Technokratyzm

5/5 - (4 votes)

konspekt pracy magisterskiej

Wprowadzenie

Technokratyzm to forma rządzenia, w której decyzje polityczne i gospodarcze są podejmowane przez specjalistów i ekspertów, zamiast przez polityków lub przez procesy demokratyczne. W technokratycznym systemie, władza jest skoncentrowana w rękach ekspertów, którzy posiadają specjalistyczną wiedzę i umiejętności w danej dziedzinie.

Technokratyzm jest często postrzegany jako alternatywa dla demokracji, ponieważ eksperci uważani są za bardziej kompetentnych i niezależnych od politycznych interesów niż politycy. Technokratyzm jest często proponowany jako rozwiązanie dla problemów politycznych i gospodarczych, takich jak korupcja, brak efektywności czy brak zaufania do polityków.

Jednak, jak każde inne rozwiązanie, technokratyzm ma swoje wady. Technokraci mogą być również podatni na korupcję lub brak odpowiedzialności i mogą ignorować potrzeby ludzi. Technokratyzm może również prowadzić do ograniczenia wolności obywatelskich, ponieważ decyzje są podejmowane przez nieliczną grupę ekspertów, a nie przez całe społeczeństwo.

Oddanie świata we władanie bezmyślnej technice nie może być rzecz jasna celem postkonserwatysty, niemniej jednak konstatuje on jej panowanie nad większością mieszkańców cywilizowanego świata. To postęp techniczny – paradoksalnie dla zachwyconych nim liberałów – doprowadził do faktycznego zastąpienia demokracji absolutną władzą nowych elit, które kontrolują dziś masy w sposób bodaj w przeszłości nieznany. Szczególne znaczenie miał tu postęp w technikach medialnych, informatycznych oraz militarnych, które pozwalają np. prowadzić wojny w dawnym stylu – bez wciągania w nie mas.

Trudno zresztą mówić dziś o masach, czy nawet narodach – większość więzi społecznych została przerwana, zaś tzw. „społeczeństwa” składają się w większości ze zatomizowanych, niezainteresowanych już sprawami publicznymi jednostek (w najlepszym przypadku wąsko pojętych rodzin), które mimo to postępują zgodnie z pewnym jednolitym standardem pracy, wypoczynku, a nawet myślenia, wyznaczanym przez rytm współczesnej techniki.

Współczesne elity nad tą wszechmocną techniką na szczęście jeszcze mają kontrolę i tym łatwiej mogą roztoczyć swe panowanie nad współczesnymi masami, dotkniętymi (w dużej mierze wskutek techniki, od której nie potrafią się zdystansować) wtórnym analfabetyzmem i skrajnym zawężeniem horyzontów. Wiele wskazuje na to, iż współczesna cywilizacja osiągnie wkrótce etap będący częściową realizacją wizji Orwella, a nawet Huxleya.

Zachowując stosowne proporcje, postkonserwatysta doszuka się również pewnych analogii historycznych – miedzy współczesnymi „demokracjami” a np. XVIII- wiecznym „oświeconym absolutyzmem”, również operującym (rzecz jasna w skali właściwej owym czasom) propagandą służby ludowi, a zarazem skutecznie demontującym przejawy samoorganizacji poddanych czy też autonomii instytucji pozapaństwowych. Części współczesnych elit – podobnie jak XVIII-wiecznym „oświeconym” kamarylom dworskim oraz intelektualnym – właściwa jest przykrywana wspomnianą wyżej propagandą pogarda dla rządzonych, pogarda nieznana dawnej arystokracji.

Dla postkonserwatysty walorem współczesnego systemu jest powrót do polityki elitarno-salonowej (współczesne salony organizowane są w formie „szczytów”, konferencji i seminariów) i odideologizowanie mas, zaś jego ewidentnym defektem – brak w takim państwie odniesienia transcendentalnego, czy choćby celów głębszych i dalekosiężnych. Zadaniem postkonserwatysty jest przygotowanie tego państwa do możliwego kiedyś przyjęcia celów wyższego rzędu, tak, aby po współczesnym „nowym oświeceniu” nastąpić mogło „nowe średniowiecze”. Zwłaszcza, iż na horyzoncie nie widać śladu zagrożenia żadną nową Rewolucją Francuską a współczesną cywilizację może w dającej się przewidzieć perspektywie zniszczyć jedynie jakaś niewyobrażalna katastrofa.

Technokratyzm to doktryna polityczna i społeczna, która zakłada, że rządy i administracja publiczna powinny być prowadzone przez ekspertów technicznych, inżynierów, naukowców oraz specjalistów z różnych dziedzin, zamiast polityków i urzędników wybranych przez społeczeństwo. Technokraci, w przeciwieństwie do tradycyjnych polityków, są postrzegani jako osoby posiadające specjalistyczną wiedzę i umiejętności niezbędne do skutecznego zarządzania państwem, zwłaszcza w obszarach takich jak gospodarka, infrastruktura, energetyka, zdrowie czy środowisko. W poniższym eseju zostaną omówione korzenie technokratyzmu, jego główne założenia, kluczowe przykłady oraz krytyka tej doktryny.

Korzenie technokratyzmu

Pojęcie technokratyzmu wywodzi się z początku XX wieku, kiedy to rozwój nauki i technologii zaczął odgrywać coraz większą rolę w społeczeństwie. Pierwsze ruchy technokratyczne pojawiły się w Stanach Zjednoczonych w latach 20. i 30. XX wieku, w odpowiedzi na kryzys gospodarczy i społeczne niepokoje tamtego okresu. Zwolennicy technokratyzmu uważali, że tradycyjne metody zarządzania państwem, oparte na politycznych i ideologicznych sporach, są nieskuteczne i prowadzą do destabilizacji.

Jednym z pierwszych i najbardziej wpływowych ruchów technokratycznych był Technocracy Inc., założony w 1933 roku przez Howarda Scotta. Organizacja ta promowała ideę, że społeczeństwo powinno być zarządzane przez naukowców i inżynierów, którzy mogliby efektywnie kontrolować zasoby i produkcję, zapewniając dobrobyt i stabilność.

Główne założenia technokratyzmu

Technokratyzm opiera się na kilku kluczowych założeniach, które wyróżniają go na tle innych doktryn politycznych:

  1. Rządy ekspertów: Technokraci wierzą, że zarządzanie państwem powinno być powierzone osobom posiadającym specjalistyczną wiedzę i umiejętności w określonych dziedzinach. Uważają, że eksperci są bardziej kompetentni do podejmowania decyzji, ponieważ opierają się na naukowych dowodach i obiektywnych analizach, a nie na ideologii czy interesach partyjnych.
  2. Racjonalność i efektywność: Technokratyzm kładzie nacisk na racjonalne i efektywne zarządzanie zasobami. Technokraci dążą do optymalizacji procesów decyzyjnych i administracyjnych, aby osiągnąć maksymalne korzyści przy minimalnych kosztach. Uważają, że podejście naukowe i technologiczne może prowadzić do bardziej efektywnych rozwiązań problemów społecznych i gospodarczych.
  3. Planowanie i kontrola: Technokratyzm zakłada, że centralne planowanie i kontrola nad gospodarką i zasobami są niezbędne do osiągnięcia stabilności i dobrobytu. Technokraci wierzą, że państwo powinno odgrywać aktywną rolę w kierowaniu gospodarką, aby zapewnić zrównoważony rozwój i równy dostęp do zasobów.
  4. Depolityzacja: Technokraci postulują redukcję wpływu polityki i ideologii na procesy decyzyjne. Uważają, że polityczne spory i partyjne interesy często prowadzą do nieefektywnych i niekorzystnych decyzji, które szkodzą społeczeństwu jako całości.

Kluczowe przykłady technokratyzmu

Chociaż technokratyzm nigdy nie stał się dominującą formą rządów na świecie, istnieje kilka przykładów, gdzie technokratyczne podejście miało znaczący wpływ na zarządzanie państwem lub określonymi sektorami:

  1. Nowy Ład w USA: W okresie Wielkiego Kryzysu w Stanach Zjednoczonych, prezydent Franklin D. Roosevelt wprowadził Nowy Ład (New Deal), który obejmował szereg programów i reform mających na celu ożywienie gospodarki. W ramach tych działań wielu ekspertów technicznych, inżynierów i naukowców zostało zaangażowanych w planowanie i realizację projektów infrastrukturalnych, co można postrzegać jako element technokratycznego podejścia.
  2. ZSRR i planowanie centralne: W Związku Radzieckim centralne planowanie gospodarcze było realizowane przez Gosplan, instytucję odpowiedzialną za tworzenie i nadzorowanie planów gospodarczych. Choć radziecki system miał wiele wad i był silnie ideologicznie naznaczony, to jednak angażował wielu technokratów do zarządzania gospodarką i realizacji ogromnych projektów przemysłowych i infrastrukturalnych.
  3. Chiny po 1978 roku: Po reformach Deng Xiaopinga w 1978 roku Chiny zaczęły przyjmować bardziej technokratyczne podejście do zarządzania gospodarką. Władzę w kraju zaczęli przejmować technokraci, którzy skupiali się na modernizacji i otwarciu gospodarki na świat. Reformy te doprowadziły do dynamicznego rozwoju gospodarczego, chociaż były realizowane w kontekście autorytarnego systemu politycznego.
  4. Singapur: Singapur jest często postrzegany jako przykład technokratycznego państwa, gdzie władze skupiły się na efektywnym zarządzaniu zasobami i planowaniu długoterminowym. Pod rządami Lee Kuan Yewa kraj ten przeszedł szybki rozwój gospodarczy, opierając się na politykach promujących inwestycje w edukację, infrastrukturę i technologie.

Krytyka technokratyzmu

Technokratyzm, mimo swoich zalet, jest również przedmiotem krytyki z różnych stron:

  1. Brak demokratycznej legitymacji: Jednym z głównych zarzutów wobec technokratyzmu jest to, że eksperci i technokraci, mimo swojej wiedzy i umiejętności, często nie posiadają demokratycznej legitymacji. Decyzje podejmowane przez technokratów mogą być postrzegane jako niedemokratyczne, ponieważ nie wynikają z woli wyborców.
  2. Nadmierna centralizacja władzy: Technokratyzm zakłada centralne planowanie i kontrolę, co może prowadzić do nadmiernej centralizacji władzy i biurokracji. W praktyce może to skutkować brakiem elastyczności i opóźnieniami w reagowaniu na zmieniające się warunki społeczne i gospodarcze.
  3. Ignorowanie wartości niemierzalnych: Technokraci często skupiają się na mierzalnych aspektach zarządzania, takich jak efektywność i optymalizacja, co może prowadzić do pomijania wartości niemierzalnych, takich jak prawa człowieka, sprawiedliwość społeczna czy kultura.
  4. Ryzyko technokratycznego elitaryzmu: Technokratyzm może prowadzić do powstania technokratycznej elity, która posiada monopol na wiedzę i podejmowanie decyzji. Taki system może być postrzegany jako wykluczający i niedostępny dla szerokich grup społecznych.

Podsumowanie

Technokratyzm jako doktryna polityczna i społeczna oferuje unikalne podejście do zarządzania państwem, kładąc nacisk na wiedzę ekspercką, racjonalność i efektywność. Chociaż technokratyzm miał znaczący wpływ na zarządzanie w różnych kontekstach historycznych i geograficznych, jest również przedmiotem krytyki ze względu na swoje potencjalne wady, takie jak brak demokratycznej legitymacji, nadmierna centralizacja władzy i technokratyczny elitaryzm. Mimo to, technokratyczne podejście do zarządzania państwem pozostaje istotnym punktem odniesienia w debatach na temat efektywności i sprawiedliwości w polityce publicznej.

Ustroje totalitarne

5/5 - (4 votes)

W XX w. powstały ustroje totalitarne. Państwami tego typu były Niemcy Hitlerowskie i Związek Radziecki za rządów Stalina. Czy ustrój Sparty i sposób wychowania można uznać za prototyp państwa totalitarnego.

Wyjaśniając tę myśl warto zaznaczyć czym jest totalitaryzm w odniesieniu do całokształtu zasad prawnych określających sposób funkcjonowania organów w Niemczech i ZSRR.

Państwo totalitarne jest system władzy, w którym państwo całkowicie kontroluje wszelkie sfery życia obywateli w celu całkowitego podporządkowania sobie jednostki, kontroli nad nią, a nawet jej podglądania.

Dla kontroli poglądów obywateli stworzona zostaje oficjalna ideologia, a w celu jej wpajania – system indoktrynacji realizowany za pomocą różnych form propagandy, od prasowej poprzez system szkolnictwa, nauki i wychowania do różnych form przymusu i terroru. W efekcie następuje pozbawienie jednostki jej prawa do prywatności życia i ścisłe jej uzależnienie od doraźnych interesów państwa.

Państwo totalitarne cechuje skrajna centralizacja państwa i omnipotencja jego władz, gwałcąca prawa i wolności obywatelskie, likwidująca własność i samorządność, niszcząca podstawy demokracji poprzez pozbawienie społeczeństwa prawa kontroli nad organami władzy. Przeciwnicy polityczni są eliminowani poprzez ich fizyczne unicestwienie lub tzw. resocjalizację w obozach pracy.

Potocznie totalitaryzm rozumiany jest jako przeciwieństwo demokracji i pluralizmu w polityce, życiu społecznym, sposobie myślenia (niezależnie od formy rządów).

Forma obowiązująca w Sparcie była przykładem oligarchii. Ustrój społeczny Sparty polegał na istnieniu trzech klas obywateli; Spariatów, Periojków i Helotów. Spartaci stanowili niewielką grupę nadludzi, żyjącą w otoczeniu o wiele liczniejszej i potencjalnie niebezpiecznej populacji niewolnych chłopów(helotów). W celu utrzymania swojej dominacji Spartaci zamienili się w kastę wojowników, od dziecka przyzwyczajanych do znoszenia cierpień i życia w ciężkich warunkach. Podobnie władze faszystowskie przywiązały szczególną uwagę do wychowania młodzieży, tworząc w tym celu specjalne organizacje. Szkolono dzieci na służbę wojskową w Niemczech tak zwane „Hitler Jungen”. Uczyły, iż ich naród jest najlepszy oraz tłumaczyły ideologie totalitarne. Było to dla nich wielkim atutem partii, ponieważ młodzież była ich przyszłością.

Z kolei heloci nie mieli żadnych praw. Ziemia na której mieszkali i którą uprawiali stała się własnością państwa. Specjalne oddziały młodzieży spartańskiej przeprowadzały co pewnie czas mordy helotów (krypteje) Helotom wypowiadano corocznie wojnę (co miało utrzymać ich w posłuszeństwie). Cała gospodarka w obu ustrojach uwarunkowana była aby jak najmocniej wspierać armię, która zdobywała koleje terytoria.

W polityce wewnętrznej i zagranicznej krajów totalitarnych stosowano ogólny terror, zastraszenie społeczeństwa, ograniczenie możliwości kulturalnych narodu. W państwie komunistycznym i faszystowskim tajna policja czuwała nad spokojem społecznym usuwając w sposób dyskretny wszelkich przeciwników systemu. Metodami terroru i donosicielstwa wytwarzano atmosferę strachu, zarówno wśród przeciwników, jak i zwolenników systemu.

Prototyp hegemonii w państwach totalitarnych charakteryzował się również w ustroju Sparty, gdzie istniała przewaga polityczna nad innymi państwami. I zarówno w obu ustrojach interes państwa był ważniejszy od życia człowieka.

Procesy z WUSW w PRL

5/5 - (2 votes)

Przyglądając się wizycie Papieża Jana Pawła II w 1987 roku i obserwując poczynania pracowników resortu spraw wewnętrznych może zadać pytanie – do czego ją wykorzystają? Oczywiście do podwyższenia wskaźników wyników swojej pracy. SB dokładnie przyglądała się pielgrzymom udającym się na powitanie papieża. Zatrzymano na 48 godzin w skali kraju sto kilkadziesiąt osób w przeróżny sposób, jednych zabierając z domu a innych z pracy. Kielecka SB czekała na dworcu z gotową listą. Natomiast w Skarżysku niektóry zatrzymanym zarzucono nielegalny handel alkoholem i kontakty ze światem przestępczym.[1]

Jerzy Spolitak z Kielc, widząc, że funkcjonariusze obserwują jego posesję, wymknął się z domu. Rodzina, która w tym czasie gościła u niego, był w kilka chwil później nagabywana, aby zawołała J. Spolitaka rzekomo tylko w celu porozmawiania. J. Spolitak, aby nie stwarzać problemów, poszedł, choć zdawał sobie sprawę, że jest oszukiwany. Gdy się pojawił funkcjonariusze powiedzieli, że zabiorą go tylko na godzinę lub dwie na komendę. J. Spolitak odchodząc powiedział rodzinie: „Jeśli za dwie godziny nie wrócę to wiecie, co macie robić.” Gdy się po dwóch godzinach nie pojawił, jego mama poszła do mieszkania Stanisławy Gawlik. Gdy była już w jej mieszkaniu zadzwonił ktoś z USA. S. Gawlik przy okazji opowiedziała historię, jaka się wydarzyła. W sobie tylko wiadomy sposób Głos Amerykański nagłośnił w jednej z audycji tę sprawę. Funkcjonariusze w rozmowie z J. Spotlakiem wyrazili zdziwienie szybkością przepływu informacji, nie zdając sobie sprawy, że był to nie zamierzony przypadek.[2]

Ogółem na terenie Kielc i Skarżyska Kamiennej funkcjonariusze SB zatrzymali kilkanaście osób, które zamierzały udać się na mszę z udziałem Jana Pawła II na Placu Defilad w Warszawie, następnie przetrzymywano ich w aresztach do około godziny szesnastej. Tym samym skutecznie uniemożliwiono im dotarcie na obrane wcześniej miejsce. Kilka osób z tej grupy miało serdecznie dosyć nękania ich pod byle jakim pretekstem. Przypadek ten rozpatrywany był wnikliwie przez członków Komisji Interwencji i Prawo-rządności na posiedzeniu w Podkowie Leśnej. Analizowano tam możliwości zaradzenia takim przypadkom. Jak wspomina Jerzy Stępień[3], sugestia, aby wytoczyć procesy cywilne o ochronę dóbr osobistych spotkała się z różną opinią uczestników, natomiast Zofia Romaszewska miała poprzeć ten zamysł.[4] Grupa kieleckich adwokatów od dawna bezinteresownie broniąc poszkodowanych. Zdecydowała się również w tym przypadku reprezentować represjonowanych, byli to: Wojciech Czech, Edward Rzepka, Kazimierz Ujazdowski. Z osób wcześniej zatrzymanych pozew do sądu zdecydowały się wnieść: Alicja Twarowska, Jerzy Spolitak z Kielc oraz Bogdan Ryś, Józef Wójcik, Mieczysław Woźniak i Dariusz Figarski ze Skarżyska Kamiennej.


[1] „Tygodnik Mazowsze”, 1987, 1 sierpnia.

[2] Relacja J. Spolitaka w zbiorach autora.

[3] Relacja Jerzego Stępnia w zbiorach autora.

[4] Zofia Romaszewska z perspektywy czasu uważa, że takie działania zakrawało trochę na pieniactwo – relacja.

Aresztowania działaczy Solidarności 2

5/5 - (1 vote)

ciąg dalszy tej pracy

Pobyt oskarżonych w areszcie śledczym na Piaskach zasługuje na uwagę ze względu na pewien incydent. W areszcie można było prenumerować prasę, ale tylko oficjalną. Małżonka pana Bogdana Migasa przyniosła natomiast na widzenie całą paczkę wydawnictw katolickich, których w więzieniu niestety nie można było zaprenumerować. Dlatego też strażnicy na bramie powiedzieli jej, że zabierają te wydawnictwa do cenzury. Ponieważ nie chciano ich oddać Migas napisał prośbę do naczelnika, którą uzasadniał faktem, że pisma katolickie, które przyniosła mu żona można kupić w każdym kiosku, a skoro tak, to muszą być dopuszczone przez cenzurę. Naczelnik nakazał wydanie zakwestionowanych materiałów. Migas, uszczęśliwiony tym faktem napisał list do domu, w którym zamieścił podziękowania dla naczelnika.

Prawdopodobnie ze względu na piękne słowa odnoszące się do władz aresztu list ten doszedł do adresata szybciej niż pozostałe. Żona pana Migasa zaniosła ten list do księdza proboszcza w parafii św. Wojciecha, a ten znanymi sobie kanałami wysłał ten list na Zachód. Następnie rozgłośnia „Wolna Europa” zrobiła z niego użytek cytując w jednej ze swoich audycji. Nikt z aresztowanych o tym nie wiedział. Gdy któregoś dnia Bogdan Midas przebywał w celi oczekując na spacer, niespodziewanie zjawił się naczelnik wraz z ochroniarzem. Energicznym ruchem rzucił czapkę na łóżko i rozpoczął dialog gromkim tekstem: „Migas (…), co ja wam zrobiłem.” W odpowiedzi usłyszał, że jest bardzo szanowany przez więźniów itp. Okazało się, że za to, że RWE pochwaliło naczelnika za jego humanitarność w stosunku do więźniów, został on przeniesiony na równorzędne stanowisko do Zakładu Karnego dla młodocianych w Tarnowie. Posada ta znana była z tego, że żaden naczelnik nie mógł na niej utrzymać się zbyt długo.

Marian Kulecki również został wezwany do naczelnika, gdy dostał list od swojej mamy. Treść tego listu wskazywała na to, iż zapomniała ona, że pisze do uwięzionego. Naczelnik zgromił wówczas syna tekstem: „Jak wy sobie matkę wychowaliście… „Ze względu na sposób bycia naczelnika aresztowani zwykli nazywać go po prostu „śmieszkiem”.[1]

Czy w innych więzieniach i aresztach zdarzały się podobne sytuacje? Trudno powiedzieć. Istotną sprawą jest natomiast fakt, że więźniowie polityczni mieli styczność z typowymi przestępcami. Prasa podziemna ostrzegała, że ich, że „Istota totalitaryzmu więzienia zamyka się w poddaniu więźnia całkowitej kontroli personelu więziennego, oczywiście w imię jego dobra i w imię dobra społecznego (…), gdy w nowych warunkach okaże się zbyt „twardy” lub zbyt „miękki”. Ten „miękki” zostanie złamany, wręcz wdeptany w więzienną strukturę i panujące tam stosunki. Jeżeli nie podejmie po pierwszych (…) doświadczeniach próby samobójczej, zostanie konfidentem personelu więziennego, albo obiektem napaści seksualnych i wyzysku więźniów „twardych”.[2]

Komitet Helsiński zbierając dane za rok 1985, ustalił, że odbyło się w tymże roku 155 procesów politycznych, przy czym ¼ procesów wypadała na październik, tj. miesiąc wyborów do sejmu. W tych sprawach sądzono 250 osób, z których tylko 6 uniewinniono, a wobec kilku innych warunkowo umorzono postępowanie. Pokaźną liczbę, bo 139 osób skazano na kary bezwzględnego pozbawienia wolności, natomiast 92 osobom wymierzono kary pozbawienia wolności w zawieszeniu.[3]

Duża ilość procesów politycznych w miesiącu wyborów do sejmu, wypływała z dwóch kwestii. Po pierwsze organy ścigania, nastawione na osiąganie wyników swej pracy, ambitnie wykorzystywały każdy podejrzany czyn obywatela. Po drugie w kręgach opozycyjnych nastała niechęć do takiej formy wyborów. Cześć osób swoim działaniem próbowała manifestować ich bojkot. Istotnie ordynacja wyborcza pozostawiała wiele do życzenia, jeśli chciano nazywać ją demokratyczną. Dla każdego, kto znał zasady współczesnych ordynacji zachodnich, bulwersujący stawał się fakt, że kandydatem mógł być tylko obywatel prawomyślny, który dawałby rękojmię wypełnienia mandatu zgodnie z konstytucyjnymi zasadami ustroju PRL. Oznaczało to, że sejm nie mógł zmieniać zasad ustroju. Zasady powoływania kandydatów sformułowane były w sposób uniemożliwiający dostanie się na listę kandydata myślącego inaczej niż przewodnia siła narodu.[4]


[1] Relacja M. Kuleckiego w zbiorach autora.

[2] „Praworządność” 1986, nr 12-13, s.101.

[3] Tamże, s.8.

[4] Tamże, s.144-147.

Stosunek władz PRL do duchownych

5/5 - (3 votes)

Wśród aktywnych animatorów życia społecznego znajdowali się przedstawiciele duchowieństwa. Większość kapłanów umiarkowanie podchodziło do działalności społecznej. Byli jednak i tacy, którzy otwarcie przyznawali się do swych przekonań i potwierdzali je swoim zaangażowaniem.

Ks. Marek Łabuda wraz z ks. Andrzejem Wilczyńskim kierowali protestem młodzieży szkolnej we Włoszczowie w roku 1984. Uczniowie Zespołu Szkół Zawodowych we Włoszczowie 1 grudnia tego roku przyszli jak zwykle do szkoły. Zajęcia w szkole rozpoczynały się o godzinie 815. Uczniowie przynieśli ze sobą drewniane krzyże z zamiarem zawieszenia ich w salach lekcyjnych. Chcąc uzyskać zezwolenie udali się w tym celu do gabinetu dyrektora szkoły, który negatywnie odniósł się do tego pomysłu. Nakazał udanie się do sal lekcyjnych i normalne odbywanie zajęć. W klasach uczniowie mimo wszystko powiesili krzyże. Tego samego dnia krzyże zostały usunięte ze szkoły. W dniu następnym, tj. w niedzielę 2 grudnia, w czasie wywiadówki powiadomieni zostali o tym fakcie rodzice.

W poniedziałek 3 grudnia 1984 roku uczniowie odmówili przystąpienia do zajęć. Zebrało się na IV piętrze szkoły około 700 uczniów, więc większość (szkoła kształciła 750 uczniów). Wznoszone były okrzyki wzywające do oddania zajętych krzyży. Do uczniów przemawiał dyrektor oraz przedstawiciele władzy administracyjnej szczebla wojewódzkiego. Gdy około godziny 1200 tego dnia powiadomiony został proboszcz miejscowej parafii, wkrótce zjawiło się w szkole 4 księży. W szkole śpiewano pieśni religijne. Następnie Marek Łabuda i Andrzej Wilczyński zostali na miejscu, przemówieniami podtrzymując uczniów na duchu. Dyrektor miał wielokrotnie wzywać księży do opuszczenia budynku. Cały protest trwał od 3 do 16 grudnia 1984 roku. Prokurator Rejonowy A. Busiakiewicz skierował w związku z tym akt oskarżenia do sądu zarzucając im przestępstwo z art. 282 § 2 kk.[1]

Ks. Marek Łabuda sowim postępowaniem na długi okres naraził się władzy. Był aktywny, pełen oddania dla miejscowej młodzieży. Jego prawość powodowała, że to wokół niego organizowało się środowisko. To uwarunkowało ciągłą obserwację przez odpowiednie służby. Najścia na niego, posunięte do daleko idącej agresji, nasiliły się. Na początku 1988 roku został dwukrotnie pobity w Warszawie. Gdy przebywał 6 kwietnia w okolicach dworca PKP oczekując na pociąg do Warszawy, podszedł do niego mężczyzna pytając o godzinę, w tym momencie poczuł, że ma mokrą twarz i stracił przytomność. Całe zdarzenie miało miejsce o godzinie 2100, następnie obudził się na ławeczce na Krakowskich Plantach o godzinie 500. Był w fatalnej kondycji psychicznej[2] Sprawa M. Łabudy była złożona. Nie ulega wątpliwości, że był osobą kłopotliwą dla władz. Trudno natomiast ustalić stosunek Kurii do jego osoby. Przypuszczać można tylko, że jego wyjazd na misję z pewnością uchronił go od dalszych tego rodzaju kłopotów. Pojawiły się twierdzenia, że ze strony świeckich pracowników Kurii wypowiadane były o nim niepochlebne opinie. Wypowiedzi te miały sugerować, że ks. Marek sam szuka kłopotów zanadto interesując się polityką.[3]

Sprawę ks. Łabudy należałoby rozpatrywać w szerszym kontekście sytuacji innych niepokornych księży. Dlaczego ataki nieznanych sprawców nasiliły się właśnie w latach 1988-89? Dlaczego zginął ks. Zych? Dlaczego niektórych księży władze kościelne przesuwały na stanowiska np. przy pełnieniu posługi na cmentarzach. Znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego tak się działo, zwłaszcza na początkach 1989 roku, z pewnością nie będzie łatwo.[4]

Władze PRL, będące komunistyczne, miały bardzo negatywny stosunek do duchownych, uważając ich za przedstawicieli konserwatywnych i reakcyjnych sił, które przeszkadzały w budowaniu komunistycznego społeczeństwa. Władze PRL dążyły do sekularyzacji społeczeństwa, czyli odsunięcia religii od życia publicznego i ograniczenia wpływu kościołów na społeczeństwo.

W celu osiągnięcia tego celu, władze PRL stosowały różne metody, takie jak prześladowanie duchownych, ograniczanie działalności kościołów, naciskanie na duchownych, aby występowali przeciwko kościołom oraz propagowanie ateizmu.

Kościoły i duchowni byli szczególnie prześladowani w czasie tzw. „małej stabilizacji” lat 50-tych, kiedy to wiele kościołów zostało zamkniętych, a wielu duchownych aresztowanych lub skazanych na więzienie. Nacisk na Kościół trwał przez cały okres PRL-u. Władze komunistyczne nie miały tolerancji dla jakiejkolwiek formy oporu wobec ich władzy i byli skłonni do represji wobec wszystkich, którzy im się sprzeciwiali, w tym również duchownych.


[1] Decyzja Prokuratury Rejonowej, nr D.1242/84 Akt oskarżenia, kopia w zbiorach autora.

[2] „NURT” 1988, nr 17.

[3] Tamże.

[4] „Busola”, 1986, nr 11 – w zbiorach autora.