Zabiegi dyplomatyczne zmierzające do zakończenia wojny w Kosowie

5/5 - (8 votes)

Dyplomaci Sojuszu sądzili, że operacja wojskowa potrwa parę dni w trakcie których Milošević zdecyduje by się na przyjęcie stawianych mu przez NATO warunków. Efekt pierwszych dni bombardowań był dla Sojuszu wysoce niekorzystny a na bilans taki składało się wiele przyczyn. Jedną z najważniejszych było odsunięcie specjalistów wojskowych od możliwości dowolnego wyboru celów i organizacji strategii, która z punktu widzenia militarnego mogłaby odnieść pożądane efekty, na korzyść polityków, którzy pragnęli toczyć tę wojnę na swój sposób. Według tych ostatnich operacja miałaby potrwać zaledwie parę dni i jej głównym zadaniem było zmuszenie Miloševicia do ustępstw.

W obliczu twardej postawy Serbii i sprzyjającej jej Rosji opór ten trwał o wiele dłużej i towarzyszyły mu masowe akcje czystek etnicznych wymierzonych w kosowskich Albańczykach. Z czasem też w wyniku nieudolnie prowadzonej przez NATO operacji wojskowej, budzącego powszechna sympatie oporu społeczeństwa serbskiego oraz otwartego sprzeciwu jaki jej towarzyszyły ze strony takich państw jak np. Rosja, Grecja czy Chiny, Sojusz znalazł się w defensywie propagandowej. Odzyskaniu poparcia miały towarzyszyć podawane przez NATO informacje o losie ludności albańskiej masowo wypędzanej z domów, wykorzystywanej przez Serbów jako żywe tarcze w obiektach strategicznych takich jak mosty czy fabryki i wreszcie o zbrodniach jakie popełniano na kobietach i masowych mordach. Wiele z tych informacji było już po wojnie prostowanych ale w bieżącej sytuacji zdawały egzamin i sprawiały, że społeczeństwa tych państw, które brały udział w nalotach, współczuły bardziej Albańczykom niż bombardowanym Serbom i nie sprzeciwiały się interwencji Sojuszu.

Wobec przedłużającej się wojny dyplomaci kilku krajów i organizacji międzynarodowych starali się przedstawić taki plan pokojowy, który pozwolił by na zakończenie wojny. Inicjatywę taką wykazywały przede wszystkim państwa najbardziej zaangażowane w konflikt takie jak Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Stany Zjednoczone czy Rosja. W późniejszym okresie, w obliczu przedłużającej się wojny te same państwa skupione w innych organizacjach takich jak ONZ, G-8 czy UE, zaczęły tworzyć bardziej kompromisowe projekty planu pokojowego, zakładające zwiększenie wpływu ONZ na przyszłość powojennego Kosowa. Pewną zmianą w dyplomatycznym rozwiązywaniu konfliktu kosowskiego było praktyczne zakończenie działalności Grupy Kontaktowej ds. Jugosławii, której dotychczasowe kompetencje przejęli dyplomaci państw G-8 (USA, Japonia, Niemcy, Wielka Brytania, Francja, Włochy, Kanada -stanowiące wcześniejsze G-7- plus Rosja).

Pierwszą poza natowską inicjatywę wykazała Rosja, wysyłając 30 marca do Belgradu premiera Jewgenija Primakowa. Mimo, że wizyta nie przyniosła niczego nowego i nie zakończyła się podpisaniem choćby rozejmu o który apelowała strona rosyjska, był to znaczący sygnał skierowany głównie do Stanów Zjednoczonych, że Rosja ma na Bałkanach własne cele polityczne i wszelkie próby zakończenia konfliktu nie mogą odbywać się bez niej.

Do podpisania potencjalnego porozumienia nie śpieszył się jednak sam Milošević, który świadom swej sytuacji politycznej wykorzystywał sytuację maksymalnie przeprowadzając w Kosowie akcję wysiedleńczą na bardzo szeroką skalę. Wiedział, że szansa na takie rozwiązanie składu etnicznego Kosowa, idealna z serbskiego punktu widzenia, więcej może się nie powtórzyć i zamierzał usiąść do stołu rokowań z kartą przetargową w postaci „czystego Kosowa”. Świadczyło o tym również postępowanie Serbów, którzy odbierali wypędzanym Albańczykom wszelkie dowody tożsamości a z samochodów odkręcali tablice rejestracyjne chcąc utrudnić im późniejszy powrót do prowincji po podpisaniu porozumienia pokojowego.

Przedłużające się naloty budziły niepokój wśród państw Sojuszu, których przedstawiciele zebrali się 12 kwietnia w Brukseli w celu omówienia wspólnego stanowiska w kwestii zakończenia konfliktu. Do Brukseli zjechali ministrowie spraw zagranicznych 19 państw przez co było to pierwsze od rozpoczęcia wojny spotkanie na tak wysokim szczeblu. Czekano, aż operacja przyniesie pierwsze zasadnicze efekty. Wobec braku takich rezultatów spotkanie to miało być przede wszystkim pokazem jedności i determinacji NATO. Było to bardzo ważne ze względów propagandowych gdyż wszelkie oznaki podziałów wśród sojuszników zostały by wykorzystane przez przeciwników operacji. Efektem spotkania było ogłoszenie warunków jakie musiała spełnić strona serbska by zakończyć wojnę:

– Powstrzymanie czystek etnicznych w Kosowie;

– Wycofanie z Kosowa jednostek armii Federalnej Republiki Jugosławii;

– Stworzenie przez Belgrad warunków do powrotu uchodźców;

– Zgoda na stacjonowanie w Kosowie międzynarodowych sił pokojowych;

– Przyznanie Kosowu autonomii.

Temat Kosowa został również poruszony podczas spotkania w połowie kwietnia, również w Brukseli, przywódców Unii Europejskiej. Termin rozpoczęcia rozmów zbiegał się w czasie z nasileniem nalotów na Jugosławię. Sytuacja ta więc sprzyjała ustanowieniu przez UE swego projektu rozwiązania kryzysu. Plan ten został opracowany przez Niemców, którzy w tym okresie przewodzili organizacji. W planie tym zakładano przerwanie na 24 godziny ataków, jeśli wojska FRJ zaczną wycofywać się z Kosowa, a następnie opracowanie planu pokojowego przy współpracy z Rosją, pod auspicjami Rady Bezpieczeństwa ONZ. Krajom bałkańskim Niemcy proponowały pomoc gospodarczą i jasną perspektywę członkostwa w UE. Zakładano, iż proces przywracania pokoju na Bałkanach rozpocznie się od zwołania spotkania ministrów spraw zagranicznych G-8, skupiającej obok państw zachodnich także Rosję i Japonię. Pozwoliłoby to na przyjęcie porozumienia, które później miałoby szansę na akceptację Rady Bezpieczeństwa ONZ. Dopiero wtedy umowa zostałaby przedstawiona Jugosławii. Niemcy zaproponowali również aby międzynarodowe siły rozjemcze stacjonujące w Kosowie działały pod flagą ONZ choć jej człon składał by się z żołnierzy pochodzących z państw członkowskich NATO.

Reakcja rządu Jugosławii na niemiecki plan pokojowy była bardzo sceptyczna, głównie ze względu na stały sprzeciw wobec rozmieszczenia w Kosowie sił międzynarodowych. Odrzucając ten plan Milošević oświadczył, że władze Jugosławii nie zgadzają się na wejście do Kosowa jakichkolwiek międzynarodowych sił wojskowych, policyjnych czy paramilitarnych, ani w ramach ONZ, OBWE, a już w szczególności NATO. Jedyną opcją na którą Belgrad mógłby wyrazić zgodę to obecność w Kosowie cywilnych przedstawicieli, ale z krajów nie będących członkami NATO. Realizacją warunków Miloševicia mógł być kolejny już plan ogłoszony 19 kwietnia, tym razem przez Rosjan. Przewidywał on:

– Wycofanie z Kosowa „zbędnych” sił policyjnych Jugosławii przy równoczesnym wycofaniu oddziałów NATO z rejonów przygranicznych z Albanią i Macedonią;

– Powrót wszystkich uchodźców bez względu na narodowość i wyznanie;

– Stworzenie warunków do działania w Kosowie organizacji humanitarnych;

– Pomoc gospodarcza na odbudowę zniszczeń wojennych, które wg Rosji były większe niż podczas II w. ś.

Rosyjski plan nie przewidywał wprowadzenia do Kosowa sił międzynarodowych. Przedstawiciele Moskwy wypowiedzieli się przy tym za ciekawym ale bliżej nie sprecyzowanym pomysłem aby w uregulowaniu konfliktu uczestniczyli „przedstawiciele narodów Jugosławii”.

Plan ten postrzegany był przez Zachód, czego zresztą sam prezydent Borys Jelcyn nie krył, za próbę silniejszego związania Miloševicia z Rosją. Uważano, że Jelcyn dąży do pełnienia czegoś w postaci pośrednika między USA i NATO z jednej strony, a Jugosławią – z drugiej – by wzmocnić swą pozycję na arenie międzynarodowej i na wewnętrznej scenie politycznej w samej Rosji. Jelcyn dał także do zrozumienia, że na razie nie może być też mowy o przyłączeniu Jugosławii do Związku Białorusi i Rosji (ZBiR) co wcześniej już uchwalił zarówno serbski jak i zdominowany przez komunistów rosyjski parlament.

Problem wojny z Jugosławią zdominował również szczyt NATO w Waszyngtonie jaki odbył się w dniach od 23-25 kwietnia 1999 r. Spotkanie to przewidziane wcześniej jako wielka uroczystość, w wyniku przedłużającej się wojny z Jugosławią zostało pozbawione uroczystej oprawy zamieniając się w spotkanie robocze. Spotkanie 19 państw najpotężniejszego sojuszu militarnego świata miało być w obliczu zagrożeń wynikających z nieefektownie prowadzonej kampanii lotniczej przeciwko Jugosławii przede wszystkim wyrazem jedności i stanowczości. W oficjalnych deklaracjach postawę taką starało się zająć większość państw NATO (wyjątkiem była tu przede wszystkim Grecja), jednak za kulisami toczyła się ostra rywalizacja o strategię dalszego prowadzenia wojny. Do tej pory bilans pięciu tygodni operacji powietrznych nie był zachęcający.

Milion uchodźców, ponowna destabilizacja Albanii, konflikty wewnętrzne w Macedonii i Czarnogórze, zagrożona Bośnia i Chorwacja i ciągle daleka droga do stołu rokowań. Liderem ugrupowania, opowiadającego się za operacją lądową, był brytyjski premier Tony Blair, wtórował mu prezydent Francji Jacques Chirac, który nawet groził, że wcześniej wyjedzie z Waszyngtonu, jeśli NATO nie podejmie odpowiednich kroków. Twarde skrzydło reprezentowali również sekretarz generalny NATO Javier Solana i sekretarz stanu USA Madeleine Albright. Na drugim biegunie pozostawali Grecy, Włosi i Węgrzy, którzy będąc najbliżej toczącej się wojny wcale na jej radykalizację nie byli chętni.

W przyjętej w Waszyngtonie deklaracji kosowskiej (zob. aneks nr 5) ponowiono pięć warunków postawionych prezydentowi Miloševiciowi od wycofania wojsk i sił specjalnych z Kosowa, umożliwienia powrotu wszystkim uchodźcom, po szeroką autonomię „w duchu porozumienia z Rambouillet”. Nowością była oczekiwana rola Rosji w rozwiązywaniu konfliktu jugosłowiańskiego oraz spodziewane wsparcie Rady Bezpieczeństwa dla pokojowej operacji lądowej, a także wprowadzenie embarga na dostawy ropy naftowej, wspierane blokadą gospodarczą.

Efektem prowadzonych rozmów było również ustalenie projektów i planów dotyczących głównych zadań NATO na XXI w. Wypracowana w Waszyngtonie nowa koncepcja strategiczna potwierdzała przede wszystkim, iż główną rolą NATO pozostaje obrona jej członków. Jednocześnie dokument zakładał, iż w przypadku zagrożenia bezpieczeństwa i stabilizacji w rejonie euroatlantyckim sojusz może podejmować działania poza terytorium państw członkowskich. Wśród przyczyn potencjalnych zagrożeń wymieniono konflikty etniczne, religijne i terytorialne oraz prowadzące do destabilizacji w skali lokalnej lub regionalnej niepowodzenia reform, łamanie praw człowieka czy rozpad państw. Do zagrożeń zaliczano także istnienie arsenałów atomowych poza terytorium sojuszu, rozprzestrzenianie technologii produkcji broni masowej zagłady, sabotaż informatyczny, akty terrorystyczne i zorganizowaną przestępczość.

Debata nad ostatecznym kształtem koncepcji strategicznej Sojuszu, którą znowelizowano po raz pierwszy od czasu rzymskiego szczytu NATO w roku 1991, była gorąca. Również po opublikowaniu dokumentu od razu dały się zauważyć wśród członków odmienne interpretacje jego wymowy. Dotyczy to zwłaszcza kwestii uzgadniania przez sojusz z ONZ działań poza obszarem NATO. Nowa „koncepcja” stanowi, że sojusznicy prowadzić będą takie działania w duchu Traktatu Waszyngtońskiego i Karty Narodów Zjednoczonych. Potwierdza też, że Rada Bezpieczeństwa ONZ ponosi główną odpowiedzialność za utrzymanie międzynarodowego pokoju oraz bezpieczeństwa i zapowiada, że sojusz będzie „zmierzać do rozwoju skutecznej współpracy z ONZ”. Ale NATO pozostawiło sobie prawo do decyzji, jak w konkretnych sytuacjach kryzysowych ta współpraca miałaby wyglądać.

Deklaracja waszyngtońska w sprawie Kosowa ujęta w 17 punktach stała się podstawą do kontynuowania rozmów podczas szczytu G-8 jaki miał miejsce w Petersbergu koło Bonn 6 maja 1999 r. W przeddzień spotkania Rosja zmieniła swoje stanowisko w kwestii rodzaju sił pokojowych jakie miałyby stacjonować w Kosowie, zgadzając się nie tylko na obecność misji cywilnych, ale również sił „bezpieczeństwa” pod patronatem ONZ. Nowością było w tym przypadku określenie „bezpieczeństwo”, które oznaczało w rzeczywistości, że Rosjanie, którzy dotychczas akceptowali jedynie „międzynarodową obecność”, zgadzali się obecnie na rozmieszczenie wojsk w Kosowie. Spotkanie G-8, czyli siedmiu najbardziej uprzemysłowionych państw i Rosji w Bonn przyniosło efekt w postaci ustalenia siedmiu warunków jakie musiały być spełnione by zakończyć naloty. Oto one:

– Natychmiastowe i dające się zweryfikować zakończenie przemocy i represji w Kosowie.

– Wycofanie z Kosowa serbskich sił wojskowych, policyjnych i paramilitarnych.

– Rozmieszczenie w Kosowie, za zgodą ONZ, skutecznych międzynarodowych sił cywilnych i oddziałów zapewniających bezpieczeństwo.

– Ustanowienie tymczasowej administracji dla Kosowa, zgodnie z decyzją Rady Bezpieczeństwa ONZ.

– Bezpieczny i nie zakłócony powrót wszystkich uchodźców i wypędzonych oraz nieograniczony dostęp do Kosowa organizacji pomocy.

– Zainicjowanie politycznego procesu w celu osiągnięcia przejściowego rozwiązania politycznego, które wprowadzałoby znaczącą autonomię Kosowa, biorąc pod uwagę projekt porozumienia z Rambouillet, zasady suwerenności i terytorialnej integralności Jugosławii i innych państw regionu oraz rozbrojenie Wyzwoleńczej Armii Kosowa (UÇK).

– Kompleksowe wysiłki na rzecz gospodarczego rozwoju i stabilizacji całego regionu objętego kryzysem.

W podpisaniu powyższego porozumienia szczególną rolę odgrywała Rosja. Przez cały okres nalotów systematycznie stała ona po stronie Serbii, torpedując przy tym wszystkie opracowane do tego czasu plany zakończenia konfliktu lub tworząc własne, które ze względów politycznych z góry skazane były na niepowodzenie. Różnice zdań pomiędzy Rosją, a Sojuszem pojawiały się w szczególności przy omawianiu następujących problemów:

– W zakresie wycofywania sił serbskich z Kosowa. Rosja chciała, aby część pozostała na granicy, by zagwarantować zwierzchność Jugosławii nad tą prowincją. Argumentem NATO w tej kwestii było twierdzenie, że odstraszy to uchodźców do powrotu.

– W składzie sił rozjemczych, zakresie ich uzbrojenia i ich rozlokowania. Rosja chciała aby jej wojska stacjonowały na terenie całego Kosowa, domagała się także ograniczenia uzbrojenia misji i zmniejszenia udziału żołnierzy krajów NATO uczestniczących w bombardowaniach. Sojusz uważał, że bez odpowiedniej siły i uzbrojenia wojska rozjemcze nie będą w stanie bronić się przed paramilitarnymi siłami serbskimi i albańskimi.

– W momencie uchwalenia rezolucji Rady Bezpieczeństwa określającej warunki przywrócenia pokoju. Rosja zgadzała się na taką uchwałę po zakończeniu bombardowań. NATO chciało aby taka rezolucja została uchwalona szybko, a w każdym razie jeszcze w czasie wojny.

Porozumienie G-7 i Rosji wsparte było przez Miloševicia obietnicą wycofania, w geście dobrej woli, części swych sił z prowincji. Propozycja ta została złożona zaraz po zniszczeniu chińskiej ambasady w Belgradzie i osłabieniu tym samym politycznej pozycji NATO. Efektem tej pomyłki, lub jak twierdzono celowej akcji, był ostry konflikt na linii USA-Chiny, który doprowadził do czasowego zahamowania impetu samych bombardowań Belgradu. W momencie tym było widać wyraźną zbieżność działań Serbii, Rosji i Chin wymierzoną w Stany Zjednoczone.

Wracając jeszcze do samego planu G-8 z 6 maja trzeba zauważyć, że w przypadku przyjęcia przez Miloševicia tych warunków wojna ta zakończyła by się jego wyraźnym sukcesem. Było by tak ponieważ propozycja ta zawierała bardzo poważne braki. Przede wszystkim nie przewidywała wycofania z Kosowa wszystkich serbskich sił, czego od początku domagało się NATO. Przewidywała natomiast, że Kosowo będzie administrowane przez ONZ, czyli, że Rosja będzie miała prawo wetować wszystkie decyzje w Radzie Bezpieczeństwa NZ. Ze względu na bliskość pomiędzy Moskwą a Belgradem oznaczało to, że prawo weta miałby również Milošević.

W tworzeniu planów pokojowych inicjatywę wykazały również rządy krajów uważanych za sprzyjające Serbii, tzn. Czech i Grecji. Ministrowie spraw zagranicznych tych państw Jan Kowan i Jeorjos Papandreu przestawili 25 maja ambasadorom państw NATO w Brukseli swój plan, podpisany wcześniej w Pekinie. Projekt, określany jako uzupełnienie planu G-8, miał, zdaniem jego twórców, rozszerzyć wachlarz inicjatyw, których celem jest zakończenie konfliktu na Bałkanach. Plan ten w swym ogólnym założeniu przewidywał zaprzestanie przez NATO bombardowań Jugosławii na okres 48 godzin, co ułatwiłoby wycofanie większej części serbskich wojsk z Kosowa. W tym czasie Rada Bezpieczeństwa ONZ miałaby przyjąć rezolucję ustalającą dalsze działania na Bałkanach. W przypadku odrzucenia przez Belgrad inicjatywy pokojowej, NATO wznowiłoby naloty. Kosowo, według autorów planu, miało pozostać w granicach Jugosławii, ale pod międzynarodowym protektoratem. Wysłane tam siły pokojowe miałyby składać się z żołnierzy NATO, Rosji, Chin i Ukrainy. Plan ten został skrytykowany nie tylko przez najważniejsze państwa Sojuszu, ale w przypadku Czech, również przez własny parlament przez co plan ten nie odegrał żadnej roli w rozwiązaniu konfliktu z Jugosławią. Inicjatywa ta czyniła jednak pewien wyłom w tak wychwalanej przez Sojusz jedności wśród własnych członków.

Wraz z przedłużającym się konfliktem nastroje rządów części państw także ulegały radykalizacji i to głównie w kwestii przeprowadzenia interwencji lądowej. Do jej głównych rzeczników w Europie należała Wielka Brytania oraz Francja, natomiast kanclerz Niemiec Gerhard Schröder i premier Włoch Massimo D’Alema podczas spotkania jakie odbyło się 18 maja wypowiedzieli się stanowczo przeciwko takiej możliwości. Zgodni także byli w kwestii uchwalenia przez Radę Bezpieczeństwa NZ rezolucji. Za jej podstawę uznano plan rozwiązania konfliktu przyjęty w Bonn. Pozornym ustępstwom Miloševicia na gruncie dyplomatycznym towarzyszyło wznowienie na szeroką skalę operacji wojskowych w Kosowie wymierzonych w UÇK. Operacji tej towarzyszyły liczne wypadki przekraczania przez siły jugosłowiańskie granicy z Albanią i dalsze działania wymierzone w ludność cywilną.

Wobec takiego stanowiska władz Serbii i Jugosławii do głosu doszedł Trybunał ONZ ds. Zbrodni w Byłej Jugosławii w Hadze, który na wniosek prokurator Louise Arbour, postawił w stan oskarżenia Slobodana Miloševicia zarzucając mu popełnianie zbrodni wojennych. Wraz z nim haski Trybunał ONZ oskarżył o pacyfikację Kosowa czterech innych jugosłowiańskich dostojników: Milana Milutinovicia (prezydenta Serbii), gen. Dragoljuba Ojdanicia (szefa sztabu armii Jugosławii), Vlajka Stojiljkovicia (ministra spraw wewnętrznych Jugosławii) i Nikolę Šainovicia (wicepremiera Jugosławii).

Trybunał podjął decyzję już 22 maja, ale została ona ogłoszona dopiero pięć dni później, gdyż ONZ nakazała członkom swoich misji opuszczenie do tego czasu Jugosławii. Decyzja Trybunału oznaczała, że wszystkie 182 państwa skupione w ONZ oraz Szwajcaria, która zobowiązała się uznawać jurysdykcję Trybunału, mają pomóc w dostarczeniu oskarżonych do Hagi.

Postawienie pięciu najważniejszych osób w państwie, a szczególnie Slobodana Miloševicia, w stan oskarżenia przez Trybunał wydawało się utrudniać prowadzenie z nim rozmów pokojowych przez państwa zachodnie. Mimo, iż głównym oskarżonym była głowa państwa będącego formalnie w stanie wojny z Sojuszem zachodni dyplomaci zdecydowali się nadal na prowadzenie rozmów z Miloševiciem. Podobne stanowisko zajęła Rosja, która co prawda przyjęła decyzję Trybunału do świadomości ale nadal otwarcie utrzymywała z rządem w Belgradzie oficjalne kontakty. Niemniej w rozmowach zapanował pewien krótkotrwały impas, który został przerwany w wyniku zgody strony serbskiej na przyjęcie warunków G-7 i Rosji. Przyjazd do Belgradu Wiktora Czernomyrdina i jego partnera z ramienia UE prezydenta Finlandii Martii Ahtisaariego poprzedzony został intensywnymi rozmowami w Bonn prowadzonymi z Strobem Talbotem i kanclerzem Schröderem. Przedstawiony projekt (zob. aneks nr 2) został przyjęty przez serbski parlament 3 czerwca. Za przyjęciem 12-o punktowej rezolucji pokojowej padło 136 głosów, przeciw było 74 deputowanych głównie z nacjonalistycznej Serbskiej Partii Radykalnej a trzech wstrzymało się od głosu. W dokumencie zawarte były wszystkie warunki NATO.

Mimo, że Milošević ustąpił oficjalnie 3 czerwca do zaprzestania nalotów NATO brakowało porozumienia wojskowego, dotyczącego czasu i zasad wycofania się sił Jugosłowiańskich z prowincji. Rozmowy dotyczące tej kwestii prowadzone były w Kumanovie w Macedonii, przez brytyjskiego generała Michaela Jacksona z generałami armii jugosłowiańskiej i serbskiej policji. Rozmowy, w których ważnym ogniwem była Rosja, miały niekiedy dramatyczny przebieg co groziło nawet ich zerwaniem. Posiadając silne poparcie Rosji, Serbowie usztywnili swoje stanowisko domagając się:

– Uchwalenia rezolucji Rady Bezpieczeństwa NZ w sprawie KFOR, jeszcze przed podpisaniem porozumienia dotyczącego wycofania armii z Kosowa.
– Gwarancji, że odwrót armii nie zostanie wykorzystany przez partyzantów z UÇK. Władze Jugosławii proponowały, aby wycofanie nastąpiło w dwóch turach: pierwsza część od razu, druga po wkroczeniu sił pokojowych KFOR.
– Utworzenia międzynarodowych sił pokojowych z udziałem państw spoza NATO.

Mimo oficjalnej stanowczości Sojuszu względem warunków stawianych Jugosławii dopuszczano jednak pewne możliwości kompromisu. Dotyczyły one głównie możliwości przedłużenia terminu dla wycofujących się wojsk FRJ z 7 do 10-14 dni. Cały czas dawała o sobie znać Rosja, która zażądała aby zanim dojdzie do negocjacji wstrzymać naloty. NATO nie tylko nie zgodziło się z zaprzestaniem nalotów ale zapewniło, że nawet będzie je wzmagać jeśli Milošević będzie zwlekał z podpisaniem porozumienia. Dyplomaci Zachodu prowadzili z Rosją intensywne rozmowy, chcąc nakłonić ją do popisania wspólnego porozumienia, które musiał by już Milošević przyjąć. Była to najważniejsza przeszkoda w zawarciu pokoju gdyż po uchwaleniu 10 czerwca rezolucji 1244 w Bonn przez ministrów spraw zagranicznych G-8, Milošević pozbawiony już pełnego poparcia Rosji wyraził zgodę na zawarcie rozejmu. Porozumienie o warunkach wycofania wojsk serbskich z Kosowa i wejścia do prowincji sił międzynarodowych KFOR, podpisano 9 czerwca w Kumanovie ( zob. aneks nr 3). Następnego dnia sekretarz generalny NATO Javier Solana polecił zawiesić naloty na Jugosławię a 20 czerwca podjęta została decyzja o ich całkowitym zakończeniu.

Marshall McLuhan i „medium is message”

5/5 - (8 votes)

Marshall McLuhan (1911-1980) był kanadyjskim filozofem i teoretykiem komunikacji, który znany jest przede wszystkim za sprawą swoich prac na temat mediów i ich wpływu na społeczeństwo. Jego teoria, znana jako „efekt medium”, twierdzi, że każde medium samo w sobie wprowadza pewne zmiany społeczne i kulturowe, niezależnie od treści, jakie przekazuje.

McLuhan zwrócił uwagę na to, że media, takie jak druk, telewizja, czy Internet, stanowią „ekstensję człowieka” i że nasze doświadczenia i sposób myślenia są znacząco zmieniane przez te technologie. Jego prace zyskały dużą popularność w latach 60. i 70. i wprowadziły nowe spojrzenie na rolę mediów w życiu społeczeństwa. McLuhan jest uważany za jednego z najważniejszych teoretyków komunikacji i jego prace wciąż inspirują badania i dyskusje na temat mediów i ich wpływu na nasze życie.

Marshall McLuhan z wykształcenia profesor filologii angielskiej, całe swoje życie poświecił problematyce komunikacji społecznej. Był autorem wielu znakomitych książek, m.in. „Mechanical Bride: Folklore of Industrial Man”, „Understanding Media: The Extension of Man” oraz bestsellera „Galaktyka Guttenberga”.[1]

Marshall McLuhan był związany z wieloma uniwersytetami, takimi jak University of Manitoba i Cambridge University, gdzie uzyskał tytuł doktora i rozpoczął karierę jako wykładowca, a następnie został mianowany profesorem. W latach 1953-1955 pełnił funkcję Przewodniczącego Instytutu Kultury i Komunikacji Fundacji Forda, jednocześnie będąc współwydawcą „Explorations Magazine”. W latach 1959-1960 był dyrektorem Projektu Medialnego Międzynarodowego Zrzeszenia Audytorów Edukacyjnych i Biura Edukacji USA. W 1963 roku wykształcony w dziedzinie nauk humanistycznych otrzymał zamówienie Rektora Uniwersytetu w Toronto na stworzenie Centrum Kultury i Technologii, którego został dyrektorem i kierował nim aż do 1979 roku. W 1964 roku został członkiem Królewskiego Towarzystwa Kanady, a w 1968 roku otrzymał katedrę Alberta Schweitzera na Fordham University. W 1973 roku został mianowany konsultantem Komisji Pontyfikatu dla Komunikacji Społecznej i pełnił tę funkcję do końca swojego życia.

Marshall McLuhan był doceniany za swoje osiągnięcia w nauce i pisarstwie, co przełożyło się na wiele tytułów doktora honoris causa, m.in. na University of Windsor (1965), Assumption University (1966), University of Manitoba (1967), Simon Fraser University (1967), Grinnell University (1967), St. John Fischer College (1969), University of Alberta (1971) i University of Western Ontario (1972). McLuhan otrzymał także wiele nagród, takich jak: główna nagroda im. Governora (1962), nagroda Molsona za wybitne osiągnięcia w naukach społecznych (1967), honorowa nagroda z dziedziny Kultury i Komunikacji na Niagara University (1967), nagroda Chrześcijańskiej Kultury na Assumption University, złoty medal od prezydenta Włoch za oryginalne prace jako filozofa „masmediów” i nagrodę prezydenta Stanów Zjednoczonych na University of Detroit.

Marshall McLuhan podstawowe tezy swojej prognozy sformułował w dwóch dziełach: „Mechanical Bride: Folklore of Industrial Man” i „Galaktyka Guttenberga”. Dotyczyły one kilku podstawowych aspektów życia społecznego:

  • człowiek jest niedostosowany do przekazu informacji w formie pisemnej,
  • nowe „zimne” formy przekazu stwarzają możliwość na powstanie społeczeństwa o wysokim stopniu uczestnictwa.

Marshall McLuhan zauważył, że nasze społeczeństwo przeszło od epoki plemion i miast-państw, gdzie komunikacja międzyludzka była wyłącznie ustna, do nowej ery, w której potrzeba rozpowszechniania informacji skłoniła nas do masowej adopcji pisanego słowa. McLuhan twierdził, że pisemna forma komunikacji nie odpowiada naszym naturalnym potrzebom komunikacyjnym, ponieważ wymusza liniowe postrzeganie rzeczywistości i ogranicza nasze zmysły w doświadczaniu środowiska.

McLuhan uważał, że pismo jest sztucznym substytutem mowy i nie może oddać pełnej złożoności komunikacji bezpośredniej, co powoduje brak poczucia więzi i solidarności w społeczeństwie opartym na piśmie. W jego opinii, ludzie stają się w takim społeczeństwie bezosobowymi numerem ewidencyjnymi, zaszufladkowanymi przez administrację państwową.

Zgodnie z twierdzeniem McLuhana, sytuacja związana z ograniczeniami w komunikacji zmienia się, gdy ludzie zaczynają korzystać z systemów elektronicznych. Szybkość przekazywania informacji za pomocą elektryczności jest tak duża, że odwraca proces rozdrobnienia społeczeństwa. Zamiast ekspansji i eksplozji, pojawia się „implozja”. Elektroniczne środki komunikacji potęgują nasze doświadczenia, a nie je ograniczają. Dzięki nim człowiek odzyskuje poczucie przynależności do innych ludzi i powraca do natury. Społeczeństwo staje się jedną wielką „globalną wioską”, obejmującą cały świat.

Zdaniem McLuhana, epoki mechaniczne „rozciągnęły nasze ciała w przestrzeni”. Z kolei epoka elektrotechniczna „rozszerza nasz centralny układ nerwowy na cały świat”, redukując kulę ziemską do rozmiarów globalnej wioski. McLuhan dzieli środki przekazu na „zimne” o wysokim stopniu uczestnictwa oraz „gorące” o niskim stopniu uczestnictwa. Według McLuhana, elektryczność stworzyła środki przekazu „zimne”, takie jak radio i telewizja, którą McLuhan uważa za swoją ulubioną. Telewizja rozwija wyobraźnię i poczucie możliwości, tworząc nowy rodzaj człowieka.

Realizacja „mcluhanowskiego” medium jest Internet. Potrafił on połączyć stalla obecność danej informacji z szybkością jej przekazu i odbioru oraz multimedialnością. Internet pełni ważne funkcje jako źródło informacji i koordynacji systemu bezpieczeństwa państwa oraz narzędzie komunikacji międzyuczelnianej. Jednocześnie ma wpływ na przemiany społeczne i kulturowe, a przede wszystkim działalność polityczna na skale globalna. Odzwierciedla motto często powtarzane przez McLuhana: „medium Iss message” medium staje się informacja sama w sobie. „Treść każdego środka jest zawsze innym środkiem. Treścią pisma jest mowa, słowo pisane jest treścią druku, druk jest treścią telegrafu, a treścią mowy jest proces myślenia. Efekt danego środka wzmacnia się właśnie przez to, że przydaje mu się inny środek jako treść”.

Internet to medium o właściwościach egalitarnych, dające możliwość nieciągłego i nieliniowego przekazywania informacji. Wzmacnia on interakcję między nadawcą i odbiorcą na dotąd nieznanym poziomie. W jego skład wchodzą wszystkie sposoby przekazywania informacji, takie jak mowa, tekst, obraz, zdjęcia, animacje i filmy. Internauta może z jednej strony pasywnie czytać wirtualną gazetę, a z drugiej – uczestniczyć w zdalnych konferencjach.


[1] McLuhan M., Mechanical Bride: Folklore of Industrial Man, Toronto 1954; Understanding Media: The Extension of Man, New York 1964; Galaktyka Guttenberga, Warszawa 1975.

Estońska scena polityczna

5/5 - (4 votes)

z pracy dyplomowej na temat wyborów parlamentarnych w Estonii

Põllumeste Kogu

Zgromadzenie Farmerów w 1995 roku startowało w wyborach do parlamentu w ramach postkomunistycznej koalicji KMÜ. Wprowadziło do Riigikogu dwóch swoich kandydatów: Eldura Pardera i Ülo Peetsa. W parlamencie należeli oni do klubu MRE (żeby założyć własny klub w estońskim parlamencie potrzeba 6 posłów). Parder był nawet jego wiceprzewodniczącym. PK było spośród czterech ludowych ugrupowań bloku KMÜ najbardziej prawicowe. W efekcie, podczas gdy EPPE i Maaliit pozostały w związku z Koonderakond, a MRE „skręciła” w lewo, i startując samodzielnie, zacieśniła jednocześnie współpracę z Keskerakond, Põllumeste Kogu również wystartowało samodzielnie, ale ze zdecydowanie bardziej prawicowych pozycji.

„Program Zgromadzenia Farmerów wywodzi się z ideologii narodowej” – deklarowało PK, które wyraźnie kierowało swoje propozycje w kierunku populistycznego elektoratu prawicy. Zdaniem „farmerów” proces desowietyzacji nie został zakończony, w efekcie: „mamy skorumpowanych liderów, wzrastającą przestępczość i negatywne zmiany narodowościowe”.

PK było zwolennikiem zwiększonej obecności państwa w gospodarce, „państwo nie powinno opuszczać wiodącej pozycji w strategicznych gałęziach gospodarki: energetyce, kolei żelaznej i dużych gospodarstwach rolnych”. Zresztą postulowało także odbudowy spółdzielczości na wsi.

Koncentrując się przede wszystkim na zagadnieniach związanych z rolnictwem, PK prezentowało w polityce zagranicznej kierunek umiarkowanie prozachodni (wejście do UE i NATO po referendum, stosunki z Rosją dyktowane interesem ekonomicznym). Sprzeciwiało się jakiejkolwiek liberalizacji wymagań naturalizacyjnych.

Eklektyzm programowy i brak wyrazistego i logicznego oblicza ideologicznego Zgromadzenia potwierdzały opinie kierownictwa partii, że głównym partnerem politycznym może być Isamaaliit, a z drugiej poparcie dla programu rolnego Keskerakond – śmiertelnego wroga prawicy.

Nie mając większych szans na sukces (około 1 proc. poparcia w sondażach – najlepszy wynik w listopadzie 1998 – 3%) Põllumeste Kogu wystawiło 36 kandydatów (najmniej spośród startujących ugrupowań). Cztery lata wczeœniej, było ich tylko 10 (na 161 kandydatów KMÜ). Lider i najbardziej znany polityk partii – Eldur Parder, startował w okręgu X, tradycyjnej bazie chłopskiej prawicy (płd.-wsch. Estonia). Tam kandydowało najwięcej członków PK – 7. W innych okręgach było ich na ogół mniej niż pięciu (w rejonach należących do okręgów VI, VII i XI, tylko po jednym), ale partia reprezentowana była w całym kraju.

Eesti Kristlik Rahvapartei /Chrześcijańska Partia Ludowa

Chrześcijańska Partia Ludowa (EKRP) to typowy twór stworzony na potrzeby wyborów. Marginalne ugrupowanie nie miało żadnych związków z istniejącymi do tej pory partiami, a w jego szeregach trudno było o postaci z polityczną przeszłością.

Start EKRP w parlamentarnych wyborach był próbą zagospodarowania „niszy religijnej” na estońskiej scenie politycznej. Było to dość ryzykowne, ponieważ do tej pory nie można było w ogóle stwierdzić, czy taka nisza istnieje. Zwłaszcza, że Estończycy to mocno zsekularyzowane społeczeństwo – zaledwie 20 proc. deklaruje religijność. Istniejące wcześniej partie chadeckie (stały się potem trzonem Isamaa) były chrześcijańskie tylko z nazwy. Wymiar religijny nigdy nie był w życiu społeczno-politycznym Estonii wymiarem szczególnie istotnym, i wiązał się ściśle z problemem narodowym.

EKRP demonstracyjnie podkreślała związki swojego programu z „powszechnie uznawanymi prawdami Biblii: czyń innym to, co chciałbyś, by inni czynili tobie”. W ogólnikowym programie wyborczym zwraca uwagę jedynie sprzeciw wobec wejścia do Unii Europejskiej. Nie wiadomo, czy ze względów ideologicznych, czy z innych, bardziej przyziemnych (np. siła oddziaływania lobby prorosyjskiego…).

EKRP wystawiła aż 65 kandydatów (w tym 13 kobiet). Nie były to nazwiska powszechnie znane. Najwięcej „chrześcijańskich ludowców” o mandat miało ubiegać się w okręgu V – na wyspach Saaremaa i Hiiumaa i nadmorskim rejonie Läänemaa (12).

Niezależni kandydaci

O mandat walczyć chciało także 19 niezależnych kandydatów ( w 1995 – 12). Najwięcej, 4, w Pärnumaa. W okręgu IV (rejony Harju i Rapla) – 3, a w pozostałych po 1-2. Tylko w okręgu VIII nie było kandydatów niezależnych. Najbardziej chyba znany w tym gronie był rosyjski publicysta niezależny – Dmitri Klenski, ubiegający się o mandat w stołecznym okręgu I. Cztery lata wcześniej startował z listy Meie Kodu on Eestimaa!.

Robert B. Reich i praca narodów

5/5 - (4 votes)

podrozdział pracy magisterskiej

Robert B. Reich uznawany jest za jednego z najbardziej kreatywnych światowych propagatorów ochrony socjalnej ludzi pracy. Został on powołany na stanowisko Ministra Pracy w gabinecie prezydenta Billa Clintona w 1993 roku, po dwunastu latach pracy na Harvard University ‘s Kennedy School of Government. W latach 1974 – 1976 był asystentem Prokuratora Generalnego. Podczas pełnienia tej funkcji kilkakrotnie reprezentował Stany Zjednoczone przed Sadem Najwyższym. W okresie 1976 – 1980 był Przewodniczącym Instytutu Planowania Politycznego Federalnej Komisji do Spraw Handlowych. W latach 1993 – 1997 podczas pobytu w Waszyngtonie, Reich walczył o wprowadzanie planu ochrony socjalnej i podniesienia minimalnej pensji, zdobywając tym samym reputacje jawnego liberała. Jako Minister Pracy podczas pierwszej kadencji Billa Clintona, Reich stworzył zespól międzynarodowych agend zajmujących się podstawowymi zagadnieniami pracy:

  • podnoszeniem umiejętności i kompetencji,
  • ochrona kapitału intelektualnego,
  • potencjałem innowacyjnym.

Pod kierownictwem Reicha Departament Pracy przeforsował akt prawny „The School-to-Work Opportunities Act”, który ułatwia przejście ze szkolnictwa średniego wprost do pracy 75% młodych Amerykanów, którzy nie ukończyli studiów wyższych. Obecnie stany posiadają jednolity system centrów zatrudnienia, obejmujący opiekę bezrobotnych, doradztwo pracy i szkolenie zawodowe.

Obecnie Reich doradza liderom politycznym i korporacjom ogólnoświatowym w kwestach zasadniczych dla ich przyszłości, oraz wykłada na Brandysie University. Jako założyciel Centrum Pracy, Ekonomii i Społeczeństwa, Reich kontynuuje poszukiwania przyczyn i konsekwencji powstawania nierówności w Stanach Zjednoczonych i w innych państwach, dziś i w przyszłości. W uznaniu wybitnych zasług uzyskał tytuł doktora honoris causa na University of New Hampshire i University of Maryland.

Jest autorem wielu książek, m.in.: „Praca narodów: Przygotowanie do kapitalizmu XXI wieku”, „Tales of a New America: The Anxious Liberal’s Guide to the Future”, „New Deals: The Chrysler Revival and the American System”, „The Next American Frontier”(24). Zdobył honorowe stopnie naukowe na uniwersytetach: University of Maryland, University of California i Berkeley.

Robert Reich jest regularnym gościem na lamach gazet: „The New York Times”, „The Los Angeles Times”, „The Washington Post” i „The Boston Globe”. Jest gospodarzem programu „Długo i krótko o tym” o tematyce ekonomicznej w PBS (Public Broadcasting Service) i programów „Wszystkie sprawy do rozważenia” i „Rynek” w NPR (National Public Radio). Od 1990 roku jest prezesem wydawnictwa magazynu „The American Prospect”.

Robert B. Reich przewiduje, że do 2020 roku społeczeństwo amerykańskie podzieli się ostatecznie na zamożna cześć (około 20%) i biedotę (80%). Górna 1/5 społeczeństwa otrzymywać będzie ponad 60% wszystkich dochodów, dolne 1/5 pozostanie 2% dochodów. Najbogatsi – zwani przez Reicha symbolicznymi analitykami ze względu na rodzaj wykonanej pracy, jaki wykonują – przeniosą się do izolowanych enklaw, gdzie stworzą własny system opieki zdrowotnej i edukacyjny. Jednocześnie ograniczeniu ulegnie opodatkowanie ich dochodów, co automatycznie zmniejszy redystrybucje ich podatków na inwestycje dla dobra społeczeństwa. Ograniczeniu ulegną wydatki rządowe na kształcenie, szkolenie i infrastrukturę. Oszczędności przeprowadzone na wydatkach na obronność państwa nie doprowadza do zwiększenia wydatków na cele socjalne, a do zmniejszenia opodatkowania, szczególnie warstw najbogatszych. Biedniejsze stany, miasta i gminy nie będą zdolne do zapewnienia odpowiedniej opieki socjalnej swoim mieszkańcom. Znikną również jakiekolwiek powiązania pomiędzy gminami, w których będą zamieszkiwać syntetyczni analitycy i reszta społeczeństwa. Izolacja, ubóstwo i postępujące bezrobocie doprowadzą biedniejsza cześć społeczeństwa do depresji. Wzrośnie przestępczość i zapełnia się wwiezienia. Podział spotęguje nowoczesna armia ochroniarzy ograniczająca ingerencje biednych w życie bogatych. Jedyna szansa na przetrwanie społeczeństwa w całości będzie poczucie odpowiedzialności syntetycznych analityków, jakie w bardzo optymistycznej wersji wydarzeń doprowadzić mogłoby do poprawy bytu współziomków niezależnie od korzyści osobistych.

Zależeć będzie to od tego, czy po zaniku ekonomicznych powiązań społeczeństwo będzie miało wystarczająco silne poczucie więzów społecznych i politycznych. Państwa, których dziedzictwo narodowe patriotyzmu okaże się wystarczająco silne – staną się wielkimi wygranymi przyszłości.

Poważnym zagrożeniem dla przyszłych struktur społecznych może stać się również nacjonalizm. Jest on skutecznym antidotum na przyszłe ostre podziały społeczne. Jednak może spowodować zniszczenie publicznych „wartości aż do punktu, gdzie obywatele popierają politykę, która jedynie marginalnie poprawia ich własny dobrobyt, ale poważnie szkodzi wszystkim innym na planecie, zmuszając w ten sposób inne kraje do takich samych działań w obronie”(25). Doprowadzi to do poważnego zaniedbania globalnych problemów, w których międzynarodowa współpraca jest konieczna, (klęski i zagrożenia ekologiczne, rozbrojenie czy rozprzestrzenianie się groźnych chorób). „Nieokiełznany nacjonalizm” – jak pisze Reich – „może także spowodować degeneracje obywatelskich wartości wewnątrz kraju. Narody staja się paranoiczne szukając wśród siebie obcych agentów, swobody obywatelskie są ograniczone na gruncie narodowego bezpieczeństwa”(26). W ten sposób rozumiany nacjonalizm – szowinizm – przekreśli idee społeczeństwa globalnego i informacyjnego, a różnica między 1/5 i dolnymi 4/5 w Stanach Zjednoczonych będzie niewidoczna w porównaniu z 1/5 i 4/5 mieszkańców świata. Tak więc w pesymistycznej wizji cywilizacji przedstawianej przez Reicha może się okazać, ze wyjścia nie ma:

  • nacjonalizm elit ekonomicznych może zagrozić wyniszczeniem narodów,
  • międzynarodowi symboliczni analitycy mogą nie widzieć potrzeby dzielenia się dobrami, jakie posiadają i realizowania zasad sprawiedliwości społecznej.

Sposobem na unikniecie obu scenariuszy jest kształcenie ludzi i wpajanie im poczucia sprawiedliwości, odpowiedzialności i umiejętność dzielenia się z innymi. Należy również walczyć z rezygnacja i poczuciem bezsilności, z przekonaniem, że jednostkowa pomoc i tak nie rozwiąże ziemskich problemów.

Reich twierdzi, że tocząca się na forum politycznym Ameryki debata, koncentruje się na dwóch wyżej wymienionych opcjach:

  • na popieraniu bezmyślnego i krótkowzrocznego nacjonalizmu,
  • na propagowaniu obojętnego kosmopolityzmu.

Nikt nie bierze pod uwagę ze sukces gospodarczy w jednym kraju oddziaływanie pozytywnie na państwa sąsiednie, a porażka gospodarcza sprowadza międzynarodowy kryzys. Wyraźnie brak – pisze Reich – trzeciej opcji, o pozytywnym ekonomicznym nacjonalizmie, „w którym obywatele każdego kraju biorą główna odpowiedzialność za zwiększanie zdolności swych współziomków do pełnego i produktywnego życia, lecz którzy również pracują z innymi narodami tak, by zapewnić, że te ulepszenia nie nastąpią kosztem kogoś innego”(27). To właśnie rozwiązanie wydaje się być – według Reicha – optymistycznym wobec nadchodzących zmian. Należy promować edukacje, która zwiększy kwalifikacje pracowników i spowoduje łagodne przejście siły roboczej ze starych gałęzi przemysłu do nowych. System kształcenia zawodowego zmniejszy bezrobocie pobudzając krajowa infrastrukturę i kształtując międzynarodowe reguły postępowania. „Pozytywny nacjonalizm” jako jedyny, jest w stanie doprowadzić do większego globalnego bogactwa ludzi, do wzrostu poziomu wykształcenia całych społeczeństw, do dostępnej dla każdego opieki społecznej, która zwiększa w rezultacie zdolność obywateli do prowadzenia pełnego i produktywnego życia. System taki zachęcałby do udzielania publicznych subsydiów firmom, które podejmują produkcje wewnątrz kraju o dużej wartości dodanej, tak aby wykorzystany mogli być potencjał narodu w jak największym stopniu. Reich przestrzega jednak przed wprowadzeniem rozróżnień gospodarczych w oparciu o podłoże narodowe, proponując raczej dalekowzroczna politykę regionalna i ogólnoświatowa.

Jesteśmy w szczególnym historycznym momencie zmian cywilizacyjnych – twierdzi Reich – szkoda byłoby taka okazje zmarnować. Nie grozi nam międzynarodowy konflikt, świat znajduje się w momencie wielkiej transformacji gospodarczo-społecznej i społeczeństwa oczekują na ponowne samookreślenie. To, jaka droga świat się potoczy, zależy wyłącznie od nas.

Internet symbolem nadchodzących zmian cywilizacyjnych

5/5 - (3 votes)

Jednym z najbardziej użytecznych i najszybciej rozwijającym się medium XX wieku jest Internet. Niecodzienny przebieg wydarzeń – szerokie zastosowanie wynalazku wojskowego do celów służących rozwojowi pokojowej komunikacji – rozważania tego typu staja się już truizmem. „Internet, obok globalnej sieci telefonicznej, globalna siec komputerowa, łączy się w informacyjna autostradę, do której dołączone są najróżnorodniejsze urządzenia: komputery, telefony, ekrany, pamięci dyskowe, co juz tworzy nowa sferę komunikacyjno-kulturowa: rzeczywistość wirtualna on-line. Człowiek współczesny wkracza w nowy wymiar przestrzeni: cyberprzestrzeń(16)”. Łączy on wszystkie istniejące obecnie media:

  • prasę (wersje on-line większości gazet),
  • radio (wiele stacji radiowych nadaje przez Internet),
  • telewizje (przekazy na żywo)

jednocześnie nie będąc jak one ograniczonym:

  • brak rzeczywistej cenzury,
  • możliwość natychmiastowej aktualizacji informacji,
  • łatwy dostęp do odbiorców na całym świecie.

Dlatego też Internet coraz częściej wykorzystywany jest w polityce. Przeprowadzane są internetowe debaty „na żywo”, podczas których wszyscy zainteresowani tematem mogą zadawać pytania i wypowiadać się na dany temat. Socjolodzy i specjaliści od wyborów badają nastawienie opinii społeczności „internautów”, okazuje się bowiem, że jest to liczna grupa obywateli, o której glosy warto się starać. Poszczególne samorządy przymierzają się do przeprowadzania tanich referendów w sprawach istotnych dla społeczności lokalnych. Definicja Internetu ze względu na jego funkcje cywilizacyjne i społeczne wybiega daleko poza terminologie techniczna. Składają się na niego trzy elementy:

  • połączone sieci (network of networks) oparte o protokóły TCP/IP,
  • społeczność (community of people), która używa i rozwija ta siec,
  • zbiór zasobów (collection of resources), które znajdują się w tej sieci

Techniczne, społeczne i informacyjne aspekty są one ze sobą powiązane. Internet scharakteryzować można najogólniej jako „działanie członków społeczności przy pomocy sieci, mające na celu odnalezienie i wykorzystanie znajdujących się w niej zasobów informacyjnych”(17).

Powstanie Internetu w Stanach Zjednoczonych było reakcja na wystrzelenie sputnika przez Związek Radziecki. Był wiec to element zimnej wojny. W 1957 roku stworzona została agencja ARPA, która przy wykorzystaniu hipertekstu(18) postanowiła stworzyć zdecentralizowana siec komputerowa, która będzie mogła działać nawet w przypadku awarii wielu węzłów. W celu realizacji tego projektu w 1969 roku stworzony został ARPANET – siec składająca się z czterech komputerów, która w 1971 roku liczyła 13 węzłów, a w 1973 aż 35. Początkowo służyła ona wyłącznie do komunikacji między naukowcami, do przesyłania listów elektronicznych i do wspólnej pracy nad projektami. W roku 1970, dzięki wykorzystaniu protokołu FTP (File Transfer Protokół) możliwe stało się przesyłanie całych plików. Umożliwiło to umieszczanie w sieci biblioteki programów, sterowników do sprzętu oraz dokumentacji. W roku 1971 udostępniono wszystkim użytkownikom Internetu możliwość wysyłania i odbierania listów, oczywiście pod warunkiem, że adresat również korzystał z komputera podłączonego do sieci. „Elektroniczna” poczta zyskała wielka popularność. Analitycy złożonych systemów komputerowych przewidują, że do 2000 roku liczba wysyłanych listów tzw. „e-maili” przekroczy zawrotna liczbę 6 trylionów rocznie.

W roku 1973 siec ARPANET została rozszerzona poza Stany Zjednoczone. Podłączone zostały: University College of London w Wielkiej Brytanii i Royal Radar Establishment w Norwegii. Rok później w opracowaniu badawczym dotyczącym protokołu TCP po raz pierwszy użyte zostaje słowo INTERNET(19). W roku 1977 stu naukowców tworzy „TheoryNet” pierwsza lista dyskusyjna. W 1979 roku powstaje system organizujący tekstowe grupy dyskusyjne „Usenet” – stworzony przez studentów Toma Truscotta, Jima Ellisa i Steve Bellovina. Obecnie Usenet liczy ponad 50 tysięcy grup i miliony użytkowników.

W roku 1983 ostatecznie odłącza się od sieci ARPANET jej cześć wojskowa, tworząc MILNET. W ARPANET hosty i sieci zaczynają używać protokołu TCP/IP. Jest to początek Internetu w obecnym znaczeniu. Do rozwoju Internetu włącza się National Science Fundation, tworząc NSFNET, siec szybkich superkomputerów wykorzystywanych do celów naukowych. W kolejnych latach opracowane zostają systemy: Internet Relay Chat (IRC) Jarkka Oikarinena – do internetowych rozmów bezpośrednich, oraz Prodigy – usługa służąca do zakupów. W 1989 roku formalnie przestaje istnieć ARPANET na korzyść dobrze nam dziś znanego Internetu.

W 1990 roku Tim Berners-Lee stworzył technologie World Wide Web (WWW), lecząca słowa, zdjęcia i dźwięk. Zapoczątkowało to trwający do dziś wyścig programistów próbujących stworzyć najlepsza przeglądarkę stron WWW i oczywiście dzięki temu osiągnąć znaczny sukces ekonomiczny. W 1992 roku powstała organizacja koordynująca rozwój i działanie Internetu „Internet Society”. W latach 1995-1996 dzięki technologii przesyłania ciągłej transmisji dźwiękowej „Real Audio” oraz systemowi „WebTV” radio i telewizja zostały przeniesione do Internetu. Tym samym międzynarodowa siec komputerowa stal się medium „interaktywnym” i jednocześnie dopełnieniem brakującego elementu w historii komunikacji – dawno prorokowanym przez pisarzy science fiction. Obecnie wprowadzane są coraz to nowe „formy ekspresji internetowej”, można posterować prawdziwa sonda lądująca na Marsie a nawet wysłuchać relacji na żywo z krajów ogarniętych klęska żywiołowa lub wojna. Tak jak medium XV wieku „druk” przyniosło popularyzacje wiedzy wszystkim ludziom na ziemi, tak wynalazek Internetu stwarza możliwość usunięcia barier międzyludzkich spowodowanych wzrastającym podziałem politycznym, społecznym, geograficznym oraz kulturowym.