochód opozycjonistów. Na ulicach znalazło się sześć osób, które rozwinęły transparent i maszerowały w kierunku trybuny. Po chwili do ucze-stników dołączył się siódmy z flagą. Mimo wcześniejszych licznych zapewnień tylko te kilka osób utworzyło kolumnę.[12]

Przed nimi szła szkoła, gdy zorientowali się co jest grane znacznie przyspieszyli, za nimi również stali uczniowie, którzy z kolei zostali zatrzymani. Mieszkańcy domów przy ulicy Buczka obserwując przemarsz ze swoich okien zaczęli bić brawo. Niestety nikt spontanicznie nie przyłączył się do grupy. W pewnym momencie dziennikarze zaczęli robić zdjęcia. Gdy przechodzili pod trybuną prezenter spoglądając na kartkę wypowiedział zdanie: „A teraz Proszę Państwa idą, idą, idą…”, zaciął się powtarzając ostatni wyraz. Widać było konsternację.[13]

Nie zorientowano się o co chodzi. Sądzono początkowo, że maszerują pracownicy Urzędu Kontroli Publikacji i Widowisk. Po przemaszerowaniu w kontr-pochodzie Zbigniewa Krajewskiego, Feliksa Zagrodzkiego. Stanisławy Gawlik, Andrzeja Karysia, Marii Trzpiot, Stanisława Wijasa i Mariana Kozłowskiego[14] nikt z nich nie został zatrzymany. W kilka chwil później wszyscy spotkali się w mieszkaniu J. Spolitaka. Obchody 1 maja 1987 roku już wtedy uznano za udane. Okazało się bowiem, że można zrobić coś takiego i konsekwencje ze strony władzy nie będą wyciągnięte. To był sukces. Inna kwestia to ta, że w zasadzie każda z tych osób biorąc udział w kontr-pochodzie utożsamiana była wewnątrz tej grupy z inną orientacją polityczną.[15]

Kozłowski postrzegany był jako działacz KPN, Stanisława Gawlik tworzyła KIiP, Andrzej Karyś to działacz KOS, Maria Trzpiot i S. Wijas związani byli z „Solidarność Walczącą”. Mimo tego ich drogi krzyżowały się i potrafili zjednoczyć się w takiej formie. Andrzej Karyś wspomina, że czytając po 1989 roku stenogramy z narad milicji zrozumiał, jakie w 1987 roku musiało panować zdenerwowanie w kręgach dowódczych. Wg. Karysia podjęto nieoficjalną decyzję, aby tym osobom osoby służby ścigania dały spokój. Stwierdzono bowiem, że byli to desperaci, którzy nie boją się władzy.[16]


[1] Pokwitowanie z konfiskaty KWMO w Kielcach z dnia 29 kwietnia 1983, kopia w zbiorach autora.

[2] Pismo Nr RSD 9/83 KW MO w Kielcach, kopia w zbiorach autora.

[3] Pismo do PW. op. cit.

[4] Tamże.

[5] Pismo Prokuratury Wojewódzkiej w Kielcach Nr DSN 173/83/KI, kopia w zbiorach autora.

[6] Relacje Stanisławy Gawlik w zbiorach autora.

[7] Relacja J. Spolitaka w zbiorach autora.

[8] Relacja A. Karysia w zbiorach autora

[9] Relacje J. Stępnia w zbiorach autora.

[10] Relacja S. Gawlik w zbiorach autora.

[11] Relacje S. Gawlik w zbiorach autora.

[12] Relacja A. Karysia w zbiorach autora.

[13] Relacja S. Gawlik w zbiorach autora.

[14] „Gazeta Wyborcza” 1996, 30 kwietnia-3 maja.

[15] Relacje A. Karysia, S. Gawlik, J. Spolitaka w zbiorach autora.

[16] Relacja A. Karysia w zbiorach autora.

Wybuch Solidarności

5/5 - (1 vote)

„Wybuch Solidarności” – bo tak przecież można nazwać jej powstanie, zrodziło przekonanie o fenomenie społecznym. Już wtedy funkcjonował mit, mówiący, iż władza nikogo „nie ruszy”. (Niestety zaprzeczeniem tych opinii było wprowadzenie stanu wojennego  i prześladowania opozycjonistów). Po wprowadzeniu stanu wojennego wiele rzeczy uległo zmianie. Tak jak każdy ideał czy mit, Solidarność współuczestniczyła w lepszych lub mniej dla niej korzystnych wydarzeniach. Jej działalność i spontaniczność przechodziła różne etapy (malała lub wzrastała).  Z interpretacji kronikarzy wynika, iż wcześniejsze działania solidarnościowe były bardziej spontaniczne. Dzięki temu powstało pewne wyobrażenie, które z czasem ciężko było zmienić i przystosować do istniejącej rzeczywistości. Jednakże ludzką rzeczą jest pamiętać wydarzenia doniosłe i znaczące, a pomijać te dodające mniejszego splendoru. Dlatego też automatycznie pozbycie się z pamięci wspomnień-porażek, tragicznych kart historii, wzmacnia podwaliny pod tworzenie się mitu (zwłaszcza ważnego społecznie).  Za Jerzym Jedlickim można powiedzieć, iż „(…) ludzie w stanie egzaltacji pragną nie wiedzy, lecz legend; nie dystansu porównawczej historii, lecz utwierdzenia ich racji, ich przekonań sankcją tradycji. Pragną jednocześnie wyjaśnień jednoczących symbol”[1].

Elementem przyczyniającym się do się konkretnych wyobrażeń o Solidarności był problem nieustającej megalomanii narodowej. Proces ten był wspomagany przez wizerunek opozycjonisty (Polaka, katolika, patrioty i związkowca). Jednak patriota w rozumieniu ówczesnych władz i realiów socjalistycznych, miał być człowiekiem popierającym działania partii. Narastające pragnienie wolności miało pomóc opozycji w pozbywaniu się tego stereotypu. „Po sierpniu miarą wolności stał się  więc rozmiar obszaru działań niezależnych, których rdzeniem była Solidarność; miarę braku wolności wyznaczała rozległość obszaru rządzonego przez „nich’, którzy nie są z nami. Powstanie Solidarności stanowi tu akt końcowy dziejów oporu w imię godności oraz  moment restauracji wolności i początek pracy nad jej rozbudową”[2].

Cała mitologia roku 1980 to nic innego jak efekty rewolucji. Tak można określić działania Solidarności i zmiany przez nią wprowadzone. Wydarzeniami, w których każdy kto bierze udział przeżywa dreszcz emocji i przechodzi katharsis. Zafascynowani ową rewolucją byli ludzie z różnych kręgów społecznych. Z okresu stanu wojennego znane są wypadki, że osoby, które nie były aresztowane, czuły się gorsze i duchowo uboższe. Inni ludzie najbardziej zaangażowani czuli się podczas trwania aresztu „solą ziemi”. Stąd też po latach pewien bieg wydarzeń, historia którą tworzymy owiana jest pewną legendą, niepowtarzalną atmosferą.

Posierpniowa sytuacja ujawniła wiele wad w rozwiązywaniu problemów społecznych. Te jednak nie zostały usunięte automatycznie. Ich zmiana mogłaby być jedynie wynikiem edukacji obywatelskiej, której to skutki będą widoczne jeszcze za jakiś czas. „Sierpień ’80, postrzegany jako emocjonalny zryw, skończył się. Prysły złudzenia, przemiany polityczne i gospodarcze pokazały, ze nie zawsze zwycięża szlachetny idealizm. Ale to nie znaczy, ze polityka w przyszłości nie powinna iść drogą wyznaczona przez Sierpień, z godnie z przesłaniem tamtego czasu, aby ludzie czuli się w Polsce jak u siebie”[3].


[1] J. Jedlicki, Źle urodzeni, czyli o doświadczeniu historycznym, Aneks, Londyn –Warszawa 1993, s.163.

[2] S. Kowalski, Krytyka solidarnościowego rozumu, Wyd. Pen, Warszawa 1990, s.75.

[3] M. Płażyński, Wreszcie poczuliśmy się jak u „siebie”, [w:] Sierpień ’80, co nam pozostało z tamtych lat?, pr. zbior. pod red. J. Kulasa, Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego, Gdańsk 1996, s.59.

Solidarność i opozycja antykomunistyczna w Gdańsku

5/5 - (2 votes)

Powstaje pytanie, zadawane przez autorów książki  „Solidarność i opozycja antykomunistyczna w Gdańsku (1980-1989)”, czy robotnicy byli jedynie marionetkami w rękach inteligencji i czy  związek jakim była Solidarność miał wyłącznie robotniczą genezę? Jedną z tez jest opinia iż „nie do utrzymania jest (…) teza o czysto robotniczej genezie związku. Solidarność powstała, gdyż w Polsce pod koniec lat 70-tych ukształtowała się na gruncie silnie spolaryzowanej strony społecznej nowa klasa o charakterze kulturalno-politycznym i o wyraźnie antykomunistycznym obliczu. Ukształtowanie się tej klasy – i ostateczne powstanie związku – stało się możliwe dzięki spotkaniu samoorganizujących  się robotników z działalnością opozycji, stawiającej na powstanie masowego ruchu o charakterze antykomunistycznym”[1].

Z pewnością można powiedzieć, iż robotnicy byli pewnym ogniwem konkretnych działań, a nie łatwym do posłużenia się tłumem. Jedno jest pewne: robotnicy pracujący w stoczniach postrzegani byli przez władze jako motłoch niezdolny do organizowania się, leniwy, a co najgorsze w nadmiarze nadużywający alkoholu. Mieli być ludźmi, którzy nie byliby w stanie  stworzyć jakiegokolwiek związku.

„Proces tworzenia niezależnych organizacji związkowych, które bardzo szybko przybierały postać przede wszystkim ogólnopolskiego NSZZ Solidarność, następował w lawinowym tempie.(…) Był to jednocześnie moment, kiedy wykształcił się już podział na Solidarność, związki branżowe (stare związki) i autonomiczne nazywane (…) dyrektorskimi. Był to proces niejednolity, obfitujący w wydarzenia. Można wskazać w Warszawie kręgi społeczne, gdzie przebiegał on najprędzej i najsprawniej”[2]. Jednak jednym z problemów , który narastał był brak wzorców do naśladowania oraz problemy w komunikowaniu się. Poprawa w tych kwestiach mogłaby zmienić działanie związku jako całości.

Działania  i angażowanie się opozycji powiązane było ze świadomą decyzją rezygnowania z czegoś na rzecz innych korzyści. Bardziej niematerialnych, niewspółmiernych do posiadanego samochodu czy domu. Najwcześniej działającym ośrodkiem opozycjonistów był Gdańsk, gdzie stworzono „pomorski system obrony czynnej” sformowany  przez Lecha Mażewskiego [3]. To  właśnie na Pomorzu otworzonych zostało kilka organizacji z ramienia opozycji antykomunistycznej. Warto przywołać chociażby Ruch Młodej Polski (powstały 29 lipca 1979 roku) o narodowo-katolickim nastawieniu, z Lechem Będkowskim na czele (człowiekiem który przez pewien czas był rzecznikiem MKS w Gdańsku) , czy też Zrzeszenie Kaszubsko –Pomorskie. „Ruch Młodej Polski był nielicznym, ale określonym ideowo środowiskiem politycznym, grupującym młodzież (studencką i licealna) kilku miast kraju. Solidarność z lat 1980/81 była powszechnym ruchem narodowego odrodzenia, związkiem zawodowym, a jednocześnie najważniejszym przedsięwzięciem politycznym w okresie PRL”[4].

Ważną rolę w działaniach robotników i grup inteligenckich odegrał Kościół Katolicki wraz ze swoją symboliką, jak i osobą nowo wybranego w 1978 roku, papieża Polaka Jana Pawła II. Można powiedzieć, iż Kościół ”stanowił istotną siłę w procesie oporu przeciwko absolutnej władzy komunistycznej. Posiadał znacząca rolę w konsolidacji demokracji utwierdzając swoim działaniem jej wpływ na ludność. Wydawać się mogło, iż Kościół stanowił raczej wiernego obrońcę tradycji i wartości narodowych, aniżeli moralności szerzej i ogólniej pojmowanej. Ważnym elementem były nabożeństwa, które umożliwiały ludziom gromadzenie się . Sama pielgrzymka w 1979 pierwsza pielgrzymka Papieża do ojczyzny i potem kolejna w 1980  roku, ze znaczącymi słowami: „Niech zstąpi duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi”[5], przypominała Polakom, iż jest nadzieją i ogromną szansą na zmianę biegu historii. I właśnie to Polacy są w stanie dokonać czegoś wielkiego. Osoba Jana Pawła II, Papieża Polaka miała ogromny wpływ na społeczeństwo. Była swoistym autorytetem i gwarancją przekonań większości ludzi. Papież w swoich homiliach  i pielgrzymkach stawał się uosobieniem tego , o co walczono. „Wizyta papieża  wyzwoliła w Polakach uczucie jedności i wielkiego braterstwa. Dała im możliwość zademonstrowania w szerokiej formie solidarności z Kościołem, i dała im nadzieję, ze ich wiara jest dostatecznie mocna, żeby przezwyciężyć strach i ucisk”[6].

Symboliczne znaczenie miało też zbiorowe śpiewanie pieśni „Boże coś Polskę” podczas pielgrzymek papieskich, wraz z podniesionymi do góry palcami w znaczącym symbolu „Victorii” – „zwycięstwa”. „Kościół pełnił tu rolę czynnika przeciwdziałającego walce politycznej, gdy ta się zaostrza i radykalizuje; Kościół wskazał na rzeczywiste granice, których nie wolno przekraczać”[7]. Robotnicy oczekiwali, iż Papież jak i Kościół poderwą cały naród to działań bardziej radykalnych, jednakże celem Episkopatu było uspokajanie nastrojów, by nie doprowadzić do sytuacji ekstremalnych, jakie miały miejsce w 1970 roku.


[1] Solidarność i opozycja antykomunistyczna w Gdańsku (1980-1989), red nauk. L. Mażewski, L. Turek, Instytut Konserwatywny im. E. Burke’a, Gdańsk 1995, s.80.

[2] Tamże, s. 78.

[3] Szerz. L.  Mażewski, Pomorski model obrony czynnej, [w:] Solidarność i opozycja antykomunistyczna…,s. 109-116.

[4]Tamże, s. 29.

[5] J. Surdykowski, Solidarność sumień, „Wprost” nr 16 z  27 VI 1999, s.36.

[6] A. Podgórecki, Społeczeństwo polskie, Wyd. Wyższej Szkoły Pedagogicznej, Rzeszów 1995, s.101.

[7] A. Touraine, J. Strzelecki, F. Dubet. M. Wieviórka, Solidarność – analiza…, s 49.

Porozumienia sierpniowe

5/5 - (1 vote)

Porozumienia sierpniowe to cztery umowy zawarte między rządem PRL a komitetami strajkowymi, które powstały w 1980 roku. Porozumienia te zakończyły Sierpień 1980 – ważny moment w historii Polski i ruchu związkowego. Pierwszym porozumieniem było porozumienie szczecińskie podpisane 30 sierpnia 1980 r. przez Mariana Jurczyka (z ramienia rządu przez Kazimierza Barcikowskiego), a ostatnim porozumienie w Hucie Katowice (Dąbrowa Górnicza) – 11 września 1980 r. sygnowane przez Zbigniewa Kupisiewicza (z ramienia rządu przez Franciszka Kaima).

W pierwszym punkcie porozumień szczecińskich i gdańskich stwierdzono, że działalność związków zawodowych nie spełniła nadziei i oczekiwań pracowników, dlatego uznaje się za celowe powołanie nowych, samorządnych związków zawodowych, które byłyby autentycznym reprezentantem klasy pracującej. Na podstawie tego punktu dopuszczono do rejestracji NSZZ „Solidarność”.

W dalszej części porozumienia rząd zobowiązał się m.in. do wprowadzenia ustawy o ograniczeniu cenzury i ponownego zatrudnienia osób zwolnionych z pracy po wydarzeniach 1970 i 1976. W kwestii gospodarczej rząd zobowiązał się do opublikowania podstawowych założeń reformy i umożliwienia publicznej dyskusji na jej temat. Reforma miała opierać się na zwiększeniu samodzielności przedsiębiorstw i udziale samorządu robotniczego w zarządzaniu.

Podpisanie porozumień w sierpniu 1980 roku było doniosłym wydarzeniem. Znalazło oddźwięk w całej Europie Zachodniej i tej jej części, gdzie działania opozycyjne były nadal tłumione.

Zanim doszło do podpisania porozumień w Stoczni Gdańskiej miało miejsce porozumienie w Stoczni Szczecińskiej między przedstawicielami Solidarności a ówczesnej władzy. 3 września 1980 roku podpisano porozumienie między MKS-em na Dolnym Śląsku, ogólnie nazwanym „porozumieniem społecznym”[1]. Strona rządowa zobowiązała się do zapewnienia Wolnym Związkom Zawodowym możliwości wyrażania wolnego słowa. Możliwości wypowiadania się bez cenzury i odwoływania się do Naczelnego Sądu Administracyjnego (w przypadku nie wywiązania się władz  ze złożonych obietnic).

Niezależnemu Związkowi Zawodowemu Solidarność, a przede wszystkim jego przewodniczącemu Lechowi Wałęsie, zależało na legalnym doprowadzeniu do rejestracji Solidarności w sądzie, do zalegalizowania różnych ośrodków, które podtrzymywały swą działalność na terenie całego kraju.

Niezadowolenie społeczne narastało. Ówczesny I Sekretarz KC PZPR posłał wicepremiera Tadeusza Pykę na rozmowy do Gdańska w celu załagodzenia napiętej już sytuacji w fabryce. Plan nie powiódł się i na rozmowy udał się Mieczysław Jagielski. Miał przekonać robotników o potrzebie i sensie m.in. zachowania starej formy związków zawodowych. Przedstawiciele MKS-u starali się przekonać delegację rządową, że zgromadzony w stoczni tłum ludzi nie ma żadnych aspiracji politycznych. Potrzebą jest stworzenie warunków do godnego życia i możliwości wolnego zrzeszania się w ramach wolnych związków zawodowych. Atmosfera była napięta. „Głośne wypowiedzi rozbrzmiewały z sali, jak zatrzaśnięcie z hukiem drzwi przerywające długą, nużąca rozmowę. Nie chodziło oczywiście o zerwanie negocjacji, które robotnicy próbowali zainicjować (…), celem było raczej doprowadzenie do nowego rodzaju umowy – do prawdziwej wymiany zdań”[2].

Porozumienia sierpniowe były przełomowym wydarzeniem w historii Polski i całego bloku wschodniego. Umożliwiły one powstanie pierwszej legalnej organizacji niezależnej od władz komunistycznych w krajach bloku wschodniego oraz zapoczątkowały proces demokratyzacji Polski. Związek „Solidarność” stał się symbolem walki o wolność i demokrację, a porozumienia sierpniowe otworzyły drogę do zmian, które doprowadziły do upadku systemu komunistycznego w Polsce i w innych krajach Europy Wschodniej.


[1] Szerz., T. G. Ash, Polska rewolucja…, s.46.

[2] L. Goodwyn, Jak to zrobiliście?…, s.7.

Polityka przemysłowa PZPR

5/5 - (1 vote)

W pierwszych latach PRL polityka przemysłowa skupiała się na odbudowie kraju po wojnie i budowie podstawowych przedsiębiorstw, które miały zaspokoić potrzeby kraju. Rządzący wówczas w Polsce komuniści chcieli polepszyć jakość życia Polaków oraz odbudować krajowy przemysł, który mógłby stać się konkurencyjny i eksportować swoje produkty za granicę. W tym celu w latach 1950-1960 wybudowano 540 nowych zakładów przemysłowych, co stanowiło 32% ogółu zbudowanych w PRL zakładów przemysłowych. Pierwsze lata PRL to zatem faza uprzemysłowienia Polski, podczas której rządzący wykorzystywali narodowe firmy, aby decydować o modelu biznesowym przedsiębiorstw. Głównie inwestowano w przemysł ciężki i wojskowy, co było uwarunkowane decyzjami politycznymi związanych z trwającą zimną wojną i wyścigiem zbrojeń.

Pomimo podejmowanych w latach 60. prób modernizacji polskiej gospodarki i jej reformowania w taki sposób, aby przynosiła realne zatrudnienie i sprzyjała rozwojowi kraju, nie przyniosły one oczekiwanych skutków. Nastąpił spadek tempa wzrostu dochodu narodowego, a także realne płace stanęły w miejscu lub zaczęły spadać. Brakowało podstawowych dóbr codziennego użytku na rynku, ponieważ cały kraj skupiony był głównie na produkcji zbrojeniowej. System gospodarki centralnej przestawał przynosić żadne rozsądne efekty i konieczne było jego unowocześnienie lub otwarcie na rynki zagraniczne.[1]

W wyniku polityki przemysłowej PZPR w latach 1950-1988 rozwinął się w Polsce przestarzały technicznie przemysł ciężki, którego celem był głównie wzrost potencjału militarnego w kraju. Polska w tym czasie w wyścigu gospodarczym świata zwiększyła od połowy lat osiemdziesiątych swe opóźnienie o 10-15 lat. Pod względem osiągnięć przemysłu wyprzedziły nas nie tylko Włochy i Hiszpania, lecz także Portugalia, Grecja, Irlandia i Turcja.[2]

Okresem, w którym Edward Gierek sprawował w Polsce władzę I Sekretarza KC PZPR, jest dekada Gierka, trwająca od 1970 do 1980 roku. Dekadę tę pod względem ekonomicznym można podzielić na dwie prawie równe połowy. W pierwszej połowie, w wyniku wprowadzonych reform, szczególnie w przemyśle, gospodarka Polski charakteryzowała się dynamicznym rozwojem, co wynikało z tzw. strategii przyspieszonego rozwoju. W drugiej połowie nastąpił kryzys polityczno-ekonomiczny, który doprowadził do usunięcia Edwarda Gierka ze stanowiska.

W wyniku wydarzeń w gospodarce światowej, takich jak kryzysy naftowe, ówczesny rząd Polski oprócz rozwoju horyzontalnego polskiego przemysłu, zdecydował się na szczególną ochronę wybranych sektorów gospodarki, zwłaszcza tych, które były już bliskie upadku, oraz wzmocnienie ochrony konkurencyjności polskiego przemysłu na arenie międzynarodowej.

Polityka przemysłowa w dekadzie Gierka była typowo ofensywna i nastawiona na masowe zwiększenie zatrudnienia oraz rozwój przemysłu jako całości, co miało pozwolić na znaczący postęp kraju.[3]

W latach 1970-1975 przemysł w PRL rozwijał się lepiej, niż można było się spodziewać. Niestety od roku 1975 zauważalne stało się widmo porażki, związane nie tylko z brakiem reformy przemysłowej i planu industrializacji kraju, ale przede wszystkim z gospodarką nakazowo-rozdzielczo-socjalistyczną. Zakłady przemysłowe w tamtym okresie nie miały charakteru komercyjnego i były nastawione na wyrobienie tzw. planu, którego wyniki często były fałszowane. W rezultacie kadrę pracowniczą cechował niedostateczny poziom kwalifikacji, a wśród pracowników zauważalny był brak chęci do pracy.

Próby wyrobu zachodnich przedmiotów na przestarzałych maszynach doprowadziły do produkcji dóbr o zaniżonej jakości. W PRL wszystkie przedsiębiorstwa przemysłowe należały do państwa, co oznaczało brak konkurencji na rynku, a to z kolei prowadziło do braku rozwoju technologii i systemów produkcyjnych, co później przyniosło jeszcze większe problemy.

W latach 1970-1975 przemysł w PRL rozwijał się lepiej, niż można było się spodziewać. Niestety od roku 1975 zauważalne stało się widmo porażki, związane nie tylko z brakiem reformy przemysłowej i planu industrializacji kraju, ale przede wszystkim z gospodarką nakazowo-rozdzielczo-socjalistyczną. Zakłady przemysłowe w tamtym okresie nie miały charakteru komercyjnego i były nastawione na wyrobienie tzw. planu, którego wyniki często były fałszowane. W rezultacie kadrę pracowniczą cechował niedostateczny poziom kwalifikacji, a wśród pracowników zauważalny był brak chęci do pracy.

Próby wyrobu zachodnich przedmiotów na przestarzałych maszynach doprowadziły do produkcji dóbr o zaniżonej jakości. W PRL wszystkie przedsiębiorstwa przemysłowe należały do państwa, co oznaczało brak konkurencji na rynku, a to z kolei prowadziło do braku rozwoju technologii i systemów produkcyjnych, co później przyniosło jeszcze większe problemy.[4]

Lata 80. XX wieku, czyli ostatnia dekada PRL, nie była dobrym okresem dla polskiego przemysłu. W tym czasie panował kryzys gospodarczy, wywołany między innymi przez sięgające około 24 miliardów dolarów zadłużenie kraju. Mimo protestów ludności, rząd 1 lipca 1980 roku ogłosił podwyżkę cen żywności, co było spowodowane pętlą kredytową, zaciskającą się coraz bardziej. Kryzys osiągnął swoje maksimum w 1981 roku, kiedy to PRL stało się niewypłacalne i przestało spłacać swoje kredyty. Przemysł zaczął podupadać, ponieważ produkcja zmniejszyła się lub stawała się nieopłacalna, przez co państwo musiało dokładać do każdego wytworzonego produktu.

W latach 80. XX wieku, w wyniku zderzenia się z wyżej wymienionym ogromnym kryzysem, który wywiązał się w wyniku błędnych decyzji podjętych w latach 70. XX wieku, próbowano wprowadzić I i II etap reformy gospodarczej, a wraz z nimi nowy plan dla polskiej gospodarki. Pierwszy z planów odnosił się do dużych podwyżek cen, między innymi żywności, oraz wprowadzenia nowości do polityki przemysłowej, która polegała na odkupieniu części zysków przez eksporterów w celu importu potrzebnych do wytwarzania produktów surowców. II etap przyniósł w polityce przemysłowej pewne nowości w postaci uproszczenia i wprowadzał podwaliny pod gospodarkę rynkową, między innymi poprzez dwuetapową działalność bankową oraz zwiększoną swobodę przyznaną przedsiębiorstwom.[5]

Polityka przemysłowa Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR), rządzącej partii komunistycznej w Polsce, była skoncentrowana na industrializacji kraju i budowie socjalizmu, co prowadziło do wzrostu znaczenia sektora przemysłowego w gospodarce kraju.

Polityka przemysłowa PZPR opierała się na pięciu latkach, czyli planach gospodarczych obejmujących okres pięciu lat. W ramach tych planów przewidywano rozbudowę i modernizację przemysłu ciężkiego oraz wykorzystanie energii jądrowej do celów przemysłowych. Władze stawiały na zwiększenie produkcji przemysłowej, w szczególności w sektorach takich jak hutnictwo, górnictwo, przemysł chemiczny i petrochemiczny.

Polityka przemysłowa PZPR miała na celu przyspieszenie rozwoju gospodarczego, zwiększenie produkcji i poprawę warunków życia ludności. Jednocześnie, w ramach tej polityki, kontrola rządu nad gospodarką była bardzo silna, a prywatna inicjatywa i wolny rynek były ograniczone.

Niestety, polityka przemysłowa PZPR nie przyniosła oczekiwanych efektów. Chociaż sektor przemysłowy znacznie się rozbudował, to w wyniku niedostatecznej innowacyjności i efektywności, wiele przedsiębiorstw było mało wydajnych i opornych na zmiany. W konsekwencji, w latach 80. kraje zachodnie osiągnęły znaczącą przewagę w dziedzinie innowacji i technologii, a Polska stawała się zacofana w stosunku do innych krajów rozwijających się.

Polityka przemysłowa PZPR zakończyła się wraz z upadkiem komunizmu w Polsce w latach 90. XX wieku, co otworzyło drzwi dla prywatnej inicjatywy i wolnego rynku.

Przejście do gospodarki rynkowej musiało spowodować dramatyczny upadek produkcji przemysłowej, upadek przedsiębiorstw i masowe bezrobocie strukturalne.


[1] A. Miernik, Polityka przemysłowa i przemysł w Polsce w okresie Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej i III RP, „Studia Ekonomiczne Prawne i Administracyjne” 2016, nr 4, s. 62

[2] TA. Jezierski, C. Leszczyński, s. 499.

[3] A. Miernik, Polityka przemysłowa i przemysł w Polsce w okresie Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej i III RP, op. cit., s. 63

[4] Ibidem, s. 65

[5] Ibidem, s. 68