Odpowiedzialność regulaminowa radnego

5/5 - (3 votes)

Radny ma obowiązek pracy w radzie, jej komisjach i innych organach oraz instytucjach samorządowych, do których został wybrany lub desygnowany. Obowiązek ten wprost wynika z brzmienia artykułu 24 ustawy samorządowej.

Niestety, żadne przepisy nie regulują problematyki dotyczącej łamania (czasami notorycznego) tego obowiązku. W tej sytuacji Naczelny Sąd Administracyjny odniósł się do przypadków, w których rada gminy z własnej inicjatywy podejmowała działania mające na celu dyscyplinowanie niesumiennych radnych. Niestety, Sąd nie znalazł podstaw prawnych uzasadniających stosowanie przez radę gminy środków dyscyplinarnych w razie niewykonania przez radnych obowiązku uczestniczenia w pracach rady. Stąd też za bezprawne uznane zostały również działania polegające na zawiadamianiu mieszkańców gminy o zastosowaniu takich środków wobec radnego. Sąd wyszedł z założenia, że rada gminy jest organem kolegialnym gminy składającym się z radnych tworzących ten organ gminy na zasadach równości każdego z nich. W wyniku wyborów radny pozostaje w tym zespole reprezentantem mieszkańców, którzy go wybrali.

Pomiędzy radnym a radą gminy jako jej organem, a także pomiędzy radnymi a gminą nie istnieje natomiast stosunek prawny, którego cechą miałoby być podporządkowanie radnego radzie lub gminie o charakterze podporządkowania służbowego. Wniosku takiego nie można zwłaszcza wyprowadzać z zasady większości przy podejmowaniu uchwał przez organy gminy, o której mowa w art. 14 ustawy. Przepis ten może być rozumiany tylko w ten sposób, że wola większości przesądza o podjęciu określonej uchwały, która może wiązać określonych w niej adresatów, w tym także radnych, którzy oddali głos przeciwny. Skutki prawne tak podjętej uchwały nie mogą natomiast wykraczać poza granice określone ustawami, a zwłaszcza nie mogą ograniczać praw radnych jako reprezentantów wyborców ani ustanawiać sankcji, które nie zostały określone w ordynacji wyborczej do rad gmin bądź ustawie samorządowej[1].

Podobnie, w materii odpowiedzialności politycznej radnego ani ordynacja wyborcza, ani ustawa o samorządzie terytorialnym nie stanowią o możliwości odwołania poszczególnego radnego przez wyborców bądź wyrażania radnemu w innej formie utraty zaufania mieszkańców. Jest to o tyle niezrozumiałe, że art. 13 ust 3 ustawy samorządowej przed jej nowelizacją dopuszczał odwołanie rady gminy w jej pełnym składzie przez mieszkańców w drodze referendum. Nowelizacja ustawy samorządowej uchyliła art. 13, a możliwość odwołania organu stanowiącego jednostki samorządu terytorialnego przeniesiona została do ustawy o referendum lokalnym z 2000 r.[2]

Jednakże przepisy zawarte w Rozdziale 5 ustawy nie dopuszczają możliwości referendum w sprawie odebrania mandatu radnemu, który utracił zaufanie swych wyborców bądź też w inny sposób sprzeniewierzył się składanemu ślubowaniu. Jednocześnie ordynacja wyborcza do rad gmin, powiatów i sejmików[3] w art. 190 nakłada na radę gminy obowiązek stwierdzenia wygaśnięcia mandatu radnego jedynie na skutek:

1) zrzeczenia się mandatu,

2) utraty prawa wybieralności lub braku tego prawa w dniu wyborów bądź

3) prawomocnego skazania za przestępstwo umyślne.

Powyższe rozwiązania są naturalną konsekwencją zasady, o której pisałam w I rozdziale pracy, tj. zasady nieodpowiedzialności poszczególnych radnych przed wyborcami.
Brak w ustawodawstwie samorządowym przepisów o charakterze dyscyplinującym, zakładających odpowiedzialność radnego w przypadku niewykonywania obowiązków wynikających z mandatu wydaje się o tyle istotny, że istnieje obiektywne społeczne zapotrzebowanie na taką regulację. Warto podkreślić, że rada dysponuje środkiem prawnym mogącym dyscyplinować prace radnych. Możliwość taką daje ust. 4 art. 25 ustawy samorządowej, wydaje się jednak, że rzadko w praktyce stosowany, skoro w tej sprawie musiała zająć stanowisko Regionalna Izba Obrachunkowa.

Faktycznie przysługująca radnym dieta ma stanowić rekompensatę utraconego przez nich wynagrodzenia. Jednak brak zasad ustalenia wysokości diet i związana z tym duża dowolność powoduje, że określony ryczałt miesięczny traci charakter rekompensacyjny, a przyjmuje charakter stałego, miesięcznego wynagrodzenia, niezależnego od udziału radnego w pracach organów miasta, co jest sprzeczne z uregulowaniami art. 25 ust. 4 w związku z art. 24 ustawy o samorządzie gminnym. Ustalając dietę w formie miesięcznego ryczałtu, w sposób nie budzący wątpliwości, rada powinna określić zasady potrącania diet z tytułu nieobecności radnego oraz radnych pełniących określone funkcje w organach i na sesjach Rady oraz na posiedzeniach komisji i ewentualnie w innych pracach. Zasady te dotyczą również radnych będących nieetatowymi członkami rady, którzy także mają obowiązek brać udział w pracach organów rady[4].

[ciąg dalszy tej pracy magisterskiej nastąpi]


[1] Wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego we Wrocławiu z dnia 17 listopada 1995 r. SA/Wr 2515/95 Orzecznictwo w Sprawach Samorządowych Nr 1 z 1996 r. str. 13

[2] Ustawa z dnia 15 września 2000 r. o referendum lokalnym. (Dz. U. Nr 88 poz. 985 z dnia 20 października 2000 r.)

[3] Ustawa z dnia 16 lipca 1998 r. Ordynacja wyborcza do rad gmin, rad powiatów i sejmików województw.(Dz. U. Nr 95, poz. 602 z dnia 27 lipca 1998 r.)

[4] Uchwała Regionalnej Izby Obrachunkowej z dnia 2 sierpnia 1999 r. Orzecznictwo w Sprawach Samorządowych Nr 4 z 1999 r. str. 132

Zobowiązanie pracodawców do zwalniania radnych od pracy zawodowej w celu umożliwienia im brania udziału w pracach organów gminy

5/5 - (2 votes)

Odpowiednie zobowiązanie pracodawców jest uregulowane przepisami prawnymi i zależy od konkretnego kraju i jego systemu prawnego. W niektórych krajach radni są zobowiązani do pełnienia funkcji zawodowo, w innych są to funkcje społecznie (w Polsce też taki kiedyś było). W każdym przypadku, pracodawcy powinni respektować prawo i obowiązek radnych do brania udziału w pracach organów gminy i umożliwić im udział w spotkaniach i obradach.

W Stanach Zjednoczonych każdy stan może mieć swoje własne prawo dotyczące zobowiązań pracodawców w stosunku do radnych gminy. W niektórych stanach radni mogą być zobowiązani do opuszczenia swoich stanowisk pracy, aby uczestniczyć w pracach organów gminy, podczas gdy w innych stanach pracodawcy nie są zobowiązani do udzielania im wolnego w tym celu. W każdym przypadku, radni i ich pracodawcy powinni być zaznajomieni z prawem swojego stanu dotyczącym zobowiązań pracodawców względem radnych.

W Wielkiej Brytanii sytuacja jest podobna do sytuacji w USA, gdzie radni lokalni są często zobowiązani do pełnienia swoich funkcji w swoim wolnym czasie i nie są wynagradzani za swoją pracę na rzecz gminy. Jednak niektórzy radni lokalni mogą otrzymywać wynagrodzenie za swoją pracę jako radni, ale to zależy od indywidualnej polityki każdej gminy. W każdym razie, pracodawcy w Wielkiej Brytanii nie są zobowiązani do zwalniania radnych od pracy zawodowej w celu umożliwienia im udziału w pracach organów gminy.

W Niemczech istnieją przepisy prawne, które umożliwiają radnym i członkom jednostek samorządu terytorialnego udział w pracach organów gminy, a także zabezpieczają ich miejsce pracy. Przepisy te różnią się w zależności od landu (części federalnej Niemiec), ale w większości przypadków pracodawcy są zobowiązani do zwalniania radnych i członków jednostek samorządu terytorialnego z obowiązku wykonywania pracy zawodowej w celu umożliwienia im brania udziału w pracach organów gminy. W przypadku braku zgody pracodawcy, radny może skorzystać z pomocy sądu pracy.

W Polsce uprawnienie to wynika z zapisu w art. 25 ust. 3 Ustawy. Na jego podstawie pracodawca obowiązany jest zwolnić radnego od pracy zawodowej w celu umożliwienia mu brania udziału w pracach organów gminy. Ustawodawca nie odnosi się do wymogów formalnych, jakie powinien spełnić radny w celu uzyskania takiego zwolnienia. Wydaje się jednak oczywiste, że przesłanką udzielenia takiego czasowego zwolnienia powinno być przedłożenie pracodawcy odpowiedniego zaświadczenia, podpisanego przez przewodniczącego rady lub inną upoważnioną osobę, o terminie i charakterze zajęć w których radny ma brać udział.

W każdym kraju prawo w zakresie zobowiązań pracodawców do zwalniania radnych od pracy może się różnić. W niektórych krajach radni mają prawo do bezpłatnego czasowego uwolnienia od pracy, podczas gdy w innych krajach pracodawcy są zobowiązani do umożliwienia radnym brać udział w pracach organów gminy.

Odpowiedzialność cywilna radnego

5/5 - (3 votes)

Do nowelizacji k.c. w 1996 r. miała miejsce istotna luka w prawie związana z odpowiedzialnością cywilną jednostek samorządu terytorialnego. Według ugruntowanego w orzecznictwie poglądu luka w prawie występuje m.in. wtedy, gdy dla danego stanu faktycznego brak jest w ogóle uregulowania[1].

Taka sytuacja występowała na gruncie ustawy samorządowej, która nie uregulowała odpowiedzialności funkcjonariuszy gmin. Powstał więc problem, czy w drodze analogii stosować przepisy o odpowiedzialności Skarbu Państwa za szkody wyrządzone przez funkcjonariuszy (art. 417-419 k.c.), czy przepisy o deliktowej odpowiedzialności osób prawnych. Wada ta usunięta została nowelizacją kodeksu cywilnego dokonaną ustawą z dnia 23 sierpnia 1996 r. o zmianie ustawy – Kodeks cywilny[2] i ustawą z dnia 20 grudnia 1996 r. o gospodarce komunalnej[3], które to akty prawne, wypełniły lukę legislacyjną.

W pierwszej z wymienionych ustaw ustawodawca w art. 4201 k.c. rozciągnął zasady odpowiedzialności Skarbu Państwa także na odpowiedzialność jednostek samorządu terytorialnego za szkody wyrządzone przez ich funkcjonariuszy, a w § 2 tego przepisu podał legalną definicję funkcjonariusza samorządu terytorialnego w zbliżonej formule do art. 417 § 2 k.c.

Chodzi tu o odpowiedzialność z tytułu czynów niedozwolonych. Funkcjonariuszami samorządu terytorialnego zgodnie z brzmieniem art. 4201 §2 są pracownicy samorządowi, radni, członkowie zarządów gmin, powiatów i województw, a także inne osoby, do których stosuje się przepisy o pracownikach samorządowych. Za funkcjonariuszy jednostek samorządu terytorialnego uważa się także osoby działające na zlecenie organów jednostek samorządu terytorialnego oraz ich związków. Jeśli radny wyrządzi szkodę przy wykonywaniu powierzonej mu czynności, odpowiedzialność za szkodę ponosi ta jednostka samorządu terytorialnego, w imieniu której czynność była wykonywana, a więc gmina, powiat, czy województwo (§2 art. 4201). Przesłanką odpowiedzialności za wyrządzoną szkodę jest wina radnego co oznacza, że jednostka samorządu terytorialnego – w myśl art. 4201 § 1 k.c. – odpowiada na zasadzie ryzyka za zawinione zachowanie się swego funkcjonariusza, wyrządzającego szkodę, przy uwzględnieniu także konstrukcji tzw. winy anonimowej. Nie jest więc wymagane stwierdzenie winy przez ściśle określonego radnego.

Art. 4201 k.c. obejmuje swym zakresem odpowiedzialność za wszystkie szkody wyrządzone przez radnych przy wykonywaniu powierzonych im czynności, niezależnie od tego, czy czynności te miały charakter władczy, czy też gospodarczy. Innymi słowy, art. 4201 k.c. dotyczy zarówno tradycyjnie rozumianej sfery imperium jak i dominium. Przy rozpatrywaniu odpowiedzialności radnego należy brać przy tym pod uwagę, że art. 417 k.c. i art. 4201 k.c. dotyczą odpowiedzialności deliktowej, nie zaś odpowiedzialności za niewykonanie czy nienależyte wykonanie umów, których stroną jest Skarb Państwa lub gmina.

Odpowiedzialność jednostki samorządu terytorialnego za szkody powstałe z winy radnych uwarunkowana jest także bezprawnością ich zachowania się, polegającą nie tylko na działaniu bądź zaniechaniu sprzecznym z obowiązującym przepisem prawnym, ale również na zachowaniu kolidującym z obowiązkami wynikającymi z ogólnie przyjętych w danym społeczeństwie i w określonym czasie zasad współżycia społecznego.

Jednakże z brzmienia art. 420 trudno wnioskować o odpowiedzialności samego radnego, który szkodę wyrządził, ponieważ ten przewiduje tylko bezpośrednią odpowiedzialność gminy. Należy zatem odpowiedzieć na pytanie na jakiej podstawie sam radny może zostać zobowiązany do naprawienia szkody. Pomocny może się tu okazać art. 441 k.c., zgodnie z którym, jeżeli kilka osób ponosi odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną czynem niedozwolonym, ich odpowiedzialność jest solidarna. Jeżeli zatem szkoda była wynikiem działania lub zaniechania radnego, gmina która szkodę naprawiła może żądać od radnego zwrotu odpowiedniej części zależnie od okoliczności, a zwłaszcza od winy radnego oraz od stopnia, w jakim radny przyczynił się do powstania szkody. Gmina która naprawiła szkodę, za którą jest odpowiedzialna mimo braku winy, ma zwrotne roszczenie do radnego, jeżeli szkoda powstała z jego winy.

Jednostka samorządu terytorialnego ponosi odpowiedzialność jeśli szkoda została wyrządzona przez radnego przy wykonywaniu powierzonej mu czynności, a nie tylko przy sposobności wykonywania powierzonej mu czynności. O tym, czy szkoda została wyrządzona przy wykonywaniu powierzonej czynności a nie tylko przy sposobności jej wykonywania decyduje cel działania sprawcy. Gmina nie ponosi odpowiedzialności, gdy radny wykorzystując fakt powierzonej mu czynności, dąży do osiągnięcia innego celu niż ten, który wynika z powierzonej mu funkcji.

[ciąg dalszy tej pracy magisterskiej w lutym i marcu]


[1] Uchwała Sądu Najwyższego z dnia 26 września 1969 r. III CZP 8/69 – OSNCP 1970, poz. 97

[2] Są to przepisy art. 4201 i 4202 dodane przez art. 1 pkt 17 ustawy z dnia 23 sierpnia 1996 r. – (Dz.U. Nr 114, poz. 542 z 1996 r.) zmieniające ustawę z dniem 28 grudnia 1996 r. zmienione przez art. 24 pkt 3 ustawy z dnia 24 lipca 1998 r. o zmianie niektórych ustaw określających kompetencje organów administracji publicznej – w związku z reformą ustrojową państwa (Dz.U. Nr 106, poz. 668 z 1998 r.) z dniem 1 stycznia 1999 r

[3] Ustawa z dnia 20 grudnia 1996 r. o gospodarce komunalnej. (Dz. U. Nr 9 poz. 49 z dnia 5 lutego 1997 r.)

Próby rozwiązania problemu Kosowa przez organizacje międzynarodowe, NATO i Rosję (w roku 1998)

5/5 - (4 votes)

Już od początku 1998 roku sytuacja w Kosowie ulegała coraz większemu zaostrzeniu, a wizja porozumienia Serbów z Albańczykami stawała się coraz mniej prawdopodobna. W odpowiedzi na demonstracje i powstanie ruchu opory rząd Slobodana Miloševicia słał przeciw kosowskim wsiom policję i wojsko. W akcjach pacyfikacyjnych, siły serbskie wykorzystywały przeciw ludności cywilnej i słabo uzbrojonym bojownikom Armii Wyzwolenia Kosowa ciężką artylerię, czołgi i helikoptery. Serbscy przywódcy wciąż powtarzali frazesy „o gotowości do negocjacji”, a tymczasem wyższe stanowiska państwowe w serbskim i jugosłowiańskim rządzie obejmowali skrajni nacjonaliści z Vojislavem Šešeljem na czele.

Problem Kosowa to jeszcze jeden przykład fatalnych w skutkach „konfliktów historycznych” które od wieków uniemożliwiają porozumienie między narodami bałkańskimi. Choć Serbem był (jeszcze w 1998 roku) co dziesiąty mieszkaniec Kosowa, to niemal całe serbskie legendarium narodowe związane jest z tym regionem, uważanym za „kolebkę narodu”. To tutaj znajdują się najstarsze zabytki państwowości serbskiej, tu leży Kosowe Pole symbol walki Serbów z najazdem tureckim. Po przegranej wojnie w Chorwacji i Bośni utrata Kosowa, w mniemaniu znacznej części społeczeństwa i elit politycznych, stałaby się symbolem ostatecznej utraty domeny narodowej. Chociażby z tego powodu uzyskanie niepodległości, a w istocie prawa do przyszłej integracji z Albanią przez kosowskich Albańczyków i przez to realizacji idei „Wielkiej Albanii”, uważane było przez Serbów za nierealne. Stworzyłoby to precedens o nieobliczalnych skutkach, mogący doprowadzić do rewizji granic na skalę europejską. Serbscy przywódcy wiedzieli, że politycy zachodni musieli brać to pod uwagę i dlatego próbowali doprowadzić do zakończenia konfliktu na swoich warunkach.

Serbska polityka narodowościowa była eufemizmem skrywającym działania polegające na odbieraniu mniejszościom autonomii, prawa do pielęgnowania kultury i posługiwania się własnym językiem w szkołach i urzędach. Instrumentem wspierającym zakazy i ograniczenia była zdominowana przez Serbów lokalna administracja, a argumentem ostatecznym okazała się policyjna pałka i kary więzienia dla opornych. W ramach nowej Jugosławii, autonomii pozbawieni zostali zresztą nie tylko kosowscy Albańczycy, ale także mniejszości narodowe w Wojwodinie, głównie Węgrzy.

Serbskie władze zarzucały Albańczykom terroryzm i miały w tym względzie zupełną rację. Armia Wyzwolenia Kosowa kontrolowała faktycznie obszar kilkudziesięciu kilometrów kwadratowych w okolicach Drenicy, prowadziła walkę partyzancką i często porównywano ją w metodach działania do Irlandzkiej Armii Republikańskiej (IRA). Było to jednak, szczególnie w początkowym okresie, ugrupowanie słabe, nie mogące liczyć na znaczące poparcie z zewnątrz. Mimo to belgradzcy politycy, w swych atakach na UÇK, odwracali kolejność przyczyn i skutków, ponieważ partyzantka albańska powstała po latach represji i po odmowie uznania wyników wyborów w Kosowie jako forma samoobrony. Trudno się zatem dziwić, że przywódca Albańczyków Ibrahim Rugova z niechęcią podszedł do rozmów o przywróceniu autonomii. Tym bardziej, że serbskie oddziały paramilitarne – wbrew żądaniom zachodnich polityków- zamiast wycofywać się z terenu konfliktu, okopywały się i umacniały swą pozycję na zajęmowanych obszarach.

Dnia 29 kwietnia 1998 roku w Rzymie spotkali się przedstawiciele Stanów Zjednoczonych, Rosji, Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec i Włoch tworzący Grupę Kontaktową by zastanowić się nad dalszymi działaniami w celu rozwiązania kryzysu bałkańskiego, w którym kwestia Kosowa zajmowała centralne miejsce. Wcześniej Waszyngton postawił warunek, że jeśli nie zostaną wprowadzone nowe sankcje wobec Belgradu, to USA wystąpią z Grupy Kontaktowej, która „kompromituje się z powodu swej nieskuteczności”. Sankcje zostały wprowadzone a najważniejszą okazało się być embargo na inwestycje zagraniczne w Jugosławii. Była to reakcja na postawę Belgradu, który- zdaniem państw Zachodnich- blokował rozwiązanie konfliktu z mniejszością albańską w Kosowie. Do embarga przyłączyły się także Kanada i Japonia. Tradycyjnie przeciwna temu była Moskwa, a rosyjski szef dyplomacji Jewgenij Primakow przestrzegał przed „przedwczesnymi decyzjami, które mogą drogo kosztować stabilność europejską”.

Grupa Kontaktowa wielokrotnie wysyłała na Bałkany misje pokojowe z udziałem dyplomatów amerykańskich Richarda Holbrooke’a i Roberta Gelbarga usiłując zawrzeć jakieś porozumienie. Spotykało się to z gorącym poparciem kosowskich Albańczyków i z równie negatywną reakcją Serbów, którzy powoływali się na referendum z 23 kwietnia 1998 r. w którym społeczeństwo serbskie opowiedziało się przeciw mediacji zagranicznej. Rozmowy dyplomatów zachodnich o pokojowe zakończenie konfliktu toczyły się w tle ciągłych walk w prowincji i widać było, że Serbowie nie zrezygnują z rozwiązania kwestii albańskiej za pomocą wojska i policji, a i strona albańska (UÇK) widziała sens prowadzenia dalszej, choćby nierównej, walki.

W związku z tym NATO, zajmując z góry pozycję antyserbską, zaczęło rozważać ewentualną interwencję wojsk Sojuszu w Kosowie. Jego zdaniem akcja ta byłaby konieczna, gdyby napięcie w Kosowie gwałtownie wzrosło. Pod koniec maja nowa ofensywa serbska zmusiła tysiące albańskich cywilów do opuszczenia swych domów i do przejścia granicy z Albanią i Macedonią. Odpowiedzią na to sojusz postanowił wysłać do tych państw misje wojskowe, których zadaniem było zorientowanie się w sytuacji pod kątem ewentualnego rozmieszczenia tam nowych oddziałów sojuszu. Sojusz ostrzegł też, że jeśli nie uzyska on zgody na interwencje w Kosowie od Rady Bezpieczeństwa ONZ, to jeżeli będzie taka konieczność, sojusz rozpocznie działania wojskowe w tym regionie na „podstawie innych rozwiązań prawa międzynarodowego”.

Podstawa prawna ewentualnej interwencji NATO w Kosowie była bardzo ważna, gdyż, w przeciwieństwie do kryzysu w Bośni, sojusz nie był zaproszony przez władze kraju, na którego terytorium mogła zostać przeprowadzona operacja. Nie można było powołać się na obronę państw członkowskich, gdyż polityka władz w Belgradzie nie zagrażała żadnemu z krajów sojuszu. Istniało zatem niebezpieczeństwo, że z punktu widzenia prawa międzynarodowego misja w Kosowie zostałaby uznana za precedensową agresje sojuszu na suwerenny kraj. Naturalnymi przeciwnikami interwencji była przez cały czas „tradycyjna sojuszniczka” Belgradu Rosja, której zgoda jednak, co wielokrotnie podkreślali zachodni dyplomaci, nie była warunkiem rozpoczęcia działań sojuszu.

Na razie jednak NATO ograniczyło się tylko do demonstracji siły jaką niewątpliwie były manewry wojskowe przeprowadzone w czerwcu pod kryptonimem „Nieugięty Sokół” na terytorium Albanii i Macedonii. W manewrach brały udział łącznie 84 samoloty bojowe z 13 państw NATO.

Problem Kosowa został też poruszony w Moskwie podczas oficjalnej wizyty w Rosji Slobodana Miloševicia w połowie czerwca 1998 r. Rosja zapowiedziała ogłoszenie alternatywnego projektu rozwiązania problemu Kosowa. Jego podstawą miał być dialog Belgrad-Priština. Plan ten przewidywał monitoring granic Jugosławii z Albanią i Macedonią, ale- w przeciwieństwie do propozycji pozostałych członków Grupy Kontaktowej- Rosja nie zgadzała się na obecność w Kosowie oddziałów NATO.

Po przeprowadzeniu przez NATO operacji „Nieugięty Sokół” stanowisko Moskwy wobec Sojuszu uległo znacznemu pogorszeniu. Fakt, że Sojusz przeprowadził te manewry w przeddzień przyjazdu do Moskwy Miloševicia, miał też swój wydźwięk propagandowy.

Rozmowy Miloševicia z prezydentem Jelcynem nie przyniosły większych zmian w podejściu Miloševicia do metod rozwiązania kryzysu kosowskiego. Najważniejszym efektem tej wizyty było wspólne 9-o punktowe oświadczenie podpisane przez Miloševicia i Jelcyna. Zawierało ono zobowiązanie „do niezwłocznego wznowienia” rozmów z liderami Albańczyków z Kosowa (z wyłączeniem członków UÇK), a także oświadczenie o konieczności „zachowania integralności terytorialnej Federalnej Republiki Jugosławii”. Rozmowy przedstawicieli władz serbskich z przedstawicielami albańskiej ludności z Kosowa miały dotyczyć „wszystkich problemów, nie wyłączając dowolnych form autonomii zgodnych ze standardami międzynarodowymi”. Równocześnie rząd w Belgradzie zobowiązał się do zaprzestania działań represyjnych wobec albańskiej ludności cywilnej. W dokumencie jest także mowa o tym, iż przedstawiciele dyplomatyczni państw i organizacji międzynarodowych akredytowani w Belgradzie będą mogli bez jakichkolwiek ograniczeń zapoznawać się z sytuacją w Kosowie. Zobowiązanie to dotyczyło również pozostawienie wolnej ręki organizacjom humanitarnym, którym władze serbskie przez cały czas utrudniały działalność. Milošević zagwarantował także możliwość powrotu uchodźców, którzy opuścili swe domy w toku ostatnich walk. Odmówił jednak ograniczenia liczby wojsk stacjonujących w Kosowie, oświadczając, że „nie ma żadnych powodów by jugosłowiańska armia nie mogła znajdować się w dowolnym miejscu Jugosławii”.

Wspólne oświadczenie podpisane przez obu prezydentów zostało przyjęte przez media w Moskwie i Belgradzie jako ich wspólny sukces polityczny. W USA i w krajach UE efekty rozmów w Moskwie zostały przyjęte sceptycznie, gdyż nie zaakceptowane zostało przez Miloševicia główne żądanie dotyczące wycofania sił zbrojnych z Kosowa co było warunkiem podjęcia rozmów o znaczeniu politycznym. Pogląd ten podzielali także albańscy liderzy z Kosowa, którzy swój udział w rozmowach cały czas uzależniali od zaprzestania działań wojennych prowadzonych od ponad trzech miesięcy przez policję i wojsko FRJ, których efektem do tej pory było ok. 300 zabitych i 65 tys. uchodźców.

Pod koniec czerwca sytuacja w Kosowie, spowodowana nową ofensywą Serbów w rejonie Dečani, była już na tyle groźna a Sojusz na tyle zwarty i gotowy do interwencji, że doszło do prawdziwej ofensywy dyplomatycznej. Ofensywa ta miała na celu rozwiązania konfliktu serbsko-albańskiego jeszcze drogą pokojową w której argument siły miał przyspieszyć rokowania. Do mediów zaczęły przedostawać się przecieki dotyczące planów interwencji NATO w Kosowie, przewidującej szereg działań od sparaliżowania węzłów komunikacyjnych, poprzez ataki lotnicze na wybrane cele wojskowe w całej Jugosławii, aż po wykorzystanie sił lądowych.

Oficjalne stanowisko Sojuszu zostało przedstawione 29 lipca na posiedzeniu jego najwyższego organu, Rady Atlantyckiej, na którym ogłoszono, że NATO niemal na pewno zdecydowało by się na interwencje w Kosowie w trzech przypadkach:

  1. Jeśli konflikt przekroczył by granice Jugosławii,
  2. Jeśli Macedonii będzie groził rozpad,
  3. Jeśli wojska serbskie przystąpią do zakrojonych na szeroką skalę czystek etnicznych na terenach zamieszkałych przez Albańczyków.

O sytuacji w Kosowie oraz ewentualnych operacjach wojskowych rozmawiali nieformalnie w Brukseli 7 sierpnia ambasadorowie NATO. Uzyskali oni poparcie ze strony Unii Zachodnioeuropejskiej (UZE) i jej przewodniczącego Lluisa Marii de Puig. Spotkało się to jednak ze zdecydowanym sprzeciwem Rosji, która o żadnym ataku bez zgody Rady Bezpieczeństwa Narodów Bezpieczeństwa nie chciała nawet słyszeć. Nie zważając jednak na to, ogłoszone zostały publicznie plany interwencyjne Sojuszu:

Plan pierwszy, przewidywał skierowanie ok. 55 tys. żołnierzy, którzy mieli by nadzorować przerwanie ognia w Kosowie.
Plan drugi, przewidywał skierowanie znacznie większych sił, których zadaniem byłoby wymuszenie zawieszenia broni. W tym przypadku operacja wojskowa byłaby prowadzona z terenu Grecji, Albanii, Macedonii, Bułgarii, Rumunii i Węgier.

Pod koniec września 1998 r. ujawniona została masakra popełniona przez Serbów na 18 Albańczykach w trakcie działań operacyjnych serbskich sił bezpieczeństwa i armii jugosłowiańskiej w miejscu zwanym lasem drenickim w środkowym Kosowie. Fakt ten został wykorzystany przez część państw skupionych w NATO do zaostrzenia swego stanowiska wobec zapowiadanej interwencji wojskowej.

Decydujący dla rozwoju wydarzeń okazał się raport Kofiego Annana, przedstawiony 5 października, na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa, dotyczy sytuacji panującej w Kosowie. Według raportu w prowincji toczyły się walki i prowadzona była przez Serbów strategia czystek etnicznych czego dowodem było wykrycie wyżej wspomnianej masakry. Prezydenci Stanów Zjednoczonych, Bill Clinton i Francji Jocques Chirac oświadczyli, że jeśli Serbowie nie powstrzymają się od dalszych walk i nie wycofają się do koszar to nastąpi atak sojuszu popieranego w tym względzie przez Unię Europejską. Prezydent Francji w rozmowie telefonicznej poprosił prezydenta Jelcyna o wzmożenie prze Rosję nacisku na władze w Belgradzie, by odstąpiły od ofensywy w Kosowie, na co ten wyraził zgodę. Mimo to minister spraw zagranicznych Rosji Igor Iwanow publicznie oświadczył, że Moskwa zawetuje każdy ruch ONZ, który miałby prowadzić do akcji sił powietrznych NATO przeciwko Jugosławii. W podobnym tonie wypowiadał się minister obrony Igor Siergiejew przestrzegając, że naloty paktu na pozycje serbskie doprowadzą do tego, że odżyje zimna wojna, a Duma odłoży ratyfikację układu o redukcji nuklearnej broni strategicznej START II.

Do Belgradu przyjechała misja ostatniej szansy, delegowana przez Grupę Kontaktową w skład której wchodził po raz kolejny Richard Holbrooke. Żądania państw zachodnich były niezmienne: Serbowie musieli wycofać swe siły z Kosowa i rozpocząć rozmowy z przedstawicielami kosowskich Albańczyków. Misja ta okazała się jednak bezowocna a wojska sojuszu zostały postawione w stan najwyższej gotowości.

Sytuacja ta trwała do 13 października 1998 r., kiedy to Slobodan Milošević przyjął żądania Sojuszu odwlekając tym samym planowany przez niego atak. W specjalnym oświadczeniu rząd serbski zapowiedział, że do jesieni 1999 roku w prowincji odbędą się wybory, przeprowadzone pod nadzorem ONZ. Milošević zgodził się, aby na terenie Kosowa zostało rozmieszczonych ok. 2 tys. obserwatorów międzynarodowych pracujących w misji weryfikacyjnej OBWE. Zadaniem tej grupy była kontrola wypełniania przez Jugosławie warunków rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 1199 z 23 września 1998 roku (zob. aneks nr 7). Członkowie misji otrzymali gwarancje bezpieczeństwa, prawo do swobodnego poruszania się oraz status dyplomatyczny. Misja otrzymała wsparcie lotnicze w skład którego wchodziło również lotnictwo wojskowe. Milošević zgodził się też wycofać z Kosowa oddziały wojska i policji oraz umożliwić powrót do domów 250 tys. albańskich uchodźców.

Jednak od przyjęcia warunków sojuszu do ich realizacji droga była daleka i mimo oficjalnego wstrzymania walk wojska serbskie nadal nie opuszczały Kosowa. Sojusz zawarł 16 października porozumienie z Miloševiciem, w którym o dziesięć dni zostało przedłużone ultimatum dotyczące wycofania sił jugosłowiańskich z zajmowanych pozycji. Podpisano też porozumienie dotyczące lotów patrolowych jakie miały by odbywać samoloty Sojuszu nad Kosowem (kryptonim operacji – Orle Oko).

NATO zorganizowało też specjalny oddział ratunkowy składający się z helikopterów, który miałby interweniować w razie bezpośredniego zagrożenia dla misji OBWE.

Rada Bezpieczeństwa ONZ wydała 24 października 1998 r. rezolucję nr 1203 (zob. aneks nr 8) wzywającą władze jugosłowiańskie do bezzwłocznego wypełnienia poprzednich rezolucji ONZ i wycofania wojsk z Kosowa. Jednak by uniknąć rosyjskiego veta w uchwalonym dokumencie nie wspomniano o możliwości użycia siły wobec Belgradu. Z żądaniem wycofania wojsk jugosłowiańskich i serbskiej policji do 27 października wystąpili również przedstawiciele NATO, którzy prowadzili w tym czasie rozmowy z Miloševiciem oraz szefem sztabu generalnego Momcilo Perisiciem.

Zakończenie pracy magisterskiej

5/5 - (6 votes)

Polityka regionalna na Litwie jako oddzielna dziedzina powstała od niedawna. Chociaż jakieś elementy polityki regionalnej były znane już wcześniej, między innymi polityka rolna, polityka planowania przestrzennego albo planowanie budżetów gminnych i rejonowych, polityka regionalna jako oddzielna dziedzina działalności państwa powstała z inicjatywy Unii Europejskiej. Litwa jako kandydat do wstąpienia do UE musiała zapoczątkować tego typu politykę państwa.

Niniejsza praca miała za zadanie przeanalizowanie powiatu Kowieńskiego świetle polityki regionalnej. Powiat Kowieński w swoim rozwoju ustępuje jedynie powiatowi Wileńskiemu, jednak dzieli miejsce drugie z powiatami Kłajpedzkim, który jest w podobnej sytuacji. Jedną z zalet powiatu jest jego położenie geograficzne. Leży on w centrum Litwy i graniczy prawie ze wszystkimi powiatami Litwy. Główne arterie transportowe kraju przecinają się w Kownie, które jest centrum i stolicą powiatu. Dostarcza to do budżetu powiatu znaczną ilość środków pieniężnych.

Długoletnie tradycje przemysłowe powiatu Kowieńskiego stawią powiat na pierwsze miejsce pod względem wyprodukowanej i sprzedanej produkcji przemysłowej. W powiecie Kowieńskim od dawna przodują takie gałęzie jak: włókiennictwo, przemysł chemiczny (produkcja chemiczna jest w 90% eksportowana do krajów Unii Europejskiej, WNP oraz USA), produkcja mebli. Inwestycje w przemysł doprowadziły do poprawy jakości produkowanych wyrobów, zwiększyły wydajność i efektywność pracy. Przemysł w powiecie Kowieńskim zatrudnia dużą ilość osób. Porównując przemysł powiatu Kowieńskiego z innymi powiatami można powiedzieć, że po rozpadzie Związku Radzieckiego tylko w powiecie Kowieńskim przemysł pozostał na tym samym poziomie i nie upadł jak w innych powiatach.

Rolnictwo w powiecie Kowieńskim także zajmuje przodujące miejsce w kraju. Największe przedsiębiorstwa przetwórstwa rolnego umiejscowione są na terytorium powiatu. Wysoka jakość produkcji wytwarzanej w tych przedsiębiorstwach pozwoliła zajmować przodujące miejsca w kraju. Część produkcji eksportuje się do krajów UE oraz WNP. Te osiągnięcia zawdzięcza się długoletnim tradycjom uprawy roli i przetwórstwa na terenie powiatu Kowieńskiego.

Większość inwestycji omija powiat Kowieński i podąża do stolicy, do Wilna. Jednak ta część, która przypada na powiat Kowieński w dużym stopniu oddziaływuje na rozwój powiatu. Zmodernizowane systemy produkcyjne podejmują jakość produkcji, inwestycje stwarzają nowe miejsca pracy dla mieszkańców powiatu przyczyniają się do rozwoju jak społecznego tak i ekonomicznego.

Wskaźniki makroekonomiczne powiatu Kowieńskiego rok po roku polepszają się i mało różnią się od krajowych, co pokazuje ciągły rozwój powiatu, dążenie powiatu do polepszenia poziomu bytu na jego terytorium.

Ustalone przez Administrację Powiatu Kowieńskiego priorytetowe kierunki rozwoju w przyszłości mają polepszyć poziom rozwoju powiatu Kowieńskiego. W przyszłości po wstąpieniu Litwy do Unii Europejskiej zwiększy się pomoc w dziedzinie polityki regionalnej, co sprowadzi większe inwestycje w różne dziedziny działalności, między innymi do małych i średnich przedsiębiorstw, które na dzień dzisiejszy są w trudnej sytuacji, chociaż przedsiębiorcy powiatu Kowieńskiego tworząc różnorodne organizacje wspierają i pomagają jedni drugim.

Podsumowując moją pracę należy stwierdzić, że polityka regionalna, chociaż powstała nie dawno jako oddzielna dziedzina, w powiecie Kowieńskim w pełni realizuje swoje funkcje. Oddzielne regiony powiatu wyrównują poziom rozwoju.??