Komitet Obrony Robotników (KOR)

5/5 - (4 votes)

Wyróżniał się też Komitet Obrony Robotników (KOR), którego celem było zawiązywanie więzi między robotnikami, a za którym opowiadali się pracownicy naukowi, grona studenckie. By docenić wysiłki ludzi pracujących, które nie były w ogóle zauważane i brane pod uwagę. Jak słusznie stwierdza Timothy Garton Ash, „był to przecież pierwszy przemierzony nad tak widoczna dotąd przepaścią most między robotnikami i intelektualistami polskimi”[1]. Początki działalności KOR-u przypadają na lata 70-te. Wielu aktywnych członków było aresztowanych i prześladowanych. Jednakże w drodze do przygotowanego przez władze procesu, mocą amnestii zwolniono nieoczekiwanie oskarżonych.

Wszystkie te elementy, które ograniczały wolność, wpłynęły na sposób przygotowywania akcji strajkowych. Były one dokładnie przemyślane i zorganizowane. (czy to w kwestii rozprowadzania i druku ulotek, a drukarnia mieściła się w Stoczni Gdynia, czy odejścia od miejsc pracy). Obowiązywała ścisła dyscyplina i ład. Działania członków Wolnych Związków Zawodowych pomagały w przebiegu strajku. Robotnicy nie potrzebowali żadnych dodatkowych argumentów do rozpoczęcia akcji protestacyjnej. Byli gotowi i zdeterminowani. Jednakże działania musiały być wewnętrznie zorganizowane. Ważnym krokiem było utworzenie Komitetu Strajkowego. W drugim etapie założono Międzyzakładowy Komitet Strajkowy, który skoncentrował się na przygotowywaniu 21 postulatów. „Pod egidą MKS-u pracowały duże sklepy, normalne funkcjonowały piekarnie, działał transport”[2].

Strajk był początkowo organizowany w celu  przywrócenia do pracy Anny Walentynowicz postrzeganej jako silnej, o chłopskich rękach i stopach żołnierza[3] (kobiety, która –  jak sama wspomina –  o powstaniu Związków Zawodowych dowiedziała się z Radia Wolna Europa w 1978 roku, po czym od razu chciała się skontaktować z członkami opozycji)[4]. Po swoim zwolnieniu Walentynowicz kontaktowała się z Andrzejem Gwiazdą i Bogdanem Borusewiczem (członkami WZZ), którzy zajęli się przygotowywaniem do druku ulotek „strajkowych”. Pomysł strajku podobno powstał dnia 8 sierpnia 1980 roku, podczas świętowania przez członków Wolnych Związków Zawodowych, zwolnienia z więzienia Tadeusza Szudławskiego, który przygotował demonstracje z okazji rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja.[5] Powoli fabryki na terenie całego kraju wstrzymywały pracę żądając natychmiastowej poprawy warunków bytowych jak i złej sytuacji płacowej.

Początkowe rozpoczęcie akcji strajkowych wyznaczone było na 13 sierpnia, ale pomysł uległ zmianie Lech Wałęsa (jeden z organizatorów strajku) musiał odebrać swoją żonę wraz z nowonarodzonym dzieckiem ze szpitala[6]. Nowym terminem był 14 sierpnia o godzinie 5.30 nad ranem.  Niestety sam Wałęsa spóźnił się na rozpoczęcie akcji. Większość robotników znajdowała się  już przy kolejnych bramach stoczni.  Pomimo spóźnienia potrafił pociągnąć za sobą tłumy. „Wałęsa szybko przekonał wątpiących (…). Mówił szybko, nie tylko dlatego, ze taką miał naturę, ale również dlatego, ze miał poczucie uciekającego czasu”[7].

Pracownicy stoczni zgromadzeni w stoczni swoim przystąpieniem do akcji protestacyjnej, mieli o wiele więcej do stracenia, aniżeli ci których strajk bezpośrednio dotyczył. Karą dla  Walentynowicz i Wałęsy byłby brak powrotu  do pracy, lecz dla pozostałych duże prawdopodobieństwo jej utracenia. „Istotne jest to, że kilka tysięcy ludzi zatrudnionych na rannej zmianie, zdecydowało się przerwać pracę, porzucić swoje stanowiska i rozpocząć strajk okupacyjny (…).[8]

Przez cały czas istniały głębokie obawy, że skutki strajków z 1970 roku mogą się powtórzyć. Brano pod uwagę fakt, że strajk przyniesie niewspółmierne do wysiłku efekty weń włożonego. Panowała ogromna dezorientacja i zmienność nastrojów wśród grup pracowników. Stałymi elementami Stoczni Gdańskiej były przychodzące pod bramę kobiety z dziećmi (członkowie rodzin strajkujących) przynoszące żywność, bramy stoczni przyozdobione kwiatami, transparentami z wymalowanymi hasłami typu: „tylko solidarność i cierpliwość zapewni nam zwycięstwo”, oraz plakaty z wizerunkiem Papieża.

Gdy  doszło do zakończenia strajku wiele osób obrzucało Wałesę obelgami typu „kłamca” i „sprzedawczyk”. Zachowania te miały uświadomić, że istnieje nie tylko Stocznia Gdańska, ale również inne zakłady pracy, fabryki, których pracownicy są w stanie kontynuować strajk w celu przeforsowania swoich pomysłów i postulatów. Jedną z osób, która dała swój wyraz zaangażowania w kontynuację akcji protestacyjnej była Henryka Krzywonos, przewodnicząca motorniczych w Gdańsku. Strajk kontynuowano, pomimo iż część robotników rozeszła się już do domów.


[1] T. G. Ash, Polska rewolucja…, s.14.

[2] M. Kula, Solidarność w ruchu …,s.178.

[3] Szerz., R. Boyes, Nagi prezydent, Wyd. „Aneks”, Londyn 1995, s.62.

[4] Por., T. Jastrun, Życie Anny Walentynowicz, Niezależna Oficyna Wydawnicza, Warszawa 1995, s. 23.

[5] Szerz., R. Boyes, Nagi…, s 65.

[6] Szerz., tamże, s. 65.

[7] Szerz., tamże, s. 69.

[8] W. Giełżyński, L. Stefański, Gdańsk. Sierpień ’80, KiW, Warszawa 1981, s. 25.

MKS

5/5 - (3 votes)

Utworzono MKS  z przedstawicieli 21 zakładów (w skład wchodzili m.in. Lech Wałęsa, Alina Pieńkowska, Bogdan Borusewicz, Anna Walentynowicz, Joanna i Andrzej Gwiazdowie oraz Bogdan Lis), by w dniu 17 sierpnia przygotować 21 postulatów strajkujących robotników.

Wszystkie działania sprzeciwiające się systemowi komunistycznemu były także  nawiązaniem do demokracji zachodnich, elementów demokratycznej władzy przedstawicielskiej, jak i do możliwości wyrażania woli zbiorowej. Była to chęć do zmiany pewnej totalitarnej sytuacji, gdzie ciągłe podwyżki cen, sytuacja gospodarcza i społeczna nie pozwalały na normalną egzystencję obywateli. By stworzyć taką sytuację dzięki której stworzy się „możliwość do tego aby wyrwać się z obowiązujących konwencji, z pozorów i absurdów, wrócić do rzeczywistości i używać słów, które mają sens, przywrócić do nauczania prawdziwej historii narodu, racjonalnie zarządzać przedsiębiorstwami – takie były aspiracje społeczeństwa, zmuszonego do tego, by się czuć obco we własnym kraju, by nie żyć własnym życiem”[1]. Ogólną charakterystykę działań można zawrzeć w przekonaniu: ” czyż nie lepiej jest umrzeć stojąc niż żyć na kolanach?”[2].

W roku 1980 można było scharakteryzować cztery tendencje w działalności Solidarności. Zdaniem Alaina Tournaine’a , współautora książki „Solidarność  – analiza ruchu społecznego 1980-1981”, można wyróżnić:  1) tendencję defensywną i wspólnotową ruchu społecznego – działalność w zakładach pracy (zwłaszcza na Śląsku): 2) uznanie praw pracowników oraz przekształcenie stosunków pracy i ośrodków decyzyjnych (robotnicy z Gdańska i Szczecina[3]); 3) tendencje wspólnotowe i decyzyjne – uwolnienie społeczeństwa: 4) tendencje uwolnienia społeczeństwa w ruchu reformatorskim, tworzenie i swoboda działalności instytucji[4].

W opinii Lecha Będkowskiego, ówczesnego pierwszego rzecznika MKS-u w Gdańsku, Solidarność charakteryzowała się żywiołowością połączoną z bałaganem. Spotkania były  źle zorganizowane, dyskusje chaotyczne. Działacze przejawiali kompletny brak kompetencji i często odbiegano od głównego tematu. Pomimo jednak faktycznego nieformalnego charakteru związku można mówić o wielkim sukcesie sierpnia 1980 roku: wielki cel jakim było utworzenie wolnych

związków zawodowych, drugi etap strajku w Stoczni im. Lenina w Gdańsku w imieniu mniejszych zakładów pracy oraz podpisanie  21 postulatów wysuniętych przez działaczy solidarnościowych. Z czasem doszło do zmiany charakteru związku. Przeszkodą była pojawiająca się biurokracja a elementem pozytywnym przybywanie zwolenników związku.  „Solidarność nigdy nie policzyła się dokładnie, a jeśli nawet ktoś to wówczas liczył, to wyników nie ogłaszał. Badania wykonane wtedy przez socjologów z Polskiej Akademii Nauk, ale opublikowane dopiero po piętnastu latach ( w tomie studiów Polacy ’81), wykazały, ze jesienią 1981 roku Solidarność miała poparcie ponad 70 procent ogółu społeczeństwa, a wśród członków PZPR – przeszło 60 procent”[5].

Działania solidarnościowe krążyły wokół trzech głównych obozów, okręgów krajowych. Jednym z nich był Obóz Gdański, którego celem było koncentrowanie się na problemach ekonomicznych Polski oraz zwrócenie uwagi na problem wyznaczenia spójnej koncepcji politycznej i społecznej w reformach. Kolejnym obozem był Śląsk, reprezentowany przez grupy zbuntowanych robotników. W obozie tym celem była zmiana złego zarządzania środkami produkcji, niegodnego traktowania robotników oraz zmiany świadomości klasowej.  Ostatni to Obóz Warszawski, którego priorytetem była idea samorządu i samorządności ( myśl o samorządzie miała mieć charakter czysto praktyczny, ekonomiczny przez co należy rozumieć zmianę z metodami zarządzania, które istniały dotychczas). Ważna była myśl stworzenia demokracji lokalnej. „Odtworzenie samorządów miast i gmin to jedna z podstawowych dróg naprawy Rzeczpospolitej”[6].

Protesty  charakteryzowały się trzema etapami nasilenia. Pierwszy z nich przypadał na początki lipca 1980 roku, gdzie to robotnicy bezsilni wobec kolejnych podwyżek podjęli akcje protestacyjne. Drugi etap to rozpoczynanie akcji protestacyjnych na samym Wybrzeżu, natomiast końcowa faza to samo przygotowywanie i realizacja „solidarnościowego strajku” w końcu sierpnia 1980 roku[7].


[1] A. Touraine, J.Strzelecki, F. Dubet. M. Wieviórka, Solidarność – analiza…, s. 40.

[2] Tamże, s 56.

[3] Szerz. M. Szejnert, T. Zalewski, Szczecin: Grudzień – Sierpień – Grudzień, Niezależna Oficyna Wydawnicza, Warszawa 1984.

[4] Szerz. A. Touraine, J.Strzelecki, F. Dubet. M. Wieviórka, Solidarność – analiza…, s. 58-59.

[5] A. Kaczyński, … i odnowiła oblicze…, s. E2.

[6] Szerz., J. Rogulski, Żądamy demokracji lokalnej, „Gazeta Wyborcza”, nr 3 z 10 maja 1989, s.3.

[7] Szerz., I. Krzemiński, Solidarność – projekt…, s. 55.

Socjaldemokracja

5/5 - (4 votes)

W przeciwieństwie do komunizmu, socjaldemokracja nie boi się wspomnień; może się przyznawać do swej historii lub wręcz nią szczycić. Jej bilans jest bezsprzecznie pozytywny. Ale mikstury, których skuteczność wytrwale i zasadnie chwaliła, straciły swe wartości lecznicze i grożą nawet przeistoczeniem się w trucizny.

Zastępując w kierowaniu gospodarką mityczną raczej „niewidzialną rękę” przemyślaną decyzją przedstawicieli ludu, którzy mają zapewnić coraz bardziej sprawiedliwy podział dóbr, socjaldemokracja spowodowała skutki niespodziewane i niejednoznaczne: osłabienie zależności jednostek od gry rynkowej, połączone z otoczeniem ich opieką państwa, która budzi obawę, że stanie się pospolitym nadzorem. „Okazało się, że nie należy zawierzać polityce, by poprawić bilans gospodarki, że, gdy chodzi o podejmowanie decyzji, instancje polityczne nie są same przez się lepsze nić rynek.

To prawda, że w sytuacji braku mechanizmów regulujących dziewiętnastowieczny rynek potrafił być kapryśny i okrutny, ale jeszcze bardziej kapryśne i okrutne będzie prawdopodobnie pozbawione ich państwo, które przecież o wiele trudniej kontrolować niż rynek. Tymczasem socjaldemokracja, choć okazała się szczególnie pomysłowa w wynajdowaniu sposobów kontrolowania rynku, nie wykazała prawie wcale zainteresowania kontrolowaniem państwa”.[1] Znaczy to, że jej tradycyjne programy stały się anachroniczne, a nowych nie posiada.

Nieufność wobec wszystkiego, co spontaniczne, zwłaszcza wobec rynku; niezachwiana wiara w racjonalność gospodarki uspołecznionej (chociażby częściowo) i planowanej centralnie; przekonanie, że droga ku większej wolności, równości i sprawiedliwości prowadzi nieuchronnie przez wzmocnienie państwa – wszystkie te składniki dziedzictwa marksowskiego, przywoływane zarówno przez socjaldemokratów, jak przez komunistów, podaje się teraz wszędzie w wątpliwość wraz z samą ideą państwa, które by mogło być zarazem socjalistyczne i demokratyczne.

Władza państwowa biurokracji, uważana za nieodłączną od realizacji tej idei, jawi się jako nieznośna nawet tam, gdzie sprawowana jest z pełnym poszanowaniem prawa i zasad sprawnego zarządzania, nie zaś z rosyjsko-azjatyckim niedbalstwem i samowolą; dlatego też konserwatyści, choć mają do zaproponowania tylko ograniczenie tej władzy, znowu zyskują zwolenników. Jak gdyby koniec końców większość opinii wolała, choćby kosztem wyrzeczeń, zachować wolność, by móc z niej w odpowiednim momencie skorzystać, byle nie oddać jej siłom, które obiecują uczynić z niej najlepszy możliwy użytek, ryzykują wszelako stracenie jej na zawsze.


[1] D. Marquand, Remaking the Centre, „London Review of Books: 3-16 lipca 1980.

Sierpień ’80

5/5 - (4 votes)

Wydarzenia mające swój początek w sierpniu 1980 roku były następstwem wydarzeń wcześniejszych. Należy tu przypomnieć „poznański czerwiec” 1956, czy grudzień 1970 roku.  Przytaczając słowa Timothy Gartona Asha, można powiedzieć, iż historia Polski lat 80-tych to skutek istniejącej pamięci zbiorowej, która nie dopuszczała do zapominania a spowodowała, że Solidarność w ogóle zaistniała. A można zapisać to za pomocą następującego równania: Sierpień 1980 = Czerwiec 1956 + Marzec 1968 + Grudzień 1970 + Czerwiec 1976[1].

Zwłaszcza widać istotny związek z 1970 rokiem. Ta sama stocznia w tym samym mieście, a nawet niejednokrotnie te same osoby biorące udział w demonstracjach. Jednakże w strajku  1980 roku nie doszło do rozlewu krwi[2].

Akcje protestacyjne związane były również z obchodzeniem rocznic starcia robotników z oddziałami ZOMO w  1970 roku, co z czasem wyraźniej uświadamiało robotnikom, iż najwyższy czas walczyć o własne prawa. (w  miejscu  zastrzelonych robotników ustawiono krzyż, który miał być miejscem przyszłego pomnika).

Działania protestacyjne to nie tylko reakcja zmierzająca do przypominania o tragicznych minionych wydarzeniach ważnych dla Polaków. Istotą działań  była tragiczne pogorszająca  się sytuacją gospodarcza kraju. Tak te wydarzenia wspomina, przebywający wówczas w Polsce historyk angielskiego pochodzenia Garton Ash „(…) do końca roku Polska miała skasować deficyt w handlu zagranicznym /1,3-1,5- miliarda/. Oznaczało to konieczności zwiększenia eksportu o około 25% i zmniejszenia dostaw na rynek wewnętrzny w ostatnim kwartale 1980 roku  o około 15 %. Podwyżka cen żywności stałą się teraz nieunikniona. Nieco nauczeni doświadczeniem roku 1970 i 1976 Biuro Polityczne postanowiło przeprowadzić podwyżkę cen w sposób  zakamuflowany. Lepsze gatunki mięsa skierowano wyłącznie do tzw. sklepów komercyjnych, gdzie ceny były już znacznie wyższe, a wiadomość o tym zdecydowano się ogłosić na początku lipca, kiedy zaczynają się wakacje”[3].

Gwałtowny wzrost kryzysu i spadek dochodu narodowego był już zauważalny w 1970 roku. Problemy te stały się jednym  przedmiotów omawianych na zjeździe  partii w 1980 roku. Podczas okresu kryzysowego I sekretarz KC PZPR, Edward Gierek, w dniu 27 lipca udał się na Krym w ramach urlopu. Reakcja i propozycje Biura Politycznego KC PZPR na jednym z posiedzeń w dniu 14 sierpnia 1980 roku były jednoznaczne. Wysunięto propozycje, które miałyby informować na bieżąco Edwarda  Gierka o przebiegu zdarzeń w kraju z zasugerowaniem jego powrotu do kraju Chciano doprowadzić do wystąpienia  telewizyjnego („szczerego i otwartego”) oraz  rozszerzenia działań propagandowych[4].

Jednym z elementów niepokojących Biuro Polityczne był brak społecznego sprzeciwu i całkowitej dezaprobaty dla działań strajkowych. Taka społeczna aprobata była dowodem na to że już coraz ciężej jest manipulować nastrojami ludności poprzez otwartą propagandę.

Działania opozycyjne można było podzielić na dwa skrzydła działalności: jednym z nich była  opozycja narodowa o charakterze fundamantalistyczno-romantycznym, natomiast druga to tzw. opozycja „lojalna” zwana „Doświadczenie i Przyszłość”. Opowiadała się ona za prowadzeniem pokojowych negocjacji z przedstawicielami partii[5]. Te dwa skrajne skrzydła opozycyjne wykluczały się wzajemnie poprzez swój program i idee. Nie było możliwości nawiązania wzajemnej współpracy. Dla odłamu bardziej romantycznego, nie możliwe było w jakikolwiek sposób akceptowanie współpracy z przedstawicielami aparatu. Sympatycy opozycji „lojalnej” przeciwstawiali się radykalnym zmianom wychodzącym poza układami i porozumieniami  wewnątrz układów politycznych.

Jedną z aktywnych grup zawodowych byli aktywiści Wolnych Związków Zawodowych. Drukowano ulotki,  wydawano pismo „Robotnik”. „W tym miejscu należy wspomnieć także działalność innych organizacji podziemnych na Wybrzeżu. Ruch Młodej Polski organizował obchody 3 maja i 11 listopada, wydawał „Bratniaka”, przeprowadzał wykłady z historii. W pierwszych dniach strajku w Stoczni Gdańskiej uwydatnił się aktywny udział członków RMP. Swój udział w działalności podziemnej miał też ROPCiO”[6].


[1] Szerz. T. G. Ash, Polska rewolucja…, s. 21.

[2] Szerz. M. Kula, Solidarność w ruchu…, s. 167.

[3]  T. G. Ash, Polska rewolucja…, s 23.

[4] Szerz. Tajne dokumenty Biura Politycznego. PZPR a Solidarność 1980-1982, opr. Z. Włodek, Wyd. „Aneks”, Londyn 1990, s.25.

[5] Szerz, tamże, s 16.

[6]  M. Kula, Solidarność w ruchu…, s.174.

System totalitarny

5/5 - (3 votes)

W rozważaniach o totalitaryzmie autorzy akcentują niektóre spośród wyżej wyliczonych cech lub dodają inne cechy. Totalitaryzm określa się na ogół w ten sposób, że obejmuje się tym pojęciem nie tylko ustroje o ideologii komunistycznej, w których występuje związana z tą ideologią dominacja państwa i partii w gospodarce, ale także faszyzm i narodowy socjalizm, w których rola państwa w gospodarce była mniejsza, napęd ideologiczny był odmienny, ale zasady organizacji i działania były podobne do istniejących w państwach komunistycznych. Czasem, jak u Ervinga Goffmana, mówi się o instytucjach totalnych funkcjonujących w społeczeństwach demokratycznych.

Omawiając totalitaryzm, Carl J. Friedrich i Zbigniew K. Brzezinski podkreślali rolę państwa i partii, środków przemocy i nadzoru policyjnego, ideologii i środków masowej informacji. Autorzy ci zwracali jednocześnie uwagę na występowanie wewnątrz systemu totalitarnego wysp niepodporządkowania (islands of separateness), zbiorowości społecznych, również instytucji, broniących się przed totalitaryzmem[1]. Totalitaryzm w ujęciu Friedricha i Brzezinskiego – wbrew upraszczającym interpretacjom – był ustrojem rodzącym konflikty. Hanna Świda-Ziemba, opisując komunistyczny totalitaryzm na tle innych systemów totalitarnych, przyjęła, że totalitaryzm charakteryzuje niekontrolowana władza, oparta o rozbudowany aparat przemocy i inwigilacji. Władza ta ustala i narzuca obowiązujące scenariusze działania, przy czym rządzący – z różnych powodów – mogą zrezygnować z zasady pełnego despotyzmu i pełnej kontroli oraz ograniczyć stopień inwigilacji; zawsze jednak wymagają, by scenariusz funkcjonował[2].

Muszą być spełnione trzy warunki, by system mógł był uznany za totalitarny.

Po pierwsze, istnieć musi centralny ośrodek sprawowania władzy, który ma charakter monistyczny. Wszelki pluralizm instytucji i grup istnieje tylko za przyzwoleniem władzy centralnej i jest czym przez te władzę wykreowane. Nie jest efektem wewnętrznej dynamiki procesów społecznych czy ekonomicznych.

Elitarystyczny element systemu jest często we wszystkich teoriach eksponowany. Dążenie do monopolistycznej kontroli, lęk przed utratą władzy wyjaśniają skłonność do stosowania przymusu oraz zwiększonego prawdopodobieństwa stosowania terroru. Tak więc terror – i to raczej ten w tonie samej władzy niż wobec potencjalnych lub rzeczywistych oponentów systemu – odróżnia systemy totalitarne od innych systemów niedemokratycznych. Wszelako terror nie jest (w postaci na przykład czystek, procesów pokazowych, karania całych grup wedle zasady zbiorowej odpowiedzialności), ani warunkiem koniecznym, ani wystarczającym dla definicji totalitaryzmu.

Po drugie, istnieje oficjalna, ugruntowana ideologia, z która utożsamia się przywódca lub grupa przywódcza, a również partia działające w ich interesie. Ideologia wyznacza granice politycznych działań, dostarcza podstawowych znaczeń, określa sens historii, tworzy całościowe ramy interpretacji wszelkiej aktywności i rzeczywistości społecznej. Poza ideologią znajduje się obszar herezji zagrożony sankcjami.

Centralne miejsce ideologii prowadzi oczywiście do przeładowania wszelkich nie uznawanych systemów idei. Zwalcza się nie tylko inne wartości, ale także przekonanie o autonomii poszczególnych sfer życia takich jak: nauka, religia, sztuka, architektura, ekonomia. Ideologia obejmuje całość życia i wszystkie formy ekspresji i działań ludzi mając wyraźne cele przez władze postawione.

Są również pozytywy tak wielkiej roli ideologii. Nobilituje ona wykształcenie, kulturowy awans mas. Większą rolę odgrywają propaganda, masowe kształcenie, szkolenie kadr. Dodatkowe gratyfikacje są przeznaczone dla intelektualistów identyfikujących się z systemem. Masowe życie polityczne wymaga rozwoju masowej edukacji i komunikacji.

Po trzecie, obywatelskie uczestnictwo oraz dynamiczna mobilizacja szerokich grup społecznych do realizacji politycznych i społecznych zadań jest popierana, pożądana i nagradzana, a jednocześnie kanalizowana za pośrednictwem partii i wielu organizacji działających na zasadach monopolistycznych. Wycofanie się z polityki, apatia, obojętność, bierna postawa poddańcza – typowa dla reżimów autorytarnych – jest w systemach totalitarnych uznawana za niepożądana i nawet karana.

W totalnych państwach oczekuje się i wymaga nie tyle zwykłej akceptacji panującej ideologii i władzy, ale aktywnej partycypacji w życiu publicznym. Tyle że wskazany jest tu tylko jeden „kanał partycypacji”, a kierunek aktywności wyznacza jeden ośrodek władzy, który uprawomocnia cele istniejących organizacji i kontroluje je ostatecznie. Reżim domaga się więc, by wszyscy brali udział w tworzeniu „nowego ładu” i równie aktywnie służyli oficjalnej ideologii. Ta cecha totalitaryzmu odróżnia je szczególnie mocno od większości „nietotalitarnych systemów niedemokratycznych”, a zbliża paradoksalnie do ustrojów demokracji partycypacyjnej.

Kluczowe znaczenie dla funkcjonowania systemów totalnych odgrywa partia hegemoniczna. Systemy te są zdolne do głębokiej penetracji społeczeństwa, wywierania decydującego wpływu we wszystkich obszarach instytucji, mobilizowania ochotników lub quasi-ochotników. Nadaje to systemowi namiastkę charakteru demokratycznego w tym sensie, że chętni do współpracy (akceptujący podstawowe cele przywództwa i nie wysuwający własnych) otrzymują szansę aktywnego uczestnictwa i zaangażowania. Atrakcyjność systemu totalitarnego wywodzi się po części właśnie z owego moblizacyjno-partycypacyjnego istnienia partii i organizacji masowych. Mimo biurokratycznego charakteru państwa i wielu organizacji, a nawet samej partii, masowe członkostwo w partii i w sponsorowanych przez nie organizacjach, może być dla wielu obywateli źródłem poczucia sensu, celu i przynależności”. W reżimach autorytarnych z kolei rządzący głównie polegają na kadrze biurokratów, ekspertów i policjantów, wyróżnionych i izolowanych od reszty społeczeństwa.

Rozbudowana, wieloszczeblowa organizacja partyjna daje wielu osobom możliwość sprawowania jakiej formy władzy nad ludźmi, którzy wedle innej hierarchii społecznej znajdowaliby się znacznie wyżej (na przykład sekretarz partii w fabryce mógł kontrolować jej kierownictwo). Podważa to istniejące czy odziedziczone systemy nierówności i wprowadza odmienne formy zależności i kontroli. Aktywne działanie partii składającej się z zaangażowanych członków w sposób znaczący zwiększa także możliwości kontroli i ukrytego przymusu wobec tych, którzy odmawiają uczestnictwa lub są z niego wyłączeni.

Nie do uniknięcia w ustrojach totalnych są dążenie do konformizmu, nielegalność wszelkich form opozycji, zwłaszcza takich, które mogłyby wciągnąć znaczne segmenty populacji i nadać im zorganizowany kształt, redukcji sfery prywatności obywateli oraz na wpółdobrowolne lub wręcz wymuszane uczestnictwo[3].

Często zwraca się uwagę na ekspansjonistyczne tendencje reżimów totalitarnych. Wszelako zależy to od treści ideologii dominującej – i to ona właśnie wywiera na kształt i kierunek ekspansjonizmu wpływ większy niż inne strukturalne cechy systemu.

We wczesnych pracach nad totalitaryzmem podkreślano szczególną rolę przywódcy otaczanego kultem, cieszącego się charyzmatycznym autorytetem. Linz w odróżnieniu od niemal wszystkich badaczy uważa, że pojawiły się zarówno ustroje totalitarne, w których nie można wskazać na istnienie tak daleko posuniętego kultu wodza, jak też można wskazać na wiele systemów autorytarnych, w których przywódca otaczany jest szczególnym charyzmatem.

Hanna Świda-Ziemba, opisując „komunistyczny totalitaryzm w Polsce” na tle innych systemów totalitarnych, przyjęła, że totalitaryzm charakteryzuje niekontrolowana władza, oparta o rozbudowany aparat przemocy i inwigilacji. Władza ta ustala i narzuca obowiązujące scenariusze działania, przy czym „rządzący – z różnych powodów – mogą zrezygnować z zasady pełnego despotyzmu i pełnej kontroli oraz ograniczyć stopień inwigilacji; zawsze jednak wymagają, by scenariusz funkcjonował”[4].

Gdzie tkwią początki ideologicznego totalizmu? Skąd pochodzą ekstremistyczne emocjonalne wzorce? Te pytania podnoszą jeden z najbardziej kluczowych i trudnych ludzkich problemów. Za ideologicznym totalizmem idą, zawsze aktualne, ludzkie poszukiwania wszechmocnego kierownika (nadnaturalnej siły, partii politycznej, filozoficznych idei, wielkiego lidera lub precyzyjnej nauki) – który doprowadziłby w końcu do solidarności między wszystkimi ludźmi, wyeliminował strach przed śmiercią i nicością. Tego rodzaju poszukiwania można odnaleźć tak w mitologii, religii oraz historii każdego narodu, jak i w historii życia poszczególnych ludzi. W trakcie kulturowych kryzysów oraz gwałtownych historycznych zmian, totalne poszukiwania wszechmocnego kierownika prowadzą ludzi do momentu, w którym ktoś z nich sam przyjmuje taką rolę.

Ideologiczny totalizm może również oferować intensywne doświadczenie szczytowe: poczucie przekraczania wszystkiego, co jest zwyczajne i prozaiczne, uwalniania się od chwiejności, wchodzenia w sferę prawdy, ufności oraz szczerości, jakiej nikt jeszcze nie czuł ani nawet sobie nie wyobrażał. Jednak są to narzucone doświadczenia szczytowe i w przeciwieństwie do tych, występujących w klimacie większej wolności i prywatności u wielkich przewodników religijnych i mistyków, są w swej istocie doświadczeniami osobistej izolacji. Bardziej niż do receptywności i „otwartości na świat”, skłaniają do cofania i usztywniania się, chronienia się w indoktrynacyjnym i zorganizowanym ekskluzywizmie, reagowania emocjonalnego według schematu „wszystko albo nic”, charakterystycznego (przynajmniej na tym etapie rozwoju ludzkości) raczej dla wieku dziecięcego niż dorosłego[5].

Jeśli nawet nie pojawia się doświadczenie szczytowe, ideologiczny totalizm przynosi wiele innych szkód dla rozwoju człowieka: wywołuje destrukcyjne emocje, intelektualne i psychologiczne usztywnienie oraz – pod zasłoną fałszywej obietnicy wyeliminowania niedoskonałości i niejednoznaczności w ludzkiej naturze – izoluje go od tego, co jest w nim subtelne i twórcze. Kombinacja osobistej izolacji, autodestrukcji oraz wrogości wobec osób z zewnątrz, prowadzi do niebezpiecznych grupowych ekscesów, charakterystycznych dla ideologicznego totalitaryzmu w każdej postaci. Prowadzi również do mobilizacji ekstremistycznych tendencji u środowisk atakowanych, napędzając dalej błędne koło totalitaryzmu.


[1] Carl J. Friedrich, Zbigniew K. Brzezinski, Totalitarian Dictatorship and Autocracy, Harvard University Press, Cambridge, Massachusetts 1956

[2] Tamże

[3] I. Bartczak Totalitaryzm zhumanizowany?, Polityka z dn.16.02.2002

[4] H. Świda-Ziemba, Człowiek wewnętrznie zniewolony…., op.cit., s. 57.

[5] K. Janowska, Witamy w kraju Ubu, Polityka 39/03